Wywiózł córkę do Algierii

Rozpaczliwa walka Polki o dziecko. Youcef B. po kilkunastu latach małżeństwa wywiózł córkę do Algierii i przepadł. Lidia ma 5 lat. Mama nie widziała jej od października 2011 roku. Pani Liliana jest zrozpaczona. Choć polski sąd ograniczył Algierczykowi władzę rodzicielską, to niewiele może zrobić. Z mężczyzną nie ma żadnego kontaktu.

- Chciałabym wiedzieć, czy córka jest zdrowa, czy rośnie, czy tęskni, czy pamięta – rozpacza pani Liliana.

Liliana Belkorichi przez siedemnaście lat była żoną Algierczyka. Swojego męża poznała w Polsce, zamieszkali razem w Krakowie.

- Nie był tutaj legalnie zatrudniony, przyjeżdżali na handel, kupowali towar i wywozili go tam. To nie były stałe przyjazdy. Był miesiąc-dwa, a potem go nie było trzy miesiące – opowiada pani Liliana.

Pani Liliana i pan Youcef mają dwoje dzieci. 13-letni Nourdeen ma podwójne obywatelstwo, 5-letnia Linda tylko polskie. Jak przyznaje pani Liliana, jej małżeństwo od kilku lat przechodziło kryzys.

- Czasami w złości mówiłam, że skoro mamy siebie dość, to może trzeba się rozejść, ale nigdy nie poczyniłam formalnych kroków – mówi kobieta.

25 października 2011 roku pani Liliana, jak co dzień rano wyszła do pracy, a Nourdeen do szkoły. 3-letnia wówczas Linda źle się czuła, więc została w domu z ojcem.

- Jak wróciłam z pracy, to ich nie było. Myślałam, że są na spacerze, że może do brata pojechał do Wieliczki – wspomina pani Liliana.

- Udało mi się z nim połączyć. Powiedział, że zabrał córkę do rodziny, żeby poznała jego rodzinę i wróci za trzy tygodnie – mówi Paulina Mączka, siostra pani Liliany.

- Bilet kupił na godzinę przed odlotem. Lecieli przez cztery kraje. To musiała być jakaś nagła decyzja, mąż nie wziął żadnych rzeczy – dodaje pani Liliana.

Youcef B. nie wrócił. Pani Liliana zgłosiła sprawę organom ścigania.

- W ubiegłym roku zakończyło się postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej w stosunku do dziewczynki. Na jego mocy pełnię władzy wobec dziecka wykonuje matka. Władza ojca została ograniczona do decydowania o najistotniejszych sprawach – informuje Beata Górszczyk z Sądu Okręgowego w Krakowie.

- Mężczyzna mógł wyjechać z córką, bo miał wówczas pełnię władzy rodzicielskiej. Nie miał świadomości, że zostało zainicjowane i zakończone postępowanie w sądzie o ograniczeniu jego władzy rodzicielskiej. O tym ten mężczyzna nie ma wiedzy, więc nie możemy mówić o zatrzymaniu tego dziecka – mówi Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

W sądzie toczy się sprawa o pozbawienie 48-letniego Youcefa B. władzy rodzicielskiej. Tymczasem prokuratura umorzyła postępowanie dotyczące uprowadzenia Lindy.

- Argumentacja jest taka, że nie przekazałam mężowi, że ma ograniczone prawa, mąż nie jest w posiadaniu tej wiedzy, więc nie wie, że popełnił przestępstwo. Ale ja nie mam z nim kontaktu – mówi pani Liliana.

- Zwróciliśmy się do polskiej ambasady w Algierii. Otrzymaliśmy informację, że przysługuje nam droga prawna doręczania stosownych pism. Zwróciliśmy się do sądu o pomoc, ale nam odmówił twierdząc, że nie ma takich kompetencji. Wyczerpały się nam drogi legalnego odzyskania dziecka – dodaje Aleksandra Cempura, pełnomocnik pani Liliany.

Ani ambasada polska w Algierii, ani ministerstwo nie chcą pomóc zrozpaczonej matce. Pani Liliana próbowała sama odnaleźć córkę. Kilkakrotnie była w Algierii.

- Poszłam pod dom, gdzie mieszkali w dawnych czasach, nie było nikogo. Potem pojechałam w czerwcu, ale też bez rezultatów. Mąż do mnie zadzwonił, ale to był jeden wielki krzyk: po co przyjechałam? Co chcę? Mówił, że narażam go na niebezpieczeństwo. Zdążyłam tylko powiedzieć, że zostawił mnie z nieuregulowanymi sprawami, że mamy syna w Polsce. Powiedział, że go to nie interesuje, a prokuraturę ma w nosie, nikt go nie znajdzie – relacjonuje pani Liliana.

- Nie ma go u matki, bo rozmawiałam z nią, byłam też na piętrze jednym, drugim i nie ma ich tam. Była niesamowicie odważna, że sama tam pojechała i nic jej nie zrobili. Choćby nawet pojechała i wzięła tę dziewczynkę, to szkoda gadać jakby się to skończyło. Dla niej mściwość później i problemy. Ona córki legalnie nie dostanie, nie wywiezie jej. Przez co? Przez Saharę? Nie ma szans – twierdzi szwagierka pani Liliany.

Pani Liliana od półtora roku nie ma żadnego kontaktu z córką. Kobieta jest załamana. Nie wie, czy kiedykolwiek zobaczy swoje dziecko.

- To jest coś okropnego. Na początku było najgorzej, widziałam ją w każdym śnie. Nawet w drodze do pracy, gdy wsiada matka z dzieckiem, to zastanawiam się, jak bym ją ubrała, uczesała. Jak wygląda? Czy ma włosy uczesane, czy jest umyta, czy chodzi do przedszkola? To jest coś okropnego – rozpacza pani Liliana.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl