Jest praca, nie ma pensji

W Krukowie koło Przasnysza urzędnicy za unijne pieniądze zbudowali nowoczesną salę gimnastyczną. Gorzej poszło im z zatrudnieniem trenera. Pan Michał szkoli dzieci już od siedmiu miesięcy, ma umowę, ale pensji jeszcze nie dostał. Urzędnicy kłócą się bowiem o to, na jakich zasadach powinien zostać zatrudniony…

Pan Michał Wiśnicki od czerwca pracuje jako opiekun wychowawca w Szkole Podstawowej w Krukowie nieopodal Przasnysza. Jest jednak coś, czym różni się od innych nauczycieli. Pan Michał pracuje, ale nie otrzymuje pensji.

- Dzieciaki są fantastyczne, ćwiczy się z nimi rewelacyjnie, ale ile można żywić się tym, że dobrze się z nimi pracuje? – pyta Michał Wiśnicki.

Wszystko zaczęło się, gdy gmina Chorzele rok temu za unijne pieniądze zbudowała nowoczesną salę gimnastyczną. Było oficjalne otwarcie, przekazanie szkole. Potem pojawiła się konieczność zatrudnienia pracownika. Dziś pewne jest jedno. W tej sprawie pod koniec kwietnia było spotkanie u pani burmistrz. Jak przebiegało? Zdania są podzielone…

- Pani burmistrz zwróciła się do nas z prośbą czy poleceniem, żeby zająć się tą sprawą, ponieważ ona ma w tej chwili dużo pracy. Podczas rozmowy poleciła nam zatrudnienie pracowników – twierdzi Anna Kostrzewa, dyrektor Szkoły Podstawowej w Krukowie.

- Nie miałam czasu z tymi paniami w ogóle rozmawiać, więc powiedziałam im tylko, że myśląc tak szybko i mając to na uwadze, że projekt ma służyć wszystkim, nie może być ta  osoba zatrudniona z karty nauczyciela, że na pewno to będzie z kodeksu pracy – mówi pani burmistrz.

30 kwietnia pani dyrektor rozpoczęła rekrutację. Ogłoszenie o pracy przez miesiąc wisiało w urzędzie gminy. Wśród chętnych znalazł się także pan Michał – dotychczasowy pracownik urzędu gminy, z wykształcenia polonista, z ukończonym kursem trenerskim.

- Zostałem poproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Okazało się, że wypadłem najlepiej, pani dyrektor zdecydowała się podpisać ze mną umowę – opowiada mężczyzna.

Radość pana Michała z nowej pracy nie trwała długo. Kilka dni po rozstrzygnięciu konkursu pani burmistrz zakwestionowała jego umowę.

- Tego typu zadanie należy tylko i wyłącznie do gminy. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym tego typu zajęcia dla mieszkańców organizuje gmina – tłumaczy pani burmistrz.

- Dopóki nie było wiadomo kto wygrał, nie było problemu. Kiedy okazało się, że to ja wygrałem, pojawił się problem – mówi Michał Wiśnicki.

- Ja tego ogłoszenia nie widziałam. Mnie nikt o tym nie poinformował – twierdzi pani burmistrz.

Spór przełożył się na konkretne efekty. Już w lipcu pan Michał nie otrzymał pierwszego wynagrodzenia.

- Zwróciłem się na piśmie o wyjaśnienie. Pani dyrektor zwróciła się do gminy, a gmina odpowiedziała, że takie stanowisko nie figuruje w arkuszu organizacyjnym, w związku z czym nie ma podstaw do tego, by wypłacić mi pieniądze – opowiada Michał Wiśnicki.

- Dyrektora obwiązuje zatrudnianie zgodnie z arkuszem organizacyjnym. Skoro nie ma w arkuszu organizacyjnym takiego stanowiska, nie ma automatycznie na takie stanowisko pieniędzy. Umowę o pracę zawarła dyrektor szkoły – mówi pani burmistrz.

- Zostałam w pewnym sensie zmuszona, żeby tego pana nie ujmować w arkuszu organizacyjnym. Otrzymałam pismo, w którym zostałam wezwana do prawidłowego przygotowania arkusza organizacyjnego, czyli bez pana Michała. Ja umowy w nim rozwiązać nie mogę, ponieważ nie mam do tego podstawy prawnej. Występowałam z pismem do pani burmistrz, że jeśli twierdzi, że umowa jest nieważna, niech wskaże na jakiej podstawie mogę ją rozwiązać, ale odpowiedzi nie otrzymałam – tłumaczy Anna Kostrzewa, dyrektor Szkoły Podstawowej w Krukowie.

Pani burmistrz twierdzi, że wielokrotnie próbowała sprawę polubownie zakończyć. Tymczasem pan Michał zgłosił sprawę Państwowej Inspekcji Pracy. Ta wątpliwości nie miała – umowa jest ważna i płacić trzeba. Nałożyła też grzywnę. Na panią dyrektor.

- Kontrolując szkołę pod kątem wypłaty wynagrodzenia pracownikom, wydajemy środki prawne wobec osoby reprezentującej pracodawcę, czyli wobec dyrektora szkoły. Nie mamy możliwości ingerencji w relacje pomiędzy dyrektorem a organem prowadzącym, którym jest urząd gminy – informuje Aleksandra Zagajewska, rzecznik Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie.

- Powinna zapłacić pani dyrektor, ona odpowiada za źle podjęte decyzje – twierdzi pani burmistrz.

- Nie mam fizycznej możliwości wypłacenia pensji, ponieważ obsługę finansową wykonuje wydział finansowo-księgowy urzędu miasta i gminy – mówi Anna Kostrzewa, dyrektor Szkoły Podstawowej w Krukowie.

Pan Michał dalej pracuje bez pensji, już siódmy miesiąc. By mieć z czego żyć, od września dorabia przedpołudniami w innej szkole. Złożył pozew do sądu pracy.

- Może ta sprawiedliwość, chociaż nie rychliwa, ale będzie sprawiedliwa. Chociaż po siódmym miesiącu pracy, bez pensji, to już ta sprawiedliwość taka trochę blada… - mówi pan Michał.


Reporterka: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl