Oskarżają ojca o zabójstwo matki

To mój ojciec jest głównym zleceniodawcą tego morderstwa – mówi pan Radosław, syn pani Leokadii. Kobieta została napadnięta i zadźgana nożem. Oskarżeni o zabójstwo mężczyźni zeznali, że panią Leokadię wskazał im Marian M., znajomy byłego męża kobiety. Pan Rradosław twierdzi, że ojciec zlecił zabójstwo, by przejęć rodzinny majątek. I choć wskazuje kolejne poszlaki, to w sprawie nie dzieje się nic.

Leokadia i Jarosław M. byli małżeństwem przez ponad 20 lat. Oboje byli architektami. Mieszkali w jednym z bloków w Stargardzie Szczecińskim. Mieli dwoje dzieci. Dziś są już dorosłe. O tym, co działo się w domu, mówią dopiero teraz.

- Ojciec nie chciał mieć żadnych dzieci. Problemem było to, że ja się po prostu urodziłem - opowiada pan Radosław, syn Leokadii i Jarosława M.

- Radek był zamykany, głodzony, on męczył dzieciaka psychicznie -  mówi Rodżer Woliński, przyjaciel rodziny M.

- Skopał mojego psa, wyrzucił mi kota z 4 piętra do zsypu. Trochę się go bałam, ale, szczerze mówiąc, teraz się boję o wiele bardziej – dodaje pani Karolina, córka Leokadii i Jarosława M.

W 2004 roku państwo M. rozwiedli się. Sprawie towarzyszył burzliwy podział majątku. Jego główną część stanowiło 80-metrowe mieszkanie. Sąd przyznał je pani Leokadii. Pan Jarosław wyprowadził się i zamieszkał w swojej prywatnej pracowni. Próbujemy z nim porozmawiać.

- Nie wiem gdzie jest. Nie jesteście pierwsi, którzy go szukają – słyszymy od lokatora kamienicy.

To fragment zeznań Jarosława M.: „Po rozwodzie, stosunki między nami nie układały się poprawnie. Żona ciągle miała do mnie o coś pretensje. Według mnie, to było czepiactwo. (…) Ja nie groziłem swojej żonie. Ona mi groziła.”

- Bała się go. Mieszkała u nas przez pewien czas. Miała wszystkie szyby powybijane w samochodzie, wszystkie koła poprzebijane. Nigdy nie został złapany na gorącym uczynku, ale wiemy, kto za tym stoi – mówi Rodżer Woliński, przyjaciel rodziny M.

Jest 9 lutego 2011 r. W oddalonej o 10 kilometrów od Stargardu wsi przypadkowy mieszkaniec odnajduje zwłoki kobiety. To pani Leokadia. Leży przy polnej drodze. Ma poderżnięte gardło. Kilka metrów od ciała śledczy odnajdują zakrwawiony nóż.

- Od ilości ran kłutych i ciętych wystąpiło krwawienie wewnętrzne do płuc i uduszenie… własną krwią. Wywabili ją pod pretekstem prac projektowych, że niby odziedziczyli dom i chcą, by dobudówkę im zaprojektowała – opowiada pan Radosław, syn Leokadii i Jarosława M.

- Chodziło o dokonanie rozboju na jej osobie. Z relacji podejrzanych wynika, że dowiedzieli się, że jest ona osobą majętną. Wartość szkody wyniosła łącznie kilkaset złotych – informuje Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Cztery dni po zabójstwie zatrzymano dwóch mężczyzn:  25-letniego Sebastiana M. i 33-letniego Tomasza B. To przyrodni bracia, mieszkańcy Stargardu, bezrobotni, bez żadnego zawodu. W mieszkaniu u jednego z nich znaleziono karty bankomatowe pani Leokadii i kolejne narzędzie zbrodni.

- Myśmy się dziwili, że coś takiego mogli odj…. Sebastian trochę pił, jak wszyscy tutaj. Ja przez cztery miesiące piję codziennie po 8 piw dziennie. To dużo czy mało? – pyta sąsiad Sebastiana M.
Reporter: Chyba sporo.
Sąsiad Sebastiana M.: Mnie się zdaje, że nie, bo jeszcze potrafię z 12-15. Mi się zdaję, że tak spokojnie piję.
Reporter: Czy po tym zabójstwie, wyście widzieli, że jakieś pieniądze mają?
Sąsiad Sebastiana M.: Gdzieś mieli. Jak przyjeżdżasz, taksówkami się rozbijasz, to widać.
Taksówki, pizze, flaszenie, browarki i te inne sprawy. Cały czas imprezę mieli w chacie.

- Ojciec pojawił się na sprawie spadkowej, a potem zaczął walkę o mieszkanie. Nawet do głowy nam nie przyszło, że może być w to zamieszany. To było niewyobrażalne. To jest nasz ojciec – mówi pani Karolina.

- Pojawia się w sądzie i jakby czyha tylko, żeby się dowiedzieć, jakie jeszcze nieruchomości będą – dodaje pan Radosław.

Zatrzymani mężczyźni przyznali się do winy. Obaj opisali w zeznaniach szczegóły zbrodni. Potem ich zeznania zaczęły jednak się zmieniać. Pojawił się w nich ktoś jeszcze. Kolejny mieszkaniec Stargardu: 57-letni Marian M.

- On znał się z naszym ojcem jeszcze ze szkoły średniej. Jak się zbierze te wszystkie dokumenty do kupy, to się rysuje taka prosta linia: od mojego ojca do tego morderstwa. Dokładnie wszystko w protokołach jest powiązane – twierdzi pan Radosław.

- Nagle wszystko zaczęło się układać. Ta cała walka o mieszkanie… zaczął się tworzyć obraz całości, że to miało sens – dodaje pani Karolina.

To fragmenty zeznań oskarżonych o zabójstwo pani Leokadii:
 
Sebastian M.: „M. (Marian M. - przyp. red.) nam napisał na kartce, gdzie mieszka ta Leokadia, on napisał też jej imię, nazwisko, numer telefonu i wszystko. (…) Przyniósł nam kartę do telefonu (…) Powiedział, że z tego telefonu mamy dzwonić do tej Leokadii.”

Tomasz B.: „Jak byliśmy na ulicy Dworcowej, to Marian chodził do jakiegoś faceta po pieniądze na kartę do telefonu i na piwo. Wtedy, któryś z nas na tablicy wewnątrz budynku odczytał nazwisko M. Skojarzyliśmy, że może być to mąż M. Ja Mariana nie dopytywałem się o te nazwisko, więc nie wiem, czy dobrze kojarzę”.

- Jeśli zabójcy przychodzą pod pracownię mojego ojca, mój ojciec daje Marianowi M. pieniądze na karty SIM, to ja myślę, że on jest głównym zleceniodawcą tego morderstwa – mówi pan Radosław.

Marianowi M. przedstawiono zarzut podżegania do rozboju. Podczas przesłuchania przyznał, że zna byłego męża pani Leokadii oraz obu zatrzymanych mężczyzn. Potwierdził też, że to on dał im adres i telefon zabitej kobiety.

- Twierdził, że tylko i wyłącznie jego intencją było to, aby podejrzani znaleźli u niej zatrudnienie – informuje Michał Tomala z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

- Prokurator uznał, że istnieją na tyle poważne wątpliwości, których nie można usunąć, że należy je rozstrzygnąć na korzyść podejrzanego i postępowanie w tym zakresie umorzył – dodaje Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

- Mój ojciec był tak śmiesznie przesłuchiwany… Wpada sobie i mówi: nie, ja wykluczam taką ewentualność, ja nie mam nic z tym wspólnego. I to jest wszystko – mówi pan Radosław.

To fragment zeznań Jarosława M.: „Nie mam w żaden sposób do czynienia ze zleceniem zabójstwa mojej żony. Ja obu oskarżonych nigdy wcześniej nie widziałem. (…) M. to mój znajomy, kolega to za duże słowo. (…) Prawdopodobnie kontaktowałem się z nim w tym okresie, ale nie jestem w stanie precyzyjnie na to pytanie odpowiedzieć.”

- Marian M. na ten temat podaje swoją wersję, Jarosław M. również swoją wersję. To są wersje zupełnie odmienne od tych podanych przez podejrzanych. Dlaczego bardziej wiarygodna miałaby się okazać wersja pierwszej, a nie drugiej strony? – pyta Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Z braku dowodów postępowanie wobec Mariana M. umorzono. Krótko po tym mężczyzna zmienił nazwisko i wyjechał z Polski. Jarosławowi M. nigdy nie przedstawiono żadnych zarzutów. W sprawie ma status świadka. Pracuje w jednym z pobliskich urzędów. Niestety, nie zastaliśmy go ani w miejscu pracy, ani w domu. Jego telefon nie odpowiada.

- To jest wykaz połączeń między moim ojcem, a Marianem M. Dzwoni do Mariana M. i za chwilę on oddzwania do mojego ojca. Jest tyle samo kontaktów. Tak jakby było uzgadnianie planu. To są daty połączeń bardzo zbliżone do daty śmierci mojej matki – pokazuje nam grafikę komputerową pan Radosław.

- Ale jaka jest pewność, że podczas tych rozmów odbywało się planowanie zabójstwa – pyta Michał Tomala z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

- Wszyscy to widzą czarno na białym, a prokuratura to traktuje, jakby to była sprawa o kradzież roweru, a nie o morderstwo – mówi pan Radosław.

W marcu 2012 roku Tomasz B. i Sebastian M. zostali postawieni w stan oskarżenia. Grozi im dożywocie. Obecnie jednak żaden z nich nie przyznaje się do zabójstwa. Ich proces powoli zbliża się do końca.

- Prawdziwi sprawcy tej zbrodni, czyli osoby odpowiedzialne za zabójstwo Leokadii M. stoją w tej chwili przed sądem. Niedługo będzie wyrok w tej sprawie – mówi Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

- Teraz walczy z nami. Nie wiem, jakie myśli mogą przechodzić przez tak chory umysł, ale ten człowiek jest zdolny do wszystkiego – mówi pani Karolina, córka Leokadii i Jarosława M.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl