Żona w śpiączce, mąż walczy o prawdę

Pani Małgorzata skręcała rowerem w lewo, gdy na prostym odcinku drogi została potrącona przez samochód. Kierowca twierdzi, że kobieta nie sygnalizowała manewru ręką. Rowerzystka jest w śpiączce i bronić się nie może. Wina za wypadek spadła na nią. Czy słusznie?

28 kwietnia 2010 roku Małgorzata Markowska jechała rowerem do swojego podopiecznego. Na prostym odcinku drogi koło Janowa Podlaskiego doszło do tragicznego wypadku.

- Z zeznań tej pani wynika, że żona nie wystawiła ręki sygnalizując manewr i nagle skręciła pod samochód – opowiada Andrzej Markowski, mąż pani Małgorzaty.

Kobieta trafiła do szpitala. Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie.

- Żona cudem z tego wyszła, niestety nadal pozostaje w śpiączce. Czas pokaże, czy się wybudzi – opowiada pani Andrzej.

Prokuratura umorzyła śledztwo stwierdzając, że winę za spowodowanie wypadku ponosi rowerzystka. Mąż pani Małgorzaty ma wiele zastrzeżeń do prowadzonego postępowania.

- Kierowca napisała oświadczenie, że zabiera samochód do domu i na następny dzień odstawi go na parking policyjny. Przez ten czas różne rzeczy mogły się wydarzyć. Wnioskowałem o sprawdzenie, czy ta pani w trakcie wyprzedzania nie rozmawiała przez telefon, ale odrzucono wniosek – opowiada pan Andrzej.

- Prokurator musi kierować się przepisami. Żeby komuś postawić zarzut, musi mieć dowody - mówi Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Nie było żadnych bezpośrednich świadków wypadku. Dlatego prokuratura oparła się na zeznaniach kierującej samochodem Doroty H. i opinii biegłego.

- Wywołano opinię biegłego, z której wynikało, że żona nie wystawiła ręki. Na wniosek adwokata o poprawienie tej opinii, napisał, że nie potrafi stwierdzić, jak było. Najłatwiej było przypisać winę żonie – mówi pani Andrzej.

Chcieliśmy porozmawiać z Dorotą H., która potrąciła panią Małgorzatę. Nie zastaliśmy jej w domu. Natomiast zachowanie jej matki było szokujące.

- To ja mam się k…wa powiesić, bo ona jest w takim stanie? Tak? Pan Markowski, niech go ch… strzeli, tak powiem, bo mam dosyć. Ktoś się wpier… córce, jest wypadek, kto jest k…wa winien? – wykrzyczała kobieta.

Pani Małgorzata wymaga całodobowej opieki. Pan Andrzej musiał zrezygnować z pracy. ZUS odmówił przyznania renty powypadkowej i odszkodowania. Rodzina znalazła się w trudnej sytuacji materialnej.

- ZUS ma związane ręce. Nie może przyznać świadczenia, jeśli ubezpieczony przyczynił się do wypadku – informuje Małgorzata Korba z oddziału ZUS w Lublinie.

Pan Andrzej nie poddaje się. Każdego dnia walczy o zdrowie żony i o prawdę.

- Wniosłem o wznowienie śledztwa, ale wielkich szans nie mam w starciu z policją i prokuraturą. Mi chodzi tylko o wyjaśnienie, jak naprawdę było – mówi.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl