Krwawa kłótnia sąsiadów

Krwawa kłótnia dwóch sąsiadów. Wojna między Bolesławem Pacanowskim i Zbigniewem B. trwała od lat. Minionego lata skończyła się awanturą, w czasie której Zbigniew B. sięgnął po nóż i zadał sąsiadowi kilka ciosów nożem. Pan Bolesław otarł się o śmierć. Ma dwie szyny, kilka śrub w żuchwie oraz blizny od noża na szyi i ręce. Mężczyzna boi się o własne życie, bo Zbigniew B. jest na wolności. Uznano, że w chwili ataku był niepoczytalny.

- Pierwszy strzał dostałem w tył głowy, nie wiem nawet czym. Ścięgna lewej ręki miałem na wierzchu, brodę przeciętą tak, że płat twarzy mi odpadł. Myślałem wtedy, że umieram – rozpacza Bolesław Pacanowski.

Górzno to mała wieś w Wielkopolsce. Znają się w niej właściwie wszyscy, a większość rodzin mieszka tam od pokoleń. Gdy pojawia się ktoś nowy, budzi sensację.

- Myśleliśmy, że będziemy mieć spokój, że znaleźliśmy swój cichy kąt, a okazało się, że są same problemy. Proszę iść naszą częścią chodnika, druga jest sąsiadów – zaprasza nas do siebie Anita Pacanowska, żona pana Bolesława.

Państwo Pacanowscy sprowadzili się do Górzna sześć lat temu. Udało im się okazyjnie kupić dom w centrum wsi. Na początku wszystko układało się świetnie. Atmosfera z każdym dniem stawała się jednak coraz bardziej napięta.

Po przeprowadzce do Górzna, państwo Pacanowscy postanowili przebudować swój dom. Jedną ze zmian było wybicie drzwi do kotłowni tuż obok wejścia do domu sąsiada. Mieszkającej tam rodzinie B. pomysł nie przypadł do gustu. Z dnia na dzień między sąsiadami zaczęła się wojna.

- Najpierw zaczynały się słowne utarczki, później dolatywał do mnie, chwytał za gardło i patrzył uderzyć. Groził, że jeżeli mnie zawał nie wykończy, to on mnie zaj… – twierdzi Zbigniew B., który okaleczył pana Bolesława.

- To on do mnie dolatywał, z główki chciał mnie uderzyć – mówi Bolesław Pacanowski.

Jest wieczór 27 sierpnia 2012 roku. Państwo Pacanowscy jedzą rodzinną kolację. Około godziny 20 pan Bolesław wychodzi na taras. Chwilę po tym na posesji dochodzi do krwawego incydentu.

- Wynosiłem dla kota rosół z mięsem z kurczaka. Był w misce. Słyszałem, że zbliża się bardzo szybko. Zdążyłem tylko usłyszeć: ty gnoju. Dostałem strzał. Ucho miałem przecięte, rękę, straciłem przytomność – wspomina Bolesław Pacanowski, okaleczony przez sąsiada.

- Jeden z sąsiadów oblał jakąś cieczą, najprawdopodobniej zupą, drugiego sąsiada. Oblany sąsiad zareagował na to zdarzenie bardzo impulsywnie – informuje Magdalena Mazur-Prus z  Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

- Wyjął nóż i ugodził nim sąsiada. To wszystko mogło zakończyć się tragedią – dodaje Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Zbigniew B. twierdzi, że to on jest ofiarą. 

- Ja się broniłem. Rzucił we mnie miską z pomyjami i rzucił się na mnie. Zostałem uderzony i już nic nie pamiętam. On cały czas do nas dolatywał. Cały czas groził, że mnie zaj…, takie rzeczy. To już pamiętam. W tym momencie pamiętam – mówi Zbigniew B.

- Przecież nic by mu nie zrobił, ale jak wylał mu zupę na twarz i miską go po łbie bił, dałby sobie pan to zrobić? Na pewno nie – dodaje teściowa Zbigniewa B.

Pan Bolesław z rozległymi obrażeniami trafił do szpitala. Tymczasem Zbigniew B. został zatrzymany. Przyznał się do winy. Nie umiał jednak wytłumaczyć, dlaczego zaatakował. Krótko po tym, jak gdyby nigdy nic, wyszedł na wolność.

- W chwili popełnienia czynu, osoba ta miała zniesioną poczytalność. Mężczyzna ten działał w tzw. spiętrzeniu afektu. Jednak samo ostre narzędzie nie świadczy jeszcze o tym, że ktoś miał zamiar pozbawić kogoś życia. Na to się składa szereg okoliczności – tłumaczy Magdalena Mazur-Prus z  Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

- Doznał porażenia nerwu językowego, wstrząśnienia mózgu, licznych ran ręki, głowy, miał ostrą niewydolność oddechową, wstrząs krwotoczny. Założono mu dwie szyny i kilka śrub w żuchwie – wylicza obrażenia męża Anita Pacanowska.

- Ręka była przecięta do mięsa. Podejrzewali, że mam uszkodzony rdzeń kręgowy, bo końcówka ostrza doszła prawie do kręgosłupa, miałem tracheotomię. Badali, czy będę miał czucie w nogach, itd. – dodaje pan Bolesław. 

Dwa miesiące po zdarzeniu, Zbigniewa B. zbadali biegli psychiatrzy. Stwierdzili, że mężczyzna w chwili ataku był niepoczytalny. Potem odzyskał jednak spokój i nie jest już groźny dla otoczenia. Zbigniew B. mógł więc spokojnie wrócić do domu.

- Nie widzę nic nienormalnego w tej sytuacji – mówi Magdalena Mazur-Prus z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu

- Niech ci biegli przyjdą mieszkać tutaj. Zobaczą, czy tak jest – denerwuje się pan Bolesław.

W październiku zeszłego roku sprawa pobicia pana Bolesława została oficjalnie umorzona. Sąsiedzi znów zamieszkali obok siebie. Mimo upływu miesięcy, nie doszło jeszcze między nimi do konfrontacji. Jednak nic nie wskazuje na to, aby ich spotkanie miało wyglądać inaczej, niż kiedyś.

- Staram się nie patrzeć na niego, staram się nie słyszeć jego kroków, jego oddechu, jego głosu. Boję się chwil, gdy się spotkamy. Nie mam pojęcia, co się stanie – podsumowuje pan Bolesław.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl