Na ratunek kotom

Barbara Kontraktowicz od blisko 50 lat ratuje bezpańskie koty w Warszawie. Co dzień wyrusza z karmą na stołeczne ulice. Pomaga aż w sześciu dzielnicach. Kobieta prosi o wsparcie, bo z renty nie jest w stanie wykarmić wszystkich potrzebujących zwierząt.

Codzienny rytuał: pani Barbara przyjmuje leki na nadciśnienie, potem pakuje karmę dla kotów, aby wyruszyć w obchód po ulicach Warszawy. Kobieta utrzymuje się ze skromnej renty. Często więc zdobycie pieniędzy na karmę dla zwierząt graniczy z cudem.

- Chodzę sprzątać, czasem sprzedam jakiś ciuch, gdzieś coś zrobię. Wolałabym tydzień nie jeść, o herbacie żyć, ale zwierzętom coś dać. Nie mogę patrzeć, jak są głodne – opowiada pani Barbara.

- Koty są elementem ekosystemu. Obecność kotów chroni np. przed obecnością szczurów. Znam osiedla, które pozbywały się kotów, a potem je ściągały na nowo, dlatego że rozpanoszyły się szczury – mówi Jolanta Łapińska, zoopsycholog.

Co tydzień w sześciu dzielnicach Warszawy czeka na panią Barbarę Kontraktowicz kilkaset bezpańskich kotów. Bez jej pomocy, szczególnie w zimie, miałyby małe szanse przeżycia. Jednak nie wszyscy lokatorzy przyjaźnie witają karmicielkę.

- Ostatni raz byłam pobita miesiąc temu, na Saskiej Kępie. Padał bardzo duży deszcz, pewien mężczyzna zwinął parasolkę i uderzył mnie kilka razy w plecy. Powiedział, że jak mnie jeszcze raz zobaczy, to żywa stamtąd nie wyjdę. Innym razem dwaj mężczyźni wrzucili mnie do kanału. Wcześniej ktoś przywiązał mi lalkę do moich drzwi z wulgarnym tekstem, że będę niedługo wyglądała jak ona. Lalka miała wydłubane oczy i pół głowy – wspomina pani Barbara.

- Jest zima, niech te koty siedzą. Trzeba jednak zrobić coś, żeby one się nie rozmnażały – mówi Marek Jasiński, mieszkaniec kamienicy, w której dokarmiane są koty.

Pani Barbara ma plik obdukcji lekarskich. Mówią o ranach i zasinieniach. Ponieważ prokuratura umarzała kolejne sprawy, pani Barbara nie zgłasza już kolejnych pobić. Na zakładanie napastnikom spraw cywilnych po prostu jej nie stać.

- Prześladowanie osób karmiących koty jest ogromną niesprawiedliwością. To nie załatwia problemu. Te koty były, są i będą. Prześladowanie karmicielki w niczym nie pomaga – mówi Jolanta Łapińska, zoopsycholog.

Pani Barbara na dokarmianie kotów wydała spadek po rodzicach. Teraz pożycza pieniądze od znajomych. Karmę przekazuje ludziom, który chcą dokarmiać zwierzęta, ale ich na to nie stać. Od pięciu lat przekazuje karmę pani Magdzie, która na działkach dokarmia około czterdziestu bezpańskich kotów. 

- Apelujemy, żeby jej wszyscy pomagali, bo jeżeli ona przestanie pomagać, to te zwierzęta zginą – mówi Wiesław Gotlib, prezes Fundacji Sfora.

- Jak szłam do szpitala, to wzięłam 3 tys. złotych pożyczki. Wynajęłam takiego, który ma samochód, jeździłam po wszystkich dzielnicach i dawałam tyle jedzenia, żeby starczyło na dwa tygodnie. Żegnałam się: myślałam, że już nie wrócę. Za pośrednictwem Interwencji poprosiłabym ludzi o dobrym sercu, może ktoś by mi pomógł – apeluje pani Barbara.

Reporterka: Ewa Pocztar-Szczerba

epocztar@polsat.com.pl