Katastrofa kolejowa

To jedna z największych katastrof kolejowych w historii Polski. W pobliżu Szczekocin na Śląsku czołowo zderzyły się dwa pociągi pasażerskie. Zginęło 16 osób, około 60 zostało rannych. Do ofiar wypadku natychmiast ruszyli z pomocą okoliczni mieszkańcy.

- Ludzie wołali o pomoc, bo nie mogli się wydostać. Jednemu płat skóry wisiał na głowie - opowiada pan Igor, pasażer, który przeżył katastrofę.

- Tam, gdzie ja siedziałem kabina była całkiem zgnieciona. Nie wiem jakim cudem uratowałem się - dodaje pan Mariusz, który przeżył katastrofę.

Relacje z katastrofy kolejowej, do której doszło we wsi Chałupki na Śląsku od soboty śledzi cała Polska. Około 60 osób rannych i 16 ofiar śmiertelnych. Mieszkańcy wsi, z którymi rozmawialiśmy opowiedzieli nam o swoich pierwszych działaniach, które podjęli, aby ratować uwięzionych pasażerów.

- Zadzwoniła sąsiadka, by wziąć łomy i siekiery, bo zderzyły się dwa pociągi i trzeba ludzi ratować. Zacząłem wybijać szyby wszędzie tam, gdzie widziałem ludzi - opowiada pan Mariusz, okoliczny mieszkaniec.

- To był koszmar, widziałam spanikowaną dziewczynę, była w szoku. Krzyczała, nie wiedziała, co robić. Inni również szli na oślep, nie wiedzieli gdzie i po co - dodaje pani Anna, która udzielała pomocy.

Udało nam się porozmawiać z pasażerami, którzy znajdowali się w pierwszym wagonie jednego z rozbitych pociągów. Pan Igor z Ukrainy, podobnie jak pan Mariusz, jechał do Warszawy.

- Nie było hamowania, tylko potężny huk. Pomyślałem, że nikt tego nie przeżyje. Dzięki Bogu, że uratował mi życie. Mam dwuletniego synka i żonę w ciąży. Dzwoniłem do kolegów, by jej delikatnie wszystko wytłumaczyli - opowiada pan Igor, pasażer, który przeżył katastrofę.

- Nie mogłem się ruszyć. Okazało się, że mam połamane żebra, wybity bark i zszytą już ranę z tyłu głowy - dodaje pan Mariusz, który przeżył katastrofę.

Jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Na oddziale intensywnej terapii szpitala w Zawierciu przebywają 24 i 29-letnia kobieta a także 17-letni chłopak.

- Te osoby od razu były operowane, ponieważ były w bezpośrednim stanie zagrożenia życia. Najbliższe 3 dni będą rozstrzygały o kolejnych zabiegach - opowiada Jacek Pańczyk, ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Powiatowym Szpitalu w Zawierciu.

- Widziałam pana, który miał całą twarz zakrwawioną, słyszałam jak ktoś mówi, że jedna z kobiet już nie żyje - wspomina pani Anna, która udzielała pomocy pasażerom.

- Dobiłem się tym łomem do jednej, a ona powiedziała, że obok jest zaklinowany mężczyzna. Wyciągał rękę, mówi “pomóż pan” - dodaje pan Mariusz, który także udzielał pomocy pasażerom.*

* skrót materiały

Reporter: Grzegorz Kowalski

gkowalski@polsat.com.pl