Firma windykacyjna okrada?

Prezes firmy El Piast z Oleśnicy twierdzi, że okradła go firma windykacyjna. Mężczyzna wynajął ją, by odzyskała pół miliona złotych długu od kontrahenta. Odebrane pieniądze nigdy nie trafiły na konto jego firmy. Osób w podobnej sytuacji jest więcej.

- To ciekawy sposób wyłudzania pieniędzy. Firma ściąga należność, ale jej nie oddaje wierzycielowi i informuje, że środki są nieściągalne – mówi dłużnik firmy El-Piast z Gdańska.

Pan Grzegorz jest prezesem firmy El Piast, która produkuje elektronikę i automatykę przemysłową. W 2010 roku jeden z jego kontrahentów nie wywiązał się z zawartej umowy i nie zapłacił za towar 500 tysięcy złotych. W zeszłym roku prezes firmy  wynajął firmę windykacyjną.

- Podpisałem umowę z Ex Lege. W załączniku było napisane, że 90 procent długu miało trafić do mojej firmy, a 10 procent do Ex Lege za usługę – opowiada Pan Grzegorz, prezes firmy El-Piast.

- Po podpisaniu umowy stała się rzecz zadziwiająca. Panowie stwierdzili, że muszą zabrać umowę do Wrocławia, aby podpisał ją ich prezes. Nigdy nie otrzymaliśmy już tej umowy, ani załącznika – dodaje Mariusz Jurczak, dyrektor sprzedaży w firmie El-Piast.

Okazało się jednak, że firma windykacyjna w sierpniu zeszłego roku dług ściągnęła - 385 tysięcy złotych. Na konto El-Piasta dotąd nie wpłynął jednak ani grosz.

- Umówili się jako kurierzy. Przyjechali do mnie do domu i nie chcieli z niego wyjść. Jeden z panów okazywał agresję. Dokumenty, które mi przekazano, były fałszywe, a te które zostały podarte w mojej obecności, były skanami – opowiada dłużnik firmy El Piast.

- Panowie w sposób bezczelny i bezpośredni twierdzą, że pieniędzy nie otrzymali, a jest dowód w postaci przelewu – mówi Wojciech Kończyło, prywatny detektyw.

Razem z Panem Grzegorzem - prezesem firmy El Piast idziemy do firmy windykacyjnej. Pod oficjalnym adresem widniejącym w KRS-ie czeka nas jednak niespodzianka.

- Tak, są tu zarejestrowani, ale w wirtualnym biurze. To adres do KRS. Fizycznie tutaj takiej firmy nie ma. Nie udostępniamy ich danych klientom – usłyszeliśmy od jednej z pracujących tam osób.

- Podobny sposób działania sprawców powtarza się za każdym razem. Jest to wykorzystywanie zaufania, cudzej naiwności, słabości. Działania tej firmy wypełniają znamiona oszustwa – uważa Dariusz Nowakowski, pełnomocnik pana Grzegorza.

Udało nam się zdobyć numer do Tomasza N., przedstawiającego się do niedawna jako prezes firmy windykacyjnej. Pod pretekstem zlecenia windykacji umawiamy się z mężczyzną w jednej z wrocławskich restauracji. Dochodzi do konfrontacji z panem Grzegorzem, prezesem firmy El-Piast.

Pan Grzegorz: Ja złożyłem zawiadomienie na pana, pan przywłaszczył moje pieniądze.
Tomasz N.: Na mnie?
Pan Grzegorz: Tak, pan zabrał dokumenty, pan mnie oszukał.
Tomasz N.: Nigdy nie było takiej sytuacji.
Pan Grzegorz: Pan kłamie i oszukuje, to jest pana praktyka. Pan jest w prokuraturze.
Tomasz N.: Prokuratura umorzyła postępowanie.
Pan Grzegorz: To nie prawda, postępowanie jest w toku.

- Prowadzimy postępowanie w tej sprawie. Zabezpieczyliśmy umowę, ale jest ona mało precyzyjna. Obie strony twierdzą, że był załącznik do tej umowy. Jest to patowa sytuacja, bo załącznika nie mamy. Z zeznań pokrzywdzonego wynika, że został oszukany przez tą firmę, natomiast przedstawiciele firmy windykacyjnej twierdzą, że wykupili tę wierzytelność – informuje Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

- Nie jest to przypadek jednostkowy, tylko wypracowany przez tych panów sposób działania. Są to najzwyklejsi oszuści – mówi Wojciech Kończyło, prywatny detektyw.

Okazuje się, że poszkodowanych przez firmę windykacyjną jest więcej. Pan Piotr zlecił tej samej firmie windykację w Afryce. Tam właśnie ukrył się jego dłużnik.

- Też jestem oszukany. Zleciłem windykację na Zanzibarze od swojego dłużnika. Była to kwota 450 tysięcy zł. Efekt jest taki, że nie mam pieniędzy. Dowiedziałem się, że windykator jest współwłaścicielem hotelu na Zanzibarze, którego właścicielem był mój dłużnik! Mówił, że się zaweźmie na niego i nagle jest współwłaścicielem tego samego hotelu. Dziwna sytuacja – opowiada pan Piotr.

Tomasz N.:  Przez miesiąc czasu usiłowaliśmy się dogadać, a pan poleciał do prokuratury i na policję.
Pan Grzegorz: Oczywiście, bo mi ukradliście dokumenty.
Tomasz N.: Niech się pan zamknie. To nie jest moja firma, byłem tam prezesem rok czasu.
Reporter: A gdzie jest załącznik?
Tomasz N.: Ja się nie zajmowałem dokumentami.
Pan Grzegorz: Zajmował się pan …
Tomasz N.: (wychodzi). *

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl