Dramatyczna eksmisja staruszki

Dramatyczna eksmisja w Gdowie koło Krakowa. 14 maja egzekutorzy w asyście policji wyrzucili z domu 86-letnią kobietę. Gospodarstwo pani Anny Kuć zostanie zburzone pod obwodnicę. Kobieta nie chciała go opuścić. Tym bardziej, że nie zaproponowano jej żadnych konkretnych pieniędzy w ramach odszkodowania.

- Nie wyjdę. Zastrzelcie mnie, a nie wyjdę. Ja się ciężko napracowałam i teraz mam wyjść z domu? Nie wyjdę – mówiła pani Anna.

Kobieta nie zgadzała się na dobrowolne opuszczenie domu, w którym mieszkała 40 lat. Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Egzekutor dał starszej pani czas do godziny 18 na opuszczenie swojego gospodarstwa.

- Niech ze mną skończą. Przyjechali, jak do kryminalisty. Ja nic nie ukradłam, wojnę przeszłam, ale tak nie było – rozpaczała pani Anna.

- Oprócz tych wszystkich czynności, to jest jeszcze czynnik ludzki. Ja nie podpiszę wyroku śmierci na moją matkę – mówi Bogumiła Sidor, właścicielka domu.

O godzinie 18 egzekutorzy i policjanci wrócili do domu 86-letniej pani Anny. Starsza pani po długich namowach zdecydowała się pojechać do domu swojej córki.

- Proszę o klucze, zaplombujemy dom w  obecności właściciela – mówi do pani Anny egzekutor.

- Ja byłem tam tydzień wcześniej, rozmawialiśmy, żeby dobrowolnie opuściła posesję, nie udało się osiągnąć konsensusu – mówi Zbigniew Wojas, wójt gminy Gdów.

Egzekutorzy i policjanci byli niezadowoleni z obecności naszej kamery. Zabronili nam przebywania na terenie, który przeszedł na rzecz skarbu państwa.

24 kwietnia w podobny sposób usunięto z sąsiedniego domu panią Marię Pieprzyk. Kobieta żyje w mieszkaniu zastępczym. Pieniędzy za zabraną nieruchomość nie otrzymała.

- Nie da się tak żyć. Gdyby był konkretny termin i pieniądze na koncie w momencie eksmisji, to możemy rozmawiać. A nie, że przychodzą, zabierają wszystko, a pieniądze kiedyś będą. Oni mają prawo, mają specustawę, a my nie mamy nic – mówi pani Maria.

86-letnia Anna Kuć za swoją nieruchomość także nie otrzymała na razie żadnych pieniędzy. Wypłatę pieniędzy wstrzymuje odwołanie, które ma rozpatrzyć minister transportu.

- Nie ma ostatecznej decyzji, a oni eksmitują. Nasz dom jest ostatni, jest hektar pola z tyłu, jest przestrzeń, żeby tam szła droga. My nie jesteśmy przeciw obwodnicy, niech będzie, ale niech nie burzą domu – argumentowała Bogumiła Sidor, córka pani Anny i właścicielka domu, który ma zostać rozebrany.

- To jest ostatnia posesja, która spowolniła prace budowlane. Wykonawca mówi, że opóźniły się o trzy miesiące. Termin jest nieubłagany, bo to są pieniądze unijne, które musimy rozliczyć – mówi Zbigniew Wojas, wójt gminy Gdów.

Kosztami obu eksmisji zostaną obciążeni właściciele nieruchomości. O kilkadziesiąt tysięcy złotych za przymusową wyprowadzkę z udziałem policjantów i urzędników zostaną pomniejszone kwoty ich odszkodowań.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl