Ojciec konał z głodu

Schorowany, 67-letni mężczyzna przez kilkanaście dni leżał w swoim łóżku bez jedzenia! Córka zabrała go z domu opieki i zostawiła samego w mieszkaniu. Życie uratowała panu Dominikowi sąsiadka. Zastała go leżącego do połowy we własnych odchodach. Nie miał siły wstać ani mówić.

Zaniepokojeni i bezradni sąsiedzi pana Dominka napisali no naszej redakcji dramatyczny list.

„Pan Dominik jest opuszczony przez rodzinę, leży we własnych odchodach. Przez trzy tygodnie prawdopodobnie nic nie jadł, córka Anna wypisała ojca z DPS w Łomiankach, przywiozła i zostawiła w mieszkaniu bez środków do życia. Bardzo proszę o zainteresowanie się tym człowiekiem, gdyż jest sam”.

Pojechaliśmy sprawdzić, co się dzieje.

- Chodźcie ze mną, idę do niego. Córka wzięła go z domu opieki. Miała się nim opiekować, ale machnęła ręką. Tam jest taki smród, że to nie idzie wytrzymać – mówi jeden z sąsiadów pana Dominika.

- O, jak ja się cieszę. Tu jest sąsiad. W szpitalu był trzy miesiące, później w domu opieki, skąd córka go przywiozła. Rzuciła go tutaj, emeryturę zabrała i sobie wyjechała. Zanim się zorientowałam, to on już nie mówił, w odchodach leżał do połowy. Tam taki smród, że nie można wejść. Córki nie ma od miesiąca. Wnuczek przyszedł, spojrzał, nos zatkał i uciekł – dodaje Maria Królak, sąsiadka pana Dominika.

W końcu udało nam się wejść do mieszkania mężczyzny.

Reporterka: Na co pan choruje, panie Dominiku?
Pan Dominik: Na cukrzycę.
Reporterka: A dlaczego pan jest sam tutaj w tym mieszkaniu, ma pan córkę?
Pan Dominik: Niestety, sam jestem.
Reporterka: Czy coś się stało rodzinnie?
Pan Dominik: Nie.
Reporterka: A był pan w domu opieki?
Pan Dominik: Byłem w domu opieki.
Reporterka: Pan sam chciał wyjść, czy ona pana stamtąd wyciągnęła?
Pan Dominik: Chciałem być sam…
Reporterka: Ale gdzie ta córka, to jedyna pana córka?
Pan Dominik: Jedyna.
Reporterka: To gdzie ona jest, ma pan jakiś kontakt z nią?
Pan Dominik: Ona ma ze mną kontakt.
Reporterka: Gdzie jest teraz pana emerytura?
Pan Dominik: No, właśnie nie wiem gdzie jest.

Pan Dominik ma 67 lat. Mieszka w Warszawie. Od 10 lat jest wdowcem. Ma jedną córkę.  Kiedyś inżynier budownictwa, z dobrą emeryturą doskonale radził sobie sam. Zaczął chorować dwa lata temu. Przestał być samodzielny i potrzebował opieki.

- We wrześniu ubiegłego roku córka zgłosiła ojca, który potrzebuje pomocy. Zostały mu przyznane godziny pomocy. Ta pomoc była pełniona do października. Od października pan przebywał w szpitalu. Myśleliśmy, że do nas wróci, ale nie wrócił. W związku z powyższym decyzja, która zastała wydana do grudnia, wygasła. Nie mieliśmy już informacji o panu, nikt nam tych informacji nie przekazał. Nie było go w domu, nie było sprawy – informuje Ewa Dobrowolska-Nogal, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej Filia nr 1 Warszawa.

Pan Dominik trafił do Domu Opieki w Łomiankach. Przebywał tam pół roku. Ponad miesiąc temu córka przywiozła ojca do jego mieszkania i zostawiła.

- Przyprowadziła mnie do przedpokoju i już – mówi pan Dominik.
Wielokrotnie próbowaliśmy skontaktować się z córką pana Dominika. Niestety, bezskutecznie. Pana Dominika odwiedziliśmy ponownie, z zakupami.

Reporterka: Zaraz powykładamy. Panie Dominiku, mogę zajrzeć do lodówki? Coś tam jest?
Sąsiadka pana Dominika: Tu jeszcze wczoraj robaki były. Lodówka rok nie była czynna, bo prądu nie było. Jak on był rok w domu opieki, to córcia światła nie opłaciła.
Reporterka: A co pan chce zjeść?
Pan Dominik: Owoce. 

- Absolutnie nikt nas nie poinformował, że ten pan wrócił do domu. My tę informację uzyskaliśmy 3 lipca. Następnego dnia wezwano pogotowie, sąsiadka powiadomiła policję, a ta skontaktowała się z córką. Była na wakacjach. Powiedziała, że jak tylko wróci, to się tatą zajmie – informuje Ewa Dobrowolska-Nogal, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej Filia nr 1 Warszawa.

Byliśmy u pana Dominika w piątek 6 lipca. Ponownie przyjechaliśmy rano w poniedziałek 9 lipca, ale okazało się, że mężczyzny nie ma już w mieszkaniu. Rodzina wywiozła go do Domu Opieki Społecznej.

- Córka z synami zabrali go w piątek wieczorem. Cichutko, tak żeby nikt nie widział. Ze schodów ściągnęli go, jak worek kartofli – opowiada Maria Królak, sąsiadka pana Dominika.

Po raz kolejny próbujemy skontaktować się z córka pana Dominika. Tym razem prosimy o pomoc panią kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

- Nasza pracownica rozmawiała z tą panią. Powiedziała, że się zastanowi. Wie pani nic na siłę. Rozmawiałam z nią, ona zdaje sobie z tego sprawę, że bez jej wypowiedzi materiał będzie jednostronny i trudno… - mówi Ewa Dobrowolska-Nogal, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej Filia nr 1 Warszawa.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl