Niepełnosprawna rodzina straciła dom

Dramat niepełnosprawnej rodziny. Przed świętami Bożego Narodzenia spłonął dom, w którym żył 37-letni pan Dariusz z niedowidzącą matką. Ogień zabrał wszystko, co mieli. Rodzina utrzymuje się z zasiłków i niewielkiej emerytury. Nie ma szans na odbudowanie domu własnymi siłami.

37-letni pan Dariusz Kulas i jego mama, Władysława są niepełnosprawni. Mimo to radzili sobie dobrze. Aż do 13 grudnia ubiegłego roku, kiedy przed świętami stracili w pożarze cały swój dobytek. Teraz marzą o odbudowie i powrocie do własnego domu. Nie poradzą sobie jednak bez pomocy. Pani Władysława ma niewielką emeryturę, pan Dariusz dostaje zasiłek z tytułu opieki nad niewidomą matką.

- Nie było nic do ratowania – rozpacza Dariusz Kulas.

- W działaniach brało udział 7 zastępów straży pożarnej, 37 strażaków. W wyniku tego pożaru spaleniu uległo całe poddasze budynku. Myślę, że nie nadaje się do zamieszkania. Z tego względu na miejsce sprowadziliśmy wójta gminy Jeleśnia, pana Mariana Czarnotę, który zaopiekował się pogorzelcami – informuje Marek Tetłak, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w  Żywcu.

- Mamy dzieci i malutkie pomieszczenia. Spali u mnie trzy noce. Mam trzech synów, na dłuższą metę nie ma szans tak żyć – mówi Maria Janik, siostra pani Władysławy.

Z pożaru, oprócz lodówki, udało się uratować tylko trochę dokumentów. Przed świętami niepełnosprawna rodzina została bez dachu nad głową. Pech chciał, że w czasie próby ratowania dobytku pan Dariusz dodatkowo zgubił pieniądze, które dostał tego dnia w ramach świadczenia pielęgnacyjnego. Miały być przeznaczone na ratę za węgiel.

- Gmina dała nam pomieszczenie na sezon zimowy – mówi pan Dariusz.

- Pan Darek jest osobą, która sobie w życiu codziennym radzi, gorzej z panią Władysławą – dodaje Marta Dendys z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jeleśni.

Rodzina marzy o jak najszybszym powrocie do domu. Tym bardziej jest to ważne dla niewidomej pani Władysławy.

- Mieszkała tam przez lata, to ma wyliczone kroki, może się przemieszczać, bo zna teren. Tutaj boi się – mówi Maria Janik, siostra pani Władysławy.

Na razie jednak powrót nie jest możliwy. Nie wiadomo jeszcze, czy będzie można wykorzystać fragmenty murów ocalałe z pożaru. Matka z synem sami nie poradzą sobie z odbudową.

- Na życie im starcza, ale budować się... Takiego kredytu bank im nie udzieli. W firmie  będzie drogo, może znaleźć murarzy, którzy byliby chętni po mniejszych kosztach. Marzę, żeby chociaż dwuspadowo przykryć chociaż jedno pomieszczenie, żeby mogli tam wejść i dalej robić, na ile ich będzie stać - mówi Maria Janik, siostra pani Władysławy.*

* skrót materiału

Reporterka: Sylwia Kozłowska-Sierpińska

ssierpinska@polsat.com.pl