Sąd: dom dziecka lepszy od siostry!

Szokująca decyzja sądu. 11-letni Jakub z Radomia trafił do placówki opiekuńczej, choć wychowywać go chciała starsza siostra. Pani Anna ma 27 lat, skończyła studia i pracuje. Marzy, by stworzyć bratu ciepły dom, jakiego nigdy nie miał. Kobieta opowiada, że pochodzą z patologicznej rodziny, a przez ich matkę samobójstwo popełnił starszy brat.

27-letnia dziś Anna Moroz z Radomia o szczęśliwym dzieciństwie mogła tylko pomarzyć. Matka rzadko pracowała, utrzymywała się z zasiłków na dzieci. Z kolei ojciec głównie odsiadywał wyroki w więzieniu.

- Są po rozwodzie dwadzieścia lat. Pomimo tego, jak tylko ojciec wychodzi z więzienia, matka mu wybacza. Stawia go ponad własne dzieci. Kiedyś siedziała w pokoju na łóżku i łykała jakieś tabletki. Kuba (brat pani Anny) dostał spazmów, zaczął błagać ją, żeby przestała. Odepchnęła go i powiedziała, że jeżeli jest taką złą matką, to niech wyp.. do tej lepszej siostry – opowiada pani Anna.

- Ania, Łukasz i Jakub przez kilkanaście lat byli pozbawieni kontaktu nie tylko ze mną, ale i ze swoją babcią ze strony ojca. Matka uniemożliwiała im to, bo moja mama, a ich babcia nie chciała przekazywać jej pieniędzy – mówi Jolanta Kucharska, ciotka pani Anny.

Jedenaście lat temu, po kolejnej awanturze, pani Anna i jej młodszy brat Łukasz poszli na policję i oznajmili, że nie chcą mieszkać z takimi rodzicami. W efekcie 16-letnia wówczas Anna przeniosła się do dziadków. To oni zostali jej rodziną zastępczą. O rok młodszy Łukasz nadal mieszkał z matką.

- Łukasz bardzo skarżył się na matkę, na to, że jako dorosłego chłopaka, biła go po twarzy. On był bezradny. Wyzywała go, wyganiała z domu i straszyła, że wsadzi go do więzienia. On się tego panicznie bał. Rozważał, czy zabić matkę czy samemu rzucić się z 10 piętra. Wybrał śmierć samobójczą i rzucił się z tego 10 piętra – opowiada Jolanta Kucharska, ciotka Anny Moroz.

Niedługo po śmierci starszego brata o samobójstwie zaczął mówić również jedenastoletni Kuba. Chłopiec wciąż mieszkał z matką, choć ta miała ograniczone prawa rodzicielskie. O przejęcie opieki nad młodszym bratem zaczęła się starać Anna Moroz, która zdążyła już skończyć studia i podjąć pracę.

- Kuba te święta spędził u ojca. Stał na klatce, widział jak wyrzucają stamtąd butelki. Matka zabrała go na melinę. Gdyby Kuba za mną zamieszkał, miałby świetne warunki, chciałabym mu stworzyć namiastkę dzieciństwa. Jest to jedyna osoba, na której tak bardzo mi zależy – mówi pani Anna.

- Dziecko bluźni wobec matki, a matka wobec niego, bo ta kobieta innego języka nie używa. Dziecko nie wie, co to są książki i bajki – dodaje Jolanta Kucharska, ciotka pani Anny.

Rok temu Anna Moroz złożyła wniosek do sądu o pozbawienie matki władzy rodzicielskiej w stosunku do Jakuba. Chciałaby, żeby młodszy brat z nią zamieszkał. Jednak sąd uznał, że chłopcu będzie lepiej placówce opiekuńczej. Kuba trafił tam w styczniu.

- W tym przypadku kurator rodzinny poszedł po linii najmniejszego oporu. Rolą kuratora rodzinnego powinno być znalezienie opiekuna wokół tej rodziny. To dziecko jest skazywane na życie w osamotnieniu. To wszystko robi się pod płaszczykiem, jak mówi sąd, dobra dziecka – alarmuje Włodzimierz Wolski, dyrektor Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Radomiu.

- Matka nie wychowywała, ona hodowała Łukasza. Dopóki dostawała za niego pieniądze z pomocy społecznej, czyli do 16 roku życia. Potem wyganiała go z domu. Ja podejrzewam, że tak samo byłoby z Jakubem – mówi Jolanta Kucharska, ciotka pani Anny.

Starszej siostrze udało się odnaleźć Jakuba. Raz w tygodniu, w poniedziałki może się z nim widzieć w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Radomiu.

- Kuba powiedział pracownikom, że chce ze mną zamieszkać, że woli mnie, bo mama się nim nie zajmuje – opowiada pani Anna.

- Z siostrą się przytula, siostra czyta mu bajki. Była wielka radość, jak się zobaczyli. Z mamą jest bardzo poprawnie – mówi Halina Janiszek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radomiu.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że sąd zdecydował się na umieszczenie Kuby w domu dziecka na wniosek kuratora. To według kuratora konflikt między matką i córką uniemożliwia pozostawienie chłopca pod opieką jego siostry. Matka rodzeństwa nie chciała z nami rozmawiać.

- Piekło jest wytapetowane sądowym „dobrem” dziecka. Jeśli sądowi kuratorzy będą tak postępować, to niedługo, jeśli chodzi o sieroctwo społeczne, przegonimy Koreę Północną i Chiny – ocenia Włodzimierz Wolski, dyrektor Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Radomiu.*

* skrót materiału

Reporterka: Ewa Pocztar-Szczerba

epocztar@polsat.com.pl