Wycięli mu zdrowy organ

Wycieli guza, którego… nie było. U Michała Spalińskiego zdiagnozowano pięciocentymetrowego guza nadnercza, którego, jak się okazało, nigdy nie miał. Nim jednak lekarze zdążyli to stwierdzić, operacyjnie wycięli mu fragment zdrowej trzustki, który miał być nowotworem!

- To brzmi absurdalnie i jest niemożliwe dla normalnego człowieka do zrozumienia. Lekarze leczyli mnie na chorobę, której nie posiadałem i uszkodzili zdrowy narząd – mówi Michał Spaliński, ofiara błędu lekarskiego.

- Medycyna to nie jest zegarmistrzostwo, człowiek niby jest zbudowany tak samo, a jednak są pewne anomalie i proszę to dopuścić – mówi Adam Żmudziński, dyrektor Euromedic Warmińsko-Mazurskiego Centrum Medycznego w Olsztynie.

Pan Michał ma 31 lat. Kilka lat temu usunięto mu śledzionę. Od tego czasu regularnie poddawał się badaniom profilaktycznym. W listopadzie 2008 roku mężczyzna otrzymał kontrolnie skierowanie na tomograf komputerowy.

- Zrobiliśmy to badanie w Olsztynie, w Euromedicu, wynik był szokujący: guz pięciocentymetrowy lewego nadnercza. W internecie czytał o pięciocentymetrowych guzach i mówił, że nie ma dla niego szans – opowiada Barbara Spalińska, mama pana Michała.

- To była bardzo szokująca informacja, bo nie miałem żadnych objawów, nie odczuwałem żadnych dolegliwości, a mimo to było napisane wyraźnie, że jest guz, do tego jego gęstość była wysoka. To dla doświadczonego endokrynologa wskazywało na możliwość rozrostu nowotworowego – mówi pan Michał.

Z opisanym w tomografie guzem pan Michał trafił do szpitala specjalistycznego w Olsztynie, na oddział prof. Elżbiety B.

- Prof. B. sugerowała się tylko i wyłącznie samym opisem tomografu komputerowego, nie miała kontaktu ani z płytą CD, ani z kliszą – twierdzi pan Michał.

- Po konsultacji z chirurgiem ówczesnego szpitala wojskowego w Olsztynie zdecydowano się skierować pana Michała na zabieg laparoskopowej adrenalektomii lewostronnej, czyli usunięcia nadnercza – dodaje Magdalena Bendyk-Stanek, pełnomocnik pana Michała.

Po ponad miesiącu pojawił się wynik histopatologiczny. Wówczas pan Michał przeżył kolejny szok...

- Okazało się, że ja guza nadnercza nigdy w życiu nie miałem. Lekarze w szpitalu wojskowym przeprowadzili resekcję zdrowego ogona trzustki – opowiada mężczyzna.

- Miał przerośniętą śledzionę, więc tak naprawdę ten zabieg w ogóle nie był mu potrzebny – mówi Magdalena Bendyk-Stanek, pełnomocnik pana Michała.

Mężczyzna pozwał klinikę, w której opisywano jego badanie tomograficzne. Uważa, że to od błędnego opisu zaczął się jego dramat. Domagał się 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Sąd uznał, że opis był błędny, ale pieniądze mu się nie należą, bo „ciało człowieka jest tajemnicą”.

- Sąd wskazał, że nie każdy błąd lekarski, ale jedynie błąd zawiniony powoduje ewentualną odpowiedzialność lekarza za szkodę spowodowaną u pacjenta – tłumaczy Agnieszka Żegarska, rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie

- W uzasadnieniu wyroku jest napisane, że mimo, iż medycyna posuwa się cały czas do przodu, to ciało człowieka jest dalej wielką tajemnicą. Ja byłem przekonany, że jeśli idę do doświadczonego lekarza radiologa, to przynajmniej mam prawo do diagnozy, poważnej diagnozy – mówi pan Michał.

Pan Michał był w szoku, gdy dowiedział się, że panią radiolog z odpowiedzialności zwalnia fakt, że jej opis... nie był kategoryczny.

- Ten opis był nieprawidłowy, ale należy zaznaczyć, że diagnoza zawarta w tym opisie nie była kategoryczna. Pani doktor wskazała, że powinny być wykonane dalsze badania diagnostyczne - mówi Janusz Sulima, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Białymstoku.

- Uważam, że pani doktor nie powinna być piętnowana. Wręcz przeciwnie, panią doktor za opisanie swoich wątpliwości i zalecenie dodatkowych badań należy wynieść na piedestał – twierdzi Adam Żmudziński, dyrektor Euromedic Warmińsko-Mazurskiego Centrum Medycznego w Olsztynie.

Ponieważ nikt rezonansu nie wykonał, pan Michał pozwał także oba szpitale, które go leczyły na podstawie opisu tomografu. Dlaczego zaufano bezwzględnie opisowi tomografu? Odpowiedzi na to pytanie szukaliśmy w szpitalu specjalistycznym. Profesor Elżbiety B. nie zastaliśmy. Jej przełożeni sprawy nie skomentowali.

- Stanowisko szpitala bez porozumienia z panią profesor… to chyba dyrekcji nie wypada – usłyszeliśmy w sekretariacie szpitala.

Także w szpitalu, w którym dokonano wycięcia fragmentu trzustki nikt rozmawiać nie chciał. Ówczesny ordynator chirurgii zasłonił się tajemnicą lekarską, a jego szefowie – toczącym się postępowaniem.

- Żadna z placówek medycznych, które zajmowały się diagnozą i leczeniem pana Michała nie bierze odpowiedzialności za to, co się stało – podsumowuje Magdalena Bendyk-Stanek, pełnomocnik pana Michała.*

* skrót materiału

Reporterka: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl