Nie zna innej mamy. Sąd rozdziela

Marlenka miała 11 miesięcy, gdy porzuciła ją ukraińska matka. Dziecko większość swojego życia spędziło z pierwszą żoną swojego taty, który nagle zmarł. Nie zna innej rodziny. Panią Ingeborgę traktuje jak mamę, a jej rodziców jak dziadków. Mimo to, sąd uznał, że dziewczynka trafi do Ukrainki, która nagle sobie o niej przypomniała. „Jak mamy jej wytłumaczyć, że trafi do obcej osoby? – pytają opiekunowie Marlenki.

- Trzy tygodnie po przywiezieniu Marlenki do Zbroszy po raz pierwszy usłyszałam takie jej świadome słowo „mama”. To było do mnie wypowiedziane. Przeżyłam to bardziej niż słowa własnego dziecka – opowiada pani Ingeborga.

44-letnia pani Ingeborga mieszka w małej miejscowości koło Grójca. Przez 14 lat była w szczęśliwym związku z panem Sławomirem. Mają trójkę własnych dzieci. Małżeństwo rozpadło się w 2009 roku, kiedy pojawiła się pani Galina z Ukrainy.

- Przywiózł ją Sławek na wizę pracowniczą do pomocy przy rodzicach. Obydwoje byli już starszymi ludźmi. Zawarli związek małżeński. Powiedział do mnie, że zrobił to ze względu na dobro dziecka, bo ono nie było niczemu winne. Przez pierwszy miesiąc było bardzo cicho, ale już pod koniec stycznia 2010 roku zaczęły się awantury – opowiada pani Ingeborga.

- Po prostu nie wytrzymałam i wyjechałam. Zabrałam córkę ze mną na Ukrainę – mówi pani Galina, biologiczna matka dziewczynki.

Wtedy mała Marlena miała pół roku. Po 3 miesiącach pani Galina wróciła do Polski, ale zamieszkała już pod Warszawą.

- W sierpniu 2011 roku zaczęła dzwonić do Sławka, żeby zabrał Marlenę. Nie chciał, bał się, że córka go zapomniała. Powiedziałam, żeby przywiózł ją tutaj. Później zdecydował się złożyć wniosek o rozwód z orzeczeniem o winie pani Galiny i o odebranie jej praw rodzicielskich. Niestety, odbyły się dwie sprawy rozwodowe, na żadnej pani Galina się nie stawiła. Sprawę odroczono do sierpnia, a 7 czerwca Sławek nagle zmarł – opowiada pani Ingeborga.

Po śmierci ojca sytuacja dziecka bardzo się skomplikowała. Przez ponad rok rozwód z panią Galiną nie doszedł do skutku. Dziecko cały czas wychowywała rodzina pana Sławomira. Rozpoczęła się batalia sądowa o dziecko między panią Ingeborgą a biologiczną matką panią Galiną.

- W sierpniu miną dwa lata, jak Marlena u nas jest – mówi pani Ingeborga.

- Marlena nawet nie zna swojej biologicznej mamy. Była tu może ze trzy razy – dodaje pan Paweł, syn pani Ingeborgi i pana Sławomira.

- W sądzie powiedziałam, że zgadzam się na rodzinę zastępczą dla córki, ale nie w osobie pani Ingeborgi – mówi Galina, biologiczna matka Marlenki.

W maju 2013 roku Sąd Okręgowy w Radomiu zdecydował o losie małej Marlenki.

- Sąd postanowił, że miejsce pobytu dziecka jest przy matce, więc dotychczasowa opiekunka winna je oddać – informuje Joanna Kaczmarek-Kęsik z Sądu Okręgowego w Radomiu.

- Wyrywanie tego dziecka i przenoszenie do innej rodziny, co z tego, że biologicznej, jest krzywdzeniem tego dziecka. Dla dziecka komunikat, że to jest jego prawdziwa, czyli biologiczna mamusia nie ma żadnego znaczenia – mówi Aleksandra Piotrowska, psycholog.

- Jak można 2,5-letniemu dziecku wytłumaczyć: idziesz do obcej osoby, to będzie twoja mama? Bo ona nie wie, że to jest jej mama. Nie wyobrażam sobie tego – dodaje Elżbieta Kalota, matka pani Ingeborgi.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl