Wyjątkowo kosztowna rozmowa

Pani Ewa w czerwcu tego roku odebrała telefon z propozycją reklamy internetowej i pozycjonowania strony jej firmy. Szczegóły oferty spodziewała się dostać mailowo. Zamiast tego firma Euroadres wystawiła jej fakturę na 3,5 tysiąca złotych, twierdząc, że umowa na usługi została zawarta telefonicznie. W podobnej sytuacji znalazła się pani Barbara, pan Andrzej i wiele innych osób.

Pani Ewa prowadzi pod Warszawą małą firmę zajmującą się sprzedażą i naprawą bram. W czerwcu tego roku odebrała telefon od firmy zajmującej się reklamą internetową i pozycjonowaniem stron w internecie. Jak się okazało, rozmowa miała mieć dla niej skutki, których się nie spodziewała.

- Firma Euroadres zgłosiła się do mnie 22 czerwca przedstawiając mi świetlaną przyszłość, jeśli chodzi przedstawienie mojej firmy w internecie.
Kilka razy mówiłam pani, że jadę samochodem i nie bardzo wiem, co do mnie mówi. Następnego dnia maila żadnego nie było, wyszło mi to z głowy – opowiada Ewa Kielan-Pleban.

Podobny telefon w październiku ubiegłego roku odebrała pani Barbara - księgowa z okolic Warszawy.

- Rozmowa trwała ponad godzinę. Później dosyć szybko się zorientowałam, że to może być umowa. Po pojawieniu się mojej wizytówki na ich portalu zadzwonił do mnie człowiek, który został przez tę firmę oszukany.  Zorientowałam się, że to pułapka i mailem wycofałam swoją zgodę. Oni absolutnie w trakcie rozmowy nie mówią, że teraz podpisuje pani umowę – wspomina Barbara Dziczek.

Okazało się jednak, że to nie koniec kontaktu pań z firmą Euroadres. Firma zaczęła się domagać od obu pań zapłaty.

- Faktura na 2,5 tys. zł netto przyszła zwykłym listem. Odesłałam ją z adnotacją, że jest niezaksięgowana, ponieważ nie zakupiłam u nich żadnej usługi. Zaczęto nękać mnie telefonami z zastrzeżonych numerów – opowiada Barbara Dziczek.

- Po tygodniu przyszedł mail, firma bardzo dziękowała, że podpisałam z nimi umowę i prosiła o zapłacenie 3,5 tysiąca zł netto, bo przecież zamieścili u siebie wizytówkę mojej firmy. Natychmiast zaprotestowałam. Odpowiedzieli, że moja reklamacja jest nieuwzględniona. Na ich stronie internetowej są dziesiątki poszkodowanych osób – mówi Ewa Kielan-Pleban, od której firma domaga się 3,5 tys. zł.

Okazuje się że rzeczywiście na forach internetowych można znaleźć wpisy na temat firmy Euroadres Polska lub Eurotele Polska. Tak bowiem dawniej nazywała się firma.

Złe doświadczenia z firmą ma również pan Andrzej Janota z Kielc.

- Zaproponowano mi pozycjonowanie mojej strony internetowej. Jak się później okazało, nie do końca była to propozycja pozycjonowania strony. Wykonano coś, czego nie zamawiałem, z czego nie jestem zadowolony. Nie mogłem się skontaktować z firmą, ponieważ telefony nie zostały odbierane. Gdybym wiedział, że dostanę e-wizytówkę za 1900 złotych nie podejmowałbym jakiejkolwiek rozmowy z tą firmą - opowiada mężczyzna.

Dla pani Barbary konsekwencje niezapłaconej faktury były jeszcze poważniejsze. Okazało się, że kobieta została wpisana w Krajowy Rejestr Długów.

- Zwróciłam się do Krajowego Rejestru Długów z odpowiednią argumentacją o wykreślenie mnie z rejestru. Przyjęto moją argumentację i wykreślono. Postanowiłam nie darować firmie Euroadres takiego zachowania – opowiada pani Barbara.

- Sprawa wpłynęła do sądu w listopadzie. Pani domaga się zasądzenia na swoją rzecz 35 tysięcy złotych zadośćuczynienia za naruszenie dobra osobistego – informuje Maja Smoderek rzecznik Sąd Okręgowego w Warszawie.

Pytamy w firmie Euroadres, czy to przypadek, że jest tyle osób, które czują się niezadowolone z kontaktu z nimi? Niestety, jej szefostwo nie znalazło czasu na wypowiedź.

- Liczyli na to, że przestraszę się i zapłacę. Reklama to nie kilogram chleba, że wiem, jak to wygląda. Ja ją muszę zaakceptować, obejrzeć, dodać swoje jakieś materiały – mówi Ewa Kielan-Pleban, od której firma domaga się 3,5 tys. zł.

- Obie strony muszą mieć przekonanie, co do tego, że składają tożsame oświadczenie woli, dążą do tego samego. Nie wystarczy zatem posłużenie się np. sformułowaniem „zawieram umowę” w toku dłuższej wypowiedzi, która dotyczy zupełnie czegoś innego, np. przedstawienia samej oferty – informuje dr Łukasz Chojniak, adwokat.*

* skrót materiału

Reporterka: Sylwia Kozłowska-Sierpińska

ssierpinska@polsat.com.pl