Doniósł, że kradną paliwo - stracił pracę

Kierowcy PKS-u Łomża na potęgę kradli paliwo z dystrybutorów. Kamery monitoringu w 9 dni nagrały aż 17 kierowców-złodziei i… większość z nich ma się dobrze. Okazuje się, że prezes zarządu łomżyńskiego PKS-u nie wierzy w to, co widać na nagraniach. Pracę straciła za to osoba, która powiadomiła o sprawie prokuraturę.

Jacek Karwowski pracował w łomżyńskim PKS-ie przez 18 lat. Był kierownikiem działu administracyjnego i szefem związku zawodowego. To on w ubiegłym roku ujawnił szokujące nagrania kradzieży paliwa.

- Treścią tych nagrań jest masowy proceder kradzieży paliwa – opowiada pan Jacek.

Wszystko zaczęło się w dawnej zajezdni PKS Łomża, oddział terenowy w Kolnie. To tam w kwietniu 2011 roku na zlecenie prezesa spółki ówczesny kierownik oddziału Stanisław Jabłoński zainstalował monitoring.

- Zainstalowano dwie kamerki. Monitoring na stacji był zainstalowany bodajże przez 8 albo 9 dni.  90 procent kierowców zostało w jakiś sposób zarejestrowanych – mówi Stanisław Jabłoński.

- Widać ewidentnie, że paliwo jest nalewane do prywatnych kanistrów, pojemników ( a nawet samochodów – przyp. red)  - dodaje Jacek Karwowski, który ujawnił proceder kradzieży paliwa.

Pan Jacek i pan Stanisław twierdzą, że próbowali zachęcić prezesa, by coś z kradzieżami zrobił. Jak twierdzą – bezskutecznie. Wówczas zdesperowany pan Jacek postanowił przekazać nagrania prokuraturze. Ta nie dopatrzyła się niedopełnienia obowiązków przez prezesa. A co z kierowcami?

- Z niewiadomych mi przyczyn nie podjęto żadnych czynności dotyczących kradzieży paliwa w odniesieniu do kierowców, czym doprowadzono do przedawnienia tego materiału – mówi Jacek Karwowski, który ujawnił proceder kradzieży paliwa.

- Prokuratura w Łomży nie zajmowała się tym, ponieważ to było przedmiotem postępowań prowadzonych przez prokuratury w Grajewie i w Kolnie. Nagrania to nie jedyny dowód…  ja nie mam nic więcej do powiedzenia, ja tylko poinformowałam panią, ile tych postępowań prowadzono i jak one się skończyły – przerwała wywiad Maria Kudyba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łomży.

Efekt? Większość pokazanych na nagraniach kierowców ma się dobrze. Z Kolna zwolniono dwóch. Jeden już wrócił do pracy.

- Jeśli komuś nic nie udowodniono, to ja nie wracam do tego tematu. Czasami zdarzają się czarne owce w stadzie, ale to nie oznacza, że wszystkie owce są w stadzie czarne. Trzeba sprawdzić, czy ona w błoto nie wlazła, czy się w oleju przepalonym nie wytarmosiła, albo w żwirze – twierdzi Adam Wykowski, prezes zarządu PKS-u w Łomży.

Przed naszą kamerą pan prezes twierdzi, że to, co widzimy na nagraniach z monitoringu, w ogóle nie miało miejsca...

- Oryginalne nagranie to jest od zera na początku nagrania do jakiegoś tam czasu, a to natomiast są wycinki po 2,3 minuty. To ja powinienem państwa operatorów telewizji zapytać, jakie są możliwości techniczne to zrobić. Dzisiaj świat jest tak zmanipulowany, że wszystko można zmanipulować – mówi Adam Wykowski, prezes zarządu PKS-u w Łomży.

- Pan prezes ma ciepłą posadkę, dobre pieniądze i zależy mu tylko i wyłącznie na tym, żeby te pieniądze w dalszym ciągu uzyskiwać – uważa Stanisław Jabłoński, były kierownik oddziału terenowego PKS Łomża w Kolnie.
 
Nagrani kierowcy kłopotów nie mieli. Miał je za to pan Jacek. Jego dotychczasowe stanowisko zlikwidowano. Zaproponowano mu funkcję starszego rewizora. Miał kontrolować między innymi... stan zbiorników paliwowych. No i skontrolował.

- Stwierdziłem braki paliwa w wielu pojazdach, rekordziście brakowało 44 litrów -  opowiada pan Jacek.

Po kontrolach do prezesa trafiło pismo od pracowników PKS-u. Napisali, że... stracili do pana Jacka zaufanie. Wówczas prezes zwolnił pana Karwowskiego dyscyplinarnie!

- To jest jakaś niedorzeczność, nie potrafię tego zaakceptować w żadnym wypadku – mówi.

Dlatego pan Jacek złożył pozew do sądu pracy. Ponieważ jest przekonany, że proceder kradzieży wciąż trwa, zdobył kolejne nagranie i ponownie powiadomił śledczych. Obwinieni kierowcy - ci sami, którzy są także na filmach sprzed roku - do niczego się nie przyznają. Podobnie jak pan prezes nie wierzą w to, co widzą...

- 17 września o godzinie, co to jest fotografowane, to autobusu nie było na zajezdni. Autobus wrócił z trasy o godzinie 17. To jest fotomontaż – powiedział jeden z kierowców.

- Działania prezesa zarządu potwierdziły to, że tych kradzieży w jego rozumieniu nie ma i kierowcy poczuli się jeszcze pewniej – podsumowuje Stanisław Jabłoński, były kierownik oddziału terenowego PKS Łomża w Kolnie.*

* skrót materiału

Reporterka: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl