Jak zginął Przemek ?
23 czerwca Przemysław Pietras, 35 - latek z Warszawy zginął z ręki kolegi. Po wspólnym oglądaniu meczu i imprezie z partnerką Przemysława doszło do awantury, która z mieszkania przeniosła się do windy. Ciało pana Przemysława zostało znaleziono rano. Krzysztof K. – kolega pana Przemysława został podejrzany o spowodowanie ciężkich urazów ciała. Jednak w tym przypadku nie został zastosowany areszt tymczasowy. Rodzina ofiary boi się mataczenia.
- Sąsiedzi ponoć twierdzą, to była 4 rano, że jakieś tam podniesione głosy na klatce były słyszane, natomiast de facto nie ma tu jakichś wiążących pewnych i takich konkretnych ustaleń i zeznań. No i wiemy, że weszli do windy i Przemek z tej windy już nie wyszedł - mówi Marek Malinowski, ojczym ofiary.
- Podejrzany w swoich wyjaśnieniach wskazał, że odchodząc z miejsca zdarzenia widział żywego Przemysława Pietrasa, który leżał. Miał wrażenie, że wstanie i wróci do swojego mieszkania – mówi Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
-Na podstawie zeznań świadków i tych policyjnych ustaleń wytypowaliśmy osobę, która przebywała w tym mieszkaniu. Osobę zatrzymaliśmy. Została sporządzona przez nas dokumentacja procesowa, która zawsze w takim przypadku jest przekazywana prokuraturze również z taką sugestią o zastosowanie tymczasowego aresztu - mówi Maciej Karczyński, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji.
Policja na podstawie zeznań sprawcy i śladów na miejscu zbrodni wnioskowała o areszt. Ku zaskoczeniu rodziny ofiary prokurator, który pełnił weekendowy dyżur do tego wniosku o areszt się nie przychylił.
- W toku postępowania temu uczestnikowi imprezy został przedstawiony zarzut spowodowania ciężkich obrażeń ciała u Przemysława Pietrasa, które skutkowały jego zgonem. W tym konkretnym przypadku prokurator uznał, że nie zachodzą przesłanki do zastosowania tymczasowego aresztowania. Nie zachodzi podejrzenie, że przebywanie na wolności podejrzanego utrudni postępowanie karne - mówi Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
- Uważam, że to jest skandal, uważam, że ta sprawa jest prowadzona w sposób skandaliczny. Przy takim ciężarze sprawy gatunkowej prokuratura obligatoryjnie powinna zastosować tymczasowe aresztowanie chociażby z powodu surowej kary grożącej podejrzanemu i matactwu, które przez tyle miesięcy jest wysoce prawdopodobne – mówi Karol Jełowicki, adwokat.
Rodzina Przemysława Pietrasa twierdzi, iż jest możliwe, że matka sprawcy pracuje w prokuraturze. To mogło być powodem pobłażliwości śledczych.
- Wiem, że Krzysztofa K. mama pracowała lub pracuje w prokuraturze, może to się przyczyniło jakoś do łagodniejszy restrykcji - mówi Iwona Pietras – Malinowska, matka ofiary.
- Nie mam wiedzy na ten temat, nawet jeżeli taka okoliczność zachodziłaby, to w ogóle nie powinna mieć znaczenia dla okoliczności tego postępowania – mówi Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Prokurator postanowił przy nas sprawdzić czy matka sprawcy lub ktoś inny z jego rodziny nie pracuje w prokuraturze Warszawa-Żoliborz.
- Sprawdziłem telefonicznie, Prokurator Rejonowy Warszawa - Żoliborz nie ma jakiejkolwiek wiedzy, aby matka podejrzanego pracowała w prokuraturze, w którejś z prokuratur warszawskich. Nawet jeśli taka okoliczność występuje to Prokuratura Rejonowa Warszawa - Żoliborz takiej wiedzy nie ma - mówi Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Pozostaje kwestia możliwości mataczenia w śledztwie. Rodzina ofiary poznała okoliczności, które pozwalają wątpić, czy sprawca nie będzie chciał uniknąć kary.
- Wynikało z jego zeznań, że pozbył się koszulki, którą miał na sobie, jak był u Przemka, że obciął sobie paznokcie. To znaczy, że wiedział, że był przygotowany, że coś się stało.
- Niestety, nie mam wiedzy na temat tych okoliczności, o których pan mówi, natomiast nie budzi wątpliwości, że sam podejrzany przyznaje, że brał udział w tym zdarzeniu, przyznaje, że uderzał pokrzywdzonego pięścią w twarz - mówi Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
- W obecnej sytuacji mogę mieć tylko nadzieję i w głębi ducha modlić się o to, żeby sprawiedliwość wygrała - mówi Mikołaj Wojdecki, przyjaciel Przemysława Pietrasa. *
*skrót materiału
Reporter: Michał Bebło