Zamiast pracować, koczowały w Hiszpanii

Zamiast pracować, koczowały w Hiszpanii. Firma Dromader z Wrocławia wysłała do pracy za granicą kilkanaście Polek. Kobiety miały zbierać borówki. Twierdzą, że w Hiszpanii były wożone z miejsca na miejsce, ale pracy przy borówkach nie dostały. Za wyjazd zapłaciły około 600 zł. „Dromader” obwinia hiszpańskich pracodawców.

- Nie było pracy, na jaką podpisywałyśmy umowę. Siedziałyśmy na kampie i pracy nie było – mówi Bernadeta Bergander, która wyjechała do pracy w Hiszpanii.

To miała być praca przy zbiorze borówek w Hiszpanii. Polki miały zarobić nawet 150 zł dziennie. Kilkanaście kobiet za wyjazd zapłaciło pośrednikowi 600 zł. Do Hiszpanii pojechały, ale jak twierdzą, pracy dla nich nie było.

- Zapłaciłam sto złotych przekazem pocztowym i 125 euro w autokarze. To miało być za przewóz i pracę – mówi Kryspina Klimczyk, która miała pracować w Hiszpanii.

- Miałyśmy zbierać borówki. Rano się budzimy i okazuje się, że tam jest tylko nocleg, my tam mamy nie pracować. Jedziemy dalej – opowiada Edyta Psik, która wyjechała do pracy w Hiszpanii.

Pani Joanna Michalska z małej wsi niedaleko Kłobucka nie ma pracy. Wyjazd do Hiszpanii miał być dla niej sposobem na podreperowanie domowego budżetu. Niestety, do Polski pani Joanna wróciła po dwóch tygodniach bez pieniędzy.

- Pojechaliśmy z myślą o tym, ze będzie konkretna praca, że będzie kontrakt zawarty.

Zajechaliśmy i zostaliśmy z niczym, bez jakiejkolwiek pomocy. Kazali się nam kontaktować z pośrednikiem Mario, ale z nim nie było żadnego kontaktu – opowiada pani Joanna.

Dlaczego pracy nie było? Pośrednik, który wysłał Polki do pracy, firma Dromader z Wrocławia, twierdzi, że to wina hiszpańskich pracodawców.

- Mamy podpisaną umowę z pracodawcą, który ma obowiązek te panie do pracy przyjąć. Jak te panie się ze mną skontaktują, będziemy pisać skargę – twierdzi Hanna Mazerant z firmy Dromader.

- Wsiadłyśmy do autokaru, umowy zostały nam dane do podpisu i pozbierane. To było na wariata, każdy się pakował. Nie wołałyśmy o drugi egzemplarz umowy – opowiada Edyta Psik, która wyjechała do pracy w Hiszpanii.

Reporterka: Dlaczego te panie podpisywały umowy w autokarze?
Hanna Mazerant z firmy Dromader: Umowy były podpisywane przed autokarem, bo te panie nie zawsze chcą przyjechać do biura, są daleko.
Reporterka: A dlaczego żadna z nich nie dostała kopii tej umowy?
Hanna Mazerant z firmy Dromader: (Cisza…) Proszę pani, są tutaj te umowy. Może to jest nasze przeoczenie. Klientki zawsze dostają, ten wyjazd był bardzo szybki. Umowy też się czyta.

- Tu nie ma pracy. My przyjechaliśmy na maliny i borówki, borówek nie ma. Po pierwszym dniu powiedziano nam, że nie nadajemy się do pracy przy truskawkach i jutro mamy wracać do Polski – mówi Katarzyna Krupa, która wyjechała do pracy w Hiszpanii w późniejszym terminie, teraz czeka na powrót do Polski.

Polki czekały na pracę kilkanaście dni. Kobiety twierdzą, że nikt nie chciał im pomoc i nie miały żadnej pracy.  Innego zdania jest polska ambasada w Madrycie i firma Dromader.

- Wszystkie proponowane Polkom oferty pomocy, zarówno ze strony naszej, czyli wydziału konsularnego, jak i pośrednika, zostały przez te panie odrzucone – zapewnia Maciej Bernatowicz z polskiej ambasady w Madrycie.

- Każda z tych pań miała propozycję pracy przy truskawkach. Ja prosiłam, żeby ją wzięły – mówi Hanna Mazerant z firmy Dromader.

Czym rożni się praca przy zbiorze borówek od zbioru truskawek?

- Zasadniczo się różnią. Borówki zbiera się na stojąco, a truskawki w pozycji schylonej. Człowiek się nie prostuje przez kilka godzin, do tego upał – odpowiada Bernadeta Bergander, która wyjechała do pracy w Hiszpanii.

Gdyby nie pomoc władz hiszpańskich, kobiety mieszkałyby pod gołym niebem. Zabrakło im pieniędzy na powrót do Polski.

- Przyjechali Manolo i Alfonso i stwierdzili, że jeżeli u nich byliśmy tyle czasu, to oni sfinansują nam powrót do Polski. My nawet u nich nie pracowałyśmy. Oni poczuwali się do odpowiedzialności większej niż Mario i firma Dromader – mówi Edyta Psik, która wyjechała do pracy w Hiszpanii.*

* skrót materiału

Reporterka: Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl