Pił i kierował? Burmistrz zaprzecza

Czy burmistrz Stawisk na Podlasiu kierował pod wpływem alkoholu i spowodował wypadek? Tak twierdzą mieszkańcy. Burmistrz utrzymuje, że samochód prowadził kierowca urzędu miasta. Miejscowi policjanci uwierzyli urzędnikom i teraz sami mogą mieć poważne kłopoty, bo sprawą zajęła się komenda wojewódzka. A co z burmistrzem?

Stawiski to niewielkie miasteczko koło Łomży na Podlasiu. Od dziesięciu lat rządzi nim burmistrz Marek Waszkiewicz. Jednak wydarzenia z przełomu lipca i sierpnia rzuciły cień na dotychczasową karierę samorządowca. Na przedmieściach doszło do wypadku, którego sprawcą miał być nietrzeźwy burmistrz prowadzący służbowy samochód.

- Usłyszeliśmy straszny huk, nagle burmistrz biegnie i krzyczy, że tam w aucie ktoś jest. Na miejscu palił się samochód, ale nikogo w nim nie było. Za chwilę przybiegł Rafał (kierowca urzędu miasta - przyp. red.), nie mógł prowadzić, bo czyściutki był, żadnych zadrapań. Gdy burmistrz pijany uciekał, musiał go zawiadomić - opowiada mieszkanka Stawisk.

- Ustalono, że przez drzwi kierowcy wydostała się osoba, która uciekła z miejsca zdarzenia. Takie sygnały otrzymali policjanci podczas wyjaśniania okoliczności zdarzenia. Wtedy też do policjantów zgłosił się mężczyzna twierdząc, że to on kierował autem - mówi Andrzej Baranowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Burmistrz Stawisk częściowo potwierdza tę wersję wydarzeń, ale twierdzi również, że nie jechał sam, a auto prowadził kierowca urzędu miasta w Stawiskach.

- Nie do końca pamiętam, co tam się wydarzyło. Rozmawiałem z kierowcą, powiedział, że oddaliłem się z miejsca wypadku. Przyznałem policji, że miałem kierowcę, bo trzy godziny wcześniej miałem grilla. Przyjechał mój brat z Anglii i wypiliśmy kieliszek czy dwa. Dlatego miałem kierowcę, bo jako kierowca miałem prawo... nie jako kierowca, tylko pasażer, przepraszam - mówi Marek Waszkiewicz, burmistrz Stawisk.

Od mieszkańców Stawisk, którzy prosili o zachowanie anonimowości, dowiedzieliśmy się także, iż feralnego dnia, tuż przed wypadkiem burmistrz miał odwiedzić stację benzynową, gdzie pił piwo.

- Wiem, że pracownicy stacji byli molestowani przez policję, czy kupowałem papierosy, czy byłem w barze. Nie kupowałem piwa i w barze nie byłem - zapewnia Marek Waszkiewicz, burmistrz Stawisk.

- Akurat tego dnia były wahania prądu i korki nam wysadzało. Podobno nie działał monitoring. Proszę pana my i tak wiemy, jak to się zakończy - śmieje się jeden z pracowników wspomnianej stacji benzynowej.

Ostatecznie policjanci na miejscu zdarzenia dali wiarę kierowcy urzędu miasta, który zgłosił się do nich sam. Jednak mieszkańcy, którzy byli na miejscu uważają, że było to celowe działanie i próba odwdzięczenia się burmistrzowi za sponsorowanie miejscowej policji.

- Myśmy w tamtym roku utrzymywali budynek posterunku policji w Stawiskach. Ja ciągle stoję na stanowisku, że jeśli zgłosi się do mnie komendant o pomoc finansową na utrzymanie, czy zapewnienie im sprawnego funkcjonowania, to ja jestem otwarty - mówi Marek Waszkiewicz, burmistrz Stawisk.

Jak zakończy się ta historia - pokaże czas i prowadzone zarówno przez prokuraturę, jak i policję postępowanie. Jak usłyszał nasz reporter w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, działania policjantów, którzy przyjechali na miejsce wypadku, przełożonym funkcjonariuszy wydały się mocno podejrzane.

- Nasze czynności wykazały, że funkcjonariusze najprawdopodobniej nie dopełnili obowiązków i popełnili szereg uchybień. W związku z tym skierowano wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego - informuje Andrzej Baranowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

- Świadkowie mówią, że wołałem o pomoc dla kierowcy, który został w samochodzie. Ja nie wiem, jak  się znalazłem w domu. Policja mnie przesłuchiwała, postępowanie trwa i nie mam nic więcej do dodania - powiedział Marek Waszkiewicz, burmistrz Stawisk.*

* skrót materiału

Reporter: Leszek Tekielski

ltekielski@polsat.com.pl