Amputowano mu ręce i nóżki

Bartek ma zaledwie półtora roku. Z powodu sepsy lekarze musieli mu amputować ręce i nogi, które zaatakowała martwica. Chłopiec cudem przeżył. Ma jednak liczne blizny, których gojenie kosztuje fortunę. W dodatku potrzebuje 60 tys. zł na protezy, które pozwolą mu normalnie żyć.

- Daję mu piłeczkę, a on łapie tymi kikutami. Czasami spojrzy i zauważy, że nie ma rączek – opowiada Roland Kurhofer, ojciec Bartka.

Pan Roland i pani Jolanta mieszkają niedaleko Opola. Są rodzicami dwójki dorosłych dzieci. W sierpniu ubiegłego roku urodziło się ich trzecie dziecko. Choć pani Jolanta mówi, że ciążę przeszła bez żadnych komplikacji, okazało się, że Bartek ma Zespół Downa.

- Lekarze mówią, że to najmniejszy stopień zaawansowania choroby. Obawiałem się, że w szkole będą się z niego wyśmiewać – opowiada Roland Kurhofer, ojciec Bartka.

Jednak to nie obawy o przyszłość chłopca okazały się najgorsze. W lipcu tego roku Bartek dostał wysokiej gorączki. Trafił na oddział intensywnej terapii dla dzieci w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. Spędził tam prawie dwa miesiące.

- Doktor wyszedł i powiedział, że mu przykro, ale stan dziecka jest bardzo ciężki, nawet krytyczny. Dziecko zachorowało na najgorszą odmianę sepsy, meningokokową – opowiada  Jolanta Kurhofer, mama Bartka.

- Przeciwko temu typowi nie mamy szczepionek. W przypadku niemowląt rokowanie jest zawsze poważne, niestety notuje się duży odsetkiem zgonów. W dodatku choroba u dzieci z Zespołem Downa przebiega ciężej – informuje Wojciech Walas, ordynator Oddziału Intensywnej Terapii Dla Dzieci w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu.

Szanse na uratowanie Bartka były niewielkie. Jego rączki i nóżki zaatakowała martwica. Żeby ratować życie dziecka, konieczna była ich amputacja. Decyzja należała do rodziców.

- Muszę powiedzieć, że to nie pierwszy przypadek sepsy o tak ciężkim przebiegu, który widziałem, natomiast pierwszy, przy tak ciężkim przebiegu, gdzie udało się uratować dziecko – mówi Wojciech Walas, ordynator Oddziału Intensywnej Terapii Dla Dzieci w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu.

Ojciec chłopca jest emerytowanym strażakiem. Pani Jolanta obecnie przebywa na urlopie wychowawczym. Małżeństwu trudno jest pokryć wszystkie wydatki związane z leczeniem chłopca.

- Przez martwicę Bartek ma na całym ciele blizny po wycięciach. Jest na nie bardzo dobra maść. Niestety, jej 5 gramów kosztuje 160 zł, a on potrzebuje 60 gramów na półtora tygodnia, czyli potrzebujemy 2 tys. zł – mówią rodzice Bartka.

- W tej chwili dość pilnym zakupem będzie krzesełko stabilizujące, bo z powodu osłabienia mięśniowego, Bartek potrzebuje specjalnego krzesełka, aby przyjął pozycje siedzącą – dodaje Teresa Poleszuk-Spakowska, lekarz pediatra z Opolskiego Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Zespołem Downa.

Jednak największym wydatkiem będą protezy. Chłopiec rośnie, więc wymieniać je będzie trzeba co pół roku. Oferta dla Bartka została przygotowana na 3 lata. Koszt to ponad 60 tysięcy złotych.

- W stowarzyszeniu jest subkonto na rzecz Bartka, każda osoba i instytucja może wpłacać na nie pieniądze. Staramy się tę informację jak najszerzej rozpowszechnić – mówi Teresa Poleszuk-Spakowska, lekarz pediatra z Opolskiego Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Zespołem Downa.

- Postanowiliśmy Bartkowi pomóc. Zorganizowaliśmy zbiórkę na zakup protez. To prezent z okazji świąt od naszej ulicy. Udało nam się zebrać 2600 zł – mówi Zofia Wystub, sąsiadka pani Jolanty.

- Chciałam bardzo podziękować ludziom, że tak pomagają, że możemy na nich liczyć – mówi  Jolanta Kurhofer, mama Bartka.*

* skrót materiału

Reporter: Grzegorz Kowalski

gkowalski@polsat.com.pl

 

Wszystkich, którzy chcą pomóc, prosimy o kontakt z redakcją. Tel: (22) 514 41 26