Zabił ich błąd drogowców

Sześciu młodych mężczyzn zginęło w wypadku busa. Na oblodzonej drodze ich auto straciło przyczepność i wjechało wprost pod rozpędzonego TIR-a. Przyczyny tragedii bada prokuratura. Lokalna prasa dotarła do opinii biegłego, z której wynika, że lód na drodze to skutek źle wykonanego zjazdu w miejscu wypadku.

- Tego się nie da opisać, co przeżywam. W styczniu skończyłby 26 lat. Zginął miesiąc po urodzinach – rozmacza pani Iwona, siostra Jarosława Kowalika, ofiary wypadku.

Miejscowość: Wola Zambrowska.  Data: 10 lutego 2011 roku. Godzina:  5 rano. Bus, w  którym do pracy do Warszawy jechało z Hajnówki sześciu młodych mężczyzn zjeżdża nagle ze swojego pasa wprost pod koła jadącego z naprzeciwka TIR-a. Pasażerowie busa są bez szans.

Dlaczego na prostej drodze, przy dobrej pogodzie, doszło do takiej tragedii? Prokuratura wykluczyła winę kierowców i we wrześniu umorzyła tę część postępowania. Ustalono, że bus wpadł w poślizg, a droga w tym miejscu była oblodzona.

- Badamy czy i kto jest za to odpowiedzialny. Sprawdzamy, czy droga została zmodernizowana prawidłowo, co spowodowało to oblodzenie – mówi Maria Kudyba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łomży.

- Marcin znał tę drogę. My jechaliśmy nią kila godzin później. Była wspaniała nawierzchnia, a w pewnym momencie lód – opowiada Maria Dorofiejuk, matka Marcina Dorofiejuka, ofiary wypadku.

Zjazd, który tragicznego poranka był oblodzony wybudowano wraz z kilkudziesięcioma innymi podczas remontu drogi w 2009 roku. Kilka tygodni temu lokalna prasa opublikowała fragment opinii biegłego, z której wynika, że zjazd ten źle wykonano.  

- Musimy wrócić do punktu wyjścia, skąd ta woda się tam wzięła. Prawdopodobnie spływała z przydomowej oczyszczalni ścieków. Skoro wypłynęła i zamarzła, to ktoś użytkował tę oczyszczalnię wbrew prawu, bo zalewał sąsiednią działkę, czyli naszą – mówi Rafał Malinowski, rzecznik oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Białymstoku.

- Stwierdziliśmy, że część tych zjazdów została wykonana bez pozwolenia na budowę i wszczęliśmy procedurę. To była kwestia spadków, które powodują, że wody opadowe z terenów przyległych mogą wpływać na teren drogi – mówi Jakub Grzegorczyk, Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego w Białymstoku.

Czy sposób wybudowania zjazdu przyczynił się do tragedii? Jeżeli śledztwo wykaże zaniedbania, rodziny mogłyby domagać się od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zadośćuczynienia za śmierć bliskich.

Po zakończeniu robót drogę do użytkowania dopuścił Inspektor Nadzoru Budowlanego na podstawie przedstawionych przez Generalną Dyrekcję dokumentów. Czy widział zjazdy na tej drodze?

- Nie widziałem, nie mamy takiego obowiązku. Nie jesteśmy w stanie być na każdej zakończonej budowie – tłumaczy Jarosław Cwalina, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowanego w Zambrowie.

Byliśmy z naszą ekipą na miejscu katastrofy. Woda z pobocza nie spływa do rowu, bo nie ma takiej możliwości. Rów jest bowiem zasypany. Czy Generalna Dyrekcja zamierza go udrożnić?

- Będzie spotkanie, kontrola, przegląd. Zastanowimy się nad tym – odpowiada Rafał Malinowski, rzecznik oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Białymstoku.

- Nie ma winnych i to jest przykre. Tyle miesięcy się to odwleka, rozmydla. Życia naszym synom nic nie wróci, ale nie chciałabym, żeby jeszcze inna matka przeżywała to, co my - rozpacza Maria Waśko, matka Krzysztofa Waśko, ofiary wypadku.*

PS. Tuż po realizacji reportażu rów nagle… został udrożniony. Przypadek?

* skrót materiału

Reporterka: Marta Terlikowska

mterlikowska@polsat.com.pl