Wspaniały gest. Narządy syna do przeszczepu

Straciła ukochanego syna, ale uratowała kilka osób. O 64-letniej Teresie Banach usłyszała całą Polska, kiedy zdecydowała się oddać narządy syna do przeszczepu. Pan Jerzy żyje, bo dostał serce, pan Przemysław wątrobę, a pan Grzegorz twarz. „Może kiedyś mi podziękują i pomodlą się za mnie i za syna” – mówi pani Teresa.

Samotna 64-letnia pani Teresa Banach z małej wsi Cieciory na Podlasiu w ostatnich latach dwukrotnie musiała zmierzyć się ze śmiercią swoich najbliższych. 5 lat temu zmarł na nowotwór jej mąż, miesiąc temu pochowała jedynego syna, Sławomira. Miałby dzisiaj 34 lata.

- Wyszedł rano na podwórze i już nie przyszedł. Syn siedział na pieńku, znalazł go sąsiad. Miał guza na głowie i całą twarz zakrwawioną, krew ciekła mu z ucha. On sobie tego sam nie zrobił, musi być jakaś inna przyczyna. Śledztwo dalej idzie, ale jeszcze nic nie wiem – opowiada pani Teresa.

Śmierć syna spowodowała, że o tej dzielnej matce usłyszała cała Polska. Pani Teresa zdecydowała oddać organy dziecka, aby ratować życie innych osób.  Serce pana Sławomira było najcenniejszym prezentem urodzinowym dla 60-letniego pana Jerzego ze Śląska. Czekał na nie od 2006 roku.

- To był mój syn kochany. Nie mogłam go uratować, ale uratowałam życie tylu osób. Jestem bardzo wdzięczna, że żyją, że te cząstki mojego syna są w kilku osobach – mówi pani Teresa.

- Jak dziękować takiemu człowiekowi? Na kolanach? Na mszę dać? No, nie wiem, na szyję się rzucić? Nie ma określenia na to, żeby podziękować takiemu człowiekowi – mówi Jerzy Olszewski, który dostał serce pana Sławomira.

Wątroba syna pani Teresy trafiła do śmiertelnie chorego pana Pawła. Jego niepewność, czy będzie dalej żył, trwała 3 lata.

- Gdyby nie on, to ze mną byłoby bardzo źle. Byłem pierwszy na liście oczekujących, więc to samo za siebie mówi, bo im gorszy stan, to na lepszej pozycji jest oczekujący. Przychodzi taki moment, że człowiek zaczyna żałować, że nie zna tego kogoś. Zastanawia się, od kogo ma narząd, jaki to był człowiek. Mnie to interesuje, ale pewnie nigdy się nie dowiem – mówi Paweł Ruszkowski, który dostał wątrobę pana Sławomira.

- Myślę, że syn jest zadowolony… On dużo ludziom pomagał w ogóle. Kto go zawołał, to pomagał, nigdy nie odmówił – opowiada pani Teresa.

Najtrudniejszą i najbardziej obciążającą emocjonalnie decyzją dla pani Teresy było oddanie twarzy swojego syna dla 33-letniego pana Grzegorza. Mężczyźnie maszyna zerwała twarz. Ta decyzja i nieprawdopodobna wręcz pierwsza taka operacja chirurgiczna w Polsce spowodowały, że pacjent będzie dalej cieszył się życiem.

- Twarz to się gorzej oddaje, trzeba się zastanowić. Ale jak mi powiedział lekarz, że ten pan jest po tak ciężkim wypadku i bez tej twarzy umrze, to zgodziłam się. Gdy zobaczyłam go na zdjęciu, to pomyślałam, że to tak jakby był mój drugi syn. W tej chwili to bym nie chciała, ale może za jakiś czas uda mi się zobaczyć tego pana z twarzą mojego syna. Ja się cieszę, że tyle osób się uratowało. Niech żyją i będą zdrowi. Może kiedyś mi podziękują, pomodlą się za syna i za mnie – podsumowuje pani Teresa.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl