Tłum Romów w szpitalu

Konflikt w szpitalu MSW we Wrocławiu. Przebywa w nim pacjentka pochodzenia romskiego. Zgodnie z tradycją kobietę zaczęła tłumnie odwiedzać rodzina. Dyrekcja szpitala nie widzi w tym problemu. Kilkudziesięciu Romów przeszkadza jednak pielęgniarkom i pozostałym pacjentom.

Kilka dni temu do szpitala MSW we Wrocławiu przy ul. Ołbińskiej została przyjęta w stanie ciężkim pacjentka pochodzenia romskiego. Od tamtej pory starszą kobietę w zaawansowanym stadium choroby nowotworowej zaczęła tłumnie odwiedzać rodzina. Personel szpitala uważa, że trudno zapanować nad tak liczną grupą, co powoduje spięcia i konflikty.

- Pochodzimy z królewskiej rodziny. Mnie przyprowadzili tutaj w nocy ledwo przytomną, nawet nie wiem kiedy. Dopiero dzisiaj dali mi antybiotyki, kroplówki, zrobili badania – mówi romska pacjentka szpitala MSW.

- Ich tu przebywa armia. To nie jest 10-15 osób tylko 80. Są wszędzie, naprawdę wszędzie.
Wczoraj nie mogliśmy korytarzem przejść – opowiada pracownica szpitala.

- Tu są sami starzy ludzie. Oni tak głośno gadają, że człowiek nie może spać, a to boli, mamy swoje cierpienia, my nie siedzimy tutaj dla piękności, tylko z cierpieniami przyszliśmy, to jest straszne – dodaje jedna z pacjentek szpitala.

- Jest arogancja i niewłaściwe zachowanie wobec personelu. Nie szanują tego, że my potrzebujemy ciszy, skupienia, bo nasza praca wymaga wysiłku i koncentracji. Trudno się ją wykonuje, kiedy wokół kłębi się tłum ludzi nagabujących i wypytujących – mówi Dorota Marszałek, pielęgniarka szpitala MSW we Wrocławiu.

Dyrekcja wrocławskiego szpitala przekonuje, że współpraca ze środowiskiem romskim przebiega sprawnie, a ich zaangażowanie w opiekę nad pacjentką bywa pomocne. Stowarzyszenia zajmujące się integracją Romów apelują o tolerancję.

- Oni podporządkowują się prośbom dyrekcji, więc nie mamy zastrzeżeń do ich obecności na terenie szpitala. Zdaję sobie sprawę, że ona mogła być w jakieś części uciążliwa dla chorych, ale pamiętajmy, że szpital jest miejscem w którym jesteśmy narażeni na kontakty z ludźmi, to nie jest miejsce, gdzie możemy poczuć się tak komfortowo jak w domu – mówi Jarosław Buczek, rzecznik prasowy Służby Zdrowia MSW w Warszawie

- Wtedy, gdy osoba choruje, wtedy tym bardziej myślimy, że osoba potrzebuje współczucia, gdzie ktoś pokazuje, że współczuje, może podziękować za coś, co kiedyś było, być mu wdzięcznym. Pokazać dobro tej osobie, póki jeszcze żyje, tym bardziej, kiedy stan jest ciężki – tłumaczy Stanisław Siwy, Rom.

- U nich, im osoba starsza, tym jest bardziej szanowana, a zasada „starszeństwa” jest naprawdę przestrzegana. Możemy im tylko zazdrościć, że rodzina jest wartością, że dziecko jest świętością, że zależy im na tym, żeby być razem – dodaje Maria Łój, nauczycielka wspomagająca edukację uczniów romskich we Wrocławiu, kierownik świetlicy integracyjnej.

Romscy pacjenci w polskich szpitalach leczeni są od zawsze, a mimo to brak zaufania i strach po obu stronach nie maleje. I na pewno jeszcze wiele lat minie, zanim stereotypy ulegną zatarciu.

- Jak wejdą na oddział, to cały czas pilnujemy pokoju, bo różnie może być. Łażą po całym oddziale i przeszkadzają – mówi jeden z pacjentów szpitala.

- Nasza praca nie zawsze się Romom podoba. Nie znają jej, a mimo to bez przerwy są uwagi, że coś robimy nie tak lub chcemy choremu zaszkodzić. Na tym polega główny problem – opowiada Dorota Marszałek, pielęgniarka szpitala MSW we Wrocławiu.

- Moje doświadczenie z przedstawicielami różnych mniejszości pokazuje, że trzeba rozmawiać, trzeba usiąść, powiedzieć, jaki jest problem z jednej i drugiej strony. Kiedy dochodzi do tego prawdziwego spotkania, do otwarcia, do szczerej rozmowy, jest szansa na wypracowanie rozwiązania problemów – mówi Dorota Rybska z Centrum Informacji i Rozwoju Społecznego we Wrocławiu.*

* skrót materiału