Sprawa umorzona, dowód spłonął

Własciciel warsztatu samochodowego twierdzi, że w pracy zaatakowali go dwaj mężczyźni, a później potrącili autem! I choć ma na to świadków, to sprawę umorzono. W dodatku samochód, na którym mogły być ślady zdarzenia, spłonął kilka dni po bójce. Uznano, że przyczyną pożaru był... samozapłon.

- Ewidentnie był to napad! Ewidentnie został potrącony samochodem. Każdy inny obywatel po wykonaniu takiego czynu poszedłby do więzienia – twierdzi Robert Chrapkowski, pracownik warsztatu i świadek zdarzenia.

Patryk Odrowąż-Petrykowski prowadzi warsztat samochodowy w Gdańsku. W listopadzie ubiegłego roku niespodziewaną wizytę złożyli mu Alexander N. i Michał P.

- Alexander N. podszedł do mnie i powiedział, że rok wcześniej podmieniłem mu w samochodzie alternator. Odpowiedziałem, że to niemożliwe, że w tym warsztacie takie rzeczy się nie dzieją. Uniósł się i kazał zapłacić 2 tysiące złotych – opowiada pan Patryk.

Pomiędzy mężczyznami rozpętała się bójka, która później przeniosła się na ulicę. Pan Patryk nie podejrzewał, że zdarzenia będą miały tak dramatyczny dla niego przebieg.

- Ten człowiek przyszedł tutaj z gazem i zaczął bić na placu Patryka. Siedzielismy z kolegą w biurze i piliśmy herbatę. Raptem słyszymy krzyki: pomocy, pomocy! Kolega nas  wołał, żebyśmy pobiegli za nim – opowiada Robert Chrapkowski, pracownik warsztatu.

- Wyjeżdżałam z naszej posesji samochodem i nagle się zaczęło. Jakiś chaos na ulicy, dwóch mężczyzn biegło, a za nimi sąsiad. Oni po chwili wskoczyli do samochodu i ruszyli z kopyta – wspomina Monika Duszyńska, sąsiadka pana Patryka.

- Jak go złapałem, to przebiegł na drugą stronę ulicy. Samochod zatrzymał się, później przewieźli mnie na masce i na dachu. Spadłem i straciłem przytomność – mówi pan Patryk.

Po wypadku pan Patryk był kilka dni w szpitalu. Nadal musi być rehabilitowany i jest na zwolnieniu lekarskim.

- Przez 3 tygodnie przebywałem również w zakładzie psychiatrycznym na oddziale dziennym. Miałem lęki, różne stany depresyjne. Nie pracuję, to nie zarabiam. Środki dostaję tylko z ZUS-u – mówi pan Patryk.

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Gdańsku-Wrzeszczu. Postępowanie zostało jednak bardzo szybko umorzone, bo według prokuratury brak było obiektywnych świadków zdarzenia. 

- Postępowanie zostało umorzone wobec stwierdzenia, że czyn ten nie wyczerpuje znamion czynu publiczno-skargowego, a brak jest interesu w ściganiu z urzędu przez prokuratora czynu prywatno-skargowego – informuje Jolanta Janikowska-Matusiak z Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz.

- Było paru świadków. Wydaje mi się, że nie ulega żadnej wątpliwości, że są wiarygodni. Przecież byliśmy na miejscu zdarzenia. Myślę, że sprawa jest po prostu tuszowana przez kogoś – ocenia Robert Chrapkowski, pracownik warsztatu i świadek zdarzenia.

30-latek postanowił złożyć zażalenie na postanowienie prokuratury. Tutaj, niestety, pojawia się problem: samochód - jedyny dowód rzeczowy w sprawie - spłonął, a prawdopodobnie nie został poddany ekspertyzom. O szczegóły zapytaliśmy Jolantę Janikowską-Matusiak z Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz.

Reporterka: Samochód, który potrącił pana Patryka spłonął kilka dni po całym zajściu. Czy nie wydaje się to dziwne?
Prokurator: To jest tak szczegółowe pytanie, że nie odpowiem.
Reporterka: A czy samochód został przebadany przez biegłych?
Prokurator: To również szczegółowe pytanie, na które ewentualnie później udzielimy odpowiedzi, jak zakończymy postępowanie prawomocną decyzją.

Jako przyczynę pożaru samochodu uznano samozapłon. Pan Patryk twierdzi jednak, że jest to niemożliwe. Co zaskakujące, tego samego zdania jest jeden ze sprawców, z którym udało nam się porozmawiać. Drugi z nich, Alexander N. obecnie przebywa w areszcie pod zarzutem zabójstwa swojego ojca.

- Nie jestem żadnym mechanikiem, ale teraz są tak robione samochody, że chyba nie są zdolne do samozapłonu... Jeżeli wie pani, o co mi chodzi... – powiedział Michał P.

Pan Odrowąż do dzisiaj korzysta z porad psychologa. Ma problemy z pamięcią, a jego życie nie wygląda już tak, jak kiedyś. 30-latek nie zamierza się poddawać, chce walczyć do końca o sprawiedliwość.

- Spłonął samochód, który mnie potrącił. Prokuratura nie wierzy świadkom, którzy zeznawali w tej sprawie i umarza dochodzenie. Będę walczył do końca, ile mam sił. Nie odpuszczę, bo nic złego nie zrobiłem, żeby ktoś mnie tak traktował, w biały dzień rozjeżdżał samochodem – podsumowuje pan Patryk. *

* skrót materiału

Reporterka: Martyna Grzenkowicz

interwencja@polsat.com.pl