Do szkoły za 400 zł dziennie

Prawie 400 złotych dziennie za przejechanie 7 kilometrów. Tyle podolsztyńska gmina Purda płaciła prywatnej firmie, która wygrała przetarg na dowóz dzieci do szkoły. Firma należy do brata sekretarza gminy, który przygotowywał przetarg. Sprawą zajęła się prokuratura.

- Mój brat jest przedsiębiorcą, ja nie mam prawa wpływać na jego decyzje. Uważam, że postępowanie było prowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami – mówi Waldemar Cz., sekretarz gminy Purda, który organizował przetarg.

- Czy to jest przypadek? Pewnie linia obrony tych osób będzie się do tego sprowadzała, że mógł wygrać ktoś inny, a przypadek sprawił, że wygrała najbliższa rodzina. Ja nie wierzę w nieuczciwe przypadki – ocenia prof. Marek Sokołowski, socjolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Gmina Purda koło Olsztyna. W ubiegłym roku szkolnym samorząd zorganizował przetarg na dowóz dzieci do szkoły. Przewoźnicy musieli obsłużyć kilka wskazanych przez gminę tras. Najkrótsza z nich: z miejscowości Klebark Mały do Klebarka Wielkiego licząca w obie strony 7 kilometrów okazała się być najdroższą. Gmina płaciła 400 zł dziennie.

- Gminna codziennie płaciła blisko 400 zł. To jest suma skandaliczna. Po przeliczeniu wynosi około 55 zł za kilometr – mówi Grzegorz Nosek, radny gminy Purda.

- Jeśli się patrzy w ten sposób, że jest to 7 kilometrów, to może tak się wydawać. Natomiast proszę pamiętać o tym, że był to przetarg ogłoszony zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów i zgłosił się tylko jeden oferent. Ten oferent musiał wygrać – twierdzi Jerzy Laskowski, wójt gminy Purda.

Okazało się, że firma, która wygrała przetarg na najdroższej gminnej trasie należy do brata sekretarza gminy. On sam przetarg organizował. Sekretarz gminy uważa, że nic się nie stało.

- Tak jak mówiłem, zarzutów żadnych jeszcze w stosunku do żadnej osoby nie przedstawiono – mówi Waldemar Cz., sekretarz gminy Purda.

- To jest naganne z punktu widzenia czysto ludzkiego. Dziwię się, że wiele osób próbuje takich działań. Przecież to prędzej czy później wyjdzie – uważa prof. Marek Sokołowski, socjolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Gminni opozycjoniści twierdzą, że sprawa miała nie wyjść na jaw. Dlaczego? Bo informacja o tym, kto wygrał przetarg na dowóz dzieci i ile gmina miała za usługę płacić nie znalazła się w Biuletynie Informacji Publicznej. A taka informacja znaleźć się tam musi.

- Ustawa jasno i wyraźnie mówi, że te wyniki przetargu powinny się znaleźć na stronie internetowej – potwierdza Grzegorz Nosek, radny gminy Purda.

- Z tego, co się orientuję wszyscy, którzy brali udział w przetargu, to takową informację dostali w formie pisemnej. Rzeczywiście w Biuletynie Informacji Publicznej takiej informacji nie było. Dlaczego? Nie wiem, proszę mnie nie pytać o sprawy, którymi się nie zajmuję – mówi  Waldemar Cz., sekretarz gminy Purda.

- Jest to uchybienie i to nie powinno się zdarzyć. Terminy już minęły i tego nie da się nadrobić. Rzeczywiście uchybienie było i mój zastępca nie dostał nagrody, którą dostali inni pracownicy za tamten rok – powiedział Jerzy Laskowski, wójt gminy Purda.

Radni z Purdy postanowili nagłośnić sprawę i skierować ja do prokuratury. Twierdzą, że władze gminy nie zrobiły nic, by to wyjaśnić.

- Tutaj pracownicy gminy, wójt, sekretarz nie do końca zdają sobie sprawę z litery prawa. Co im można, a czego nie można. Czują się bezkarni – twierdzi Marek Orłowski, radny gminny Purda.*

* skrót materiału

PS. Po tym, jak gminni radni dopatrzyli się nieprawidłowości przy ubiegłorocznym przetargu na dowóz dzieci do szkół, w tym roku zorganizowano nowe przetargi. Najdroższa trasa została wydłużona o kilka kilometrów, a jej cenę znacznie obniżono.

Reporter: Leszek Tekielski

ltekielski@polsat.com.pl