Zniszczeni przez skarbówkę

Firma Krzysztofa Smilgina z Częstochowy handlowała tkaninami za wschodnią granicą. Za sprzedany towar otrzymywała zwrot podatku VAT. Ten dochodowy interes przerwała kontrola skarbówki. Urzędnicy uznali, że pan Krzysztof tkanin nie sprzedawał, tylko wyłudzał podatek. Mężczyzna trafił do aresztu, a jego biznes upadł. Po 11 latach okazało się, że urzędnicy… pomylili się.

Krzysztof Smilgin z Częstochowy od 1994 roku prowadził firmę, która sprzedawała tkaniny za wschodnią granicę. Matka mężczyzny, pani Łucja, swoją firmę otworzyła w Elblągu, gdzie wówczas mieszkała. 

- Przy wywozie za granicę i sprzedaży można było się ubiegać o zwrot 22 procent podatku VAT – opowiada pan Krzysztof.

Handel szedł znakomicie. Za sprzedany towar firmy otrzymywały zwrot podatku VAT. Według pani Łucji, problemy zaczęły się w 2000 roku po działaniach Urzędu Kontroli Skarbowej w Elblągu.

- Zarzucili mi, że wyłudzałam VAT. Napisali, że nie mogą znaleźć moich odbiorców, więc nie mogą uznać, że ten towar został wywieziony z kraju. A przecież na granicy zawsze przechodziliśmy kontrole. Wozy były ważone, otwierane i sprawdzane – opowiada pani Łucja.

Sprawą zainteresowało się również ABW i CBŚ. Rozpoczęto kolejne kontrole w firmie pana Krzysztofa oraz jego rodziny i znajomych. Sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. W 2003 roku zarzuty usłyszało 8 osób. Według śledczych osoby te miały wyłudzić podatek VAT w kwocie 25 milionów złotych.

- W akcie oskarżenia przyjęto, że mechanizm wyłudzenia podatku VAT polegał na fikcyjnym eksportowaniu tkanin do firm mających siedzibę w Estonii, na Łotwie, w Rosji i uzyskiwaniu w ten sposób zwrotu podatku VAT – mówi Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

- Mnie zarzucono wyłudzenia 3 mln zł, bratu około 9 mln – opowiada pan Krzysztof.

- Wystarczyło zrobić najprostszą, prymitywną symulacje ekonomiczną, aby prokurator doszedł do wniosku, że ten jego zarzut nie ma ani rąk, ani nóg – dodaje Zbigniew Banasiak – pełnomocnik właścicieli firm oskarżonych o wyłudzenia podatku.

Osoby, które miały wyłudzić podatek VAT w 2003 roku trafiły do aresztu. Pani Łucja i jej syn spędzili w nim 10 miesięcy.

- Po wyjściu z aresztu moja firma w Łodzi praktycznie nie istnieje. Zakład produkcyjny został całkowicie rozkradziony – opowiada pan Krzysztof.
Sprawa przed Sądem Rejonowym w Częstochowie trwała 3 lata. W kwietniu 2010 roku zapadł wyrok. Wszystkie osoby zostały uniewinnione.

- Sąd doszedł do przekonania, że towar został wyeksportowany – informuje Bogusław Zając z Sądu Okręgowego w Częstochowie.

- Moim zdaniem trudno tu mówić o porażce. Prokurator wnikliwie przeprowadził postępowanie, dokonał analizy zebranych dowodów i w ocenie prokuratury akt oskarżenia w tej sprawie był zasadny – twierdzi Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Obecnie uniewinnione osoby starają się o zadośćuczynienie. Po 200 tysięcy złotych za czas spędzony w areszcie. Ich firmy przestały działać i przynosić zyski.*

* skrót materiału

Reporter: Grzegorz Kowalski

gkowalski@polsat.com.pl