Kiedyś wynajmowali, teraz okupują

Elżbieta Jaromi wynajęła 57-metrowe mieszkanie w Radymnie małżeństwu B. Gdy chciała je odzyskać, lokatorzy wymienili zamki w drzwiach i przestali opłacać rachunki! Konflikt trwa ponad pół roku. Mieszkanie jest coraz bardziej zadłużone, odcięto w nim już prąd i gaz.

- Mam mieszkanie tylko na papierze, bo jest zajmowane przez tych ludzi – mówi pani Elżbieta.

W 2000 roku Elżbieta Jaromi kupiła 57-metrowe mieszkanie w Radymnie. Miała w nim zamieszkać jej córka. Kiedy dziewczyna wyjechała na studia, właścicielka postanowiła lokal wynająć. W 2004 roku wprowadzili się do niego państwo B.

- Robili dobre wrażenie. Wrócili z Włoch, wydawało się, że są zamożnymi ludźmi. Prosili, żebyśmy pomogli poszukać im jakiejś działki pod budowę domu, bo chcieli mieć coś własnego – opowiada Ewa Świerk, córka pani Elżbiety.

- Umowa taka była taka, że mieli mieszkać za opłaty czynszowe i media – dodaje pani Elżbieta.

Przez kilka lat wszystko było w porządku. Problemy zaczęły się w 2011 roku.

- W sierpniu 2011 roku zaczęło się zadłużanie mieszkania. Ta pani powiedziała, że wyrówna.  Ile mogła tyle płaciła i wyrównała – opowiada pani Elżbieta.

- W zeszłym roku moja siostra dowiedziała się, że straci pracę i będzie musiała wracać do tego mieszkania. Jesienią mama powiedziała państwu B., żeby opuścili mieszkanie. Poprosili, żeby przesunąć to w czasie, bo idą święta, potem mieli zacząć rozglądać za mieszkaniem. Na to przystała moja rodzina – mówi Ewa Świerk, córka pani Elżbiety.

Jednak lokatorzy mieszkania nie opuścili. Właścicielka zaczęła dostawać pisma z gazowni, zakładu energetycznego i spółdzielni o rosnących zaległościach. W końcu w mieszkaniu odcięto prąd i gaz. Udało nam się porozmawiać z rodziną B.

Reporterka: Na dzisiaj nie płacicie żadnych pieniędzy?
Lokatorka: Nie.
Reporterka: Dlaczego?
Lokatorka: Do czasu odzyskania prądu i gazu.
Reporterka: To nie jest tak, że można mieszkać za darmo, gdzie by pani nie poszła.
Lokatorka: Zgadza się, ja w sądzie powiedziałam, że wszystko, co powinnam oddać tej pani uzupełnię.
Reporterka: Kiedy?
Lokatorka: Teraz mam pani podać datę? A kiedy ta pani przywróci mi prąd i gaz? Ja mam ochronę posiadania. Jestem bez prądu i gazu już osiem miesięcy. Ja sobie nie mam nic do zarzucenia.
Reporterka: Państwo zamierzacie tu dalej mieszkać?
Lokatorka: Na razie tak, nie mamy gdzie pójść.

- Ona tłumaczy, że ma tam swoje intymności, swoje prawo posiadania i jej się nie podoba, żebym tam wchodziła. Nie mogę wejść ani z policją, ani sama – mówi Elżbieta Jaromi.

Właścicielka mieszkania wiele razy pisemnie prosiła o uregulowanie należności i opuszczenie mieszkania. Bez skutku.

- Zadłużenie narosło. 5400, to co pokazywałam na papierze. Za listopad zapłaciłam chyba 670 złotych. Skąd ja wezmę, gdy znowu uzbiera się zadłużenie na kilka tysięcy? Ja też mam dzieci – rozpacza pani Elżbieta.

Anna i Tomasz B. wystąpili do burmistrza o przyznanie im mieszkania. Zostali wpisani na listę oczekujących, ale wolnych mieszkań w Radymnie nie ma.

- Nie można myśleć w ten sposób, że doprowadzę do takiej sytuacji, a potem mieszkanie socjalne mi się będzie należało. Trudno w tym przypadku przyznać mieszkanie socjalne dla państwa, bo nie nastąpiła żadna tragedia, spalenie, czy inny kataklizm – mówi Wiesław Pirożek, burmistrz Radymna.

W czerwcu tego roku pani Elżbieta złożyła w sądzie wniosek o eksmisję nieuczciwych najemców. Jednak sąd z powodów formalnych przyznał rację lokatorom.

- Powódka nie zachowała ustawowego terminu 30 dni na to, żeby pozwani mogli zaległości zapłacić. Wyznaczyła im krótszy termin, 7 dni. Nieznajomość prawa szkodzi – tłumaczy Małgorzata Reizer, rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu.

- Córka napisała 30-dniowe wypowiedzenie. Pod koniec grudnia straci prawo zamieszkiwania – mówi pani Elżbieta. A jej córka Ewa dodaje: Wniosek nasuwa się sam, nie opłaca się być uczciwym człowiekiem… *

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl