Kolejni poszkodowani przez windykację

Trzy miesiące temu pokazaliśmy historię pana Grzegorza, prezesa firmy El-Piast z Oleśnicy. Zlecił on ówczesnemu szefowi wrocławskie firmy windykacyjnej Ex lege Tomaszowi N. odzyskanie 500 tysięcy złotych długu. Firma odzyskała dług, jednak pieniądze nigdy nie trafiły na konto pana Grzegorza. Do redakcji zgłosili się inni oszukani, a także wspólnik szefa firmy Ex lege, który obecnie przebywa w więzieniu, a niegdyś oszukiwał razem z Tomaszem N.

-  Podpisałem umowę z firmą Ex lege. Był  załącznik w którym  90 procent było dla El – Piast, a 10 dla Ex-lege -  mówi pan Grzegorz, który   czuje się oszukany przez firmę windykacyjną.


Okazało się jednak, że firma windykacyjna w sierpniu zeszłego roku dług ściągnęła w kwocie 385 tysięcy złotych. Na konto El-Piasta nie wpłynęła dotąd nawet złotówka. Pod pretekstem zlecenia windykacji umówiliśmy się z Tomaszem N.  we wrocławskiej restauracji.  Towarzyszył nam pan Grzegorz. Doszło do konfrontacji. Po emisji reportażu zgłosiły się kolejne osoby poszkodowane przez Tomasza N. oraz firmę Ex lege. Pani Jolanta i pan Eugeniusz ze Zgorzelca byli dłużnikami. Nie zapłacili za wykonanie schodów w ich domu, ponieważ mieli zastrzeżenia co do jakości usługi.  Producent schodów sprzedał dług firmie
Ex Lege. Pani Jolanta zarzeka się, że dług spłacała.


-  Nasze zobowiązanie było 12 tysięcy 322 złotych za schody. Na obecny dzień spłaciliśmy ponad 30 tysięcy  złotych i spłacamy dalej -  mówią Jolanta i Eugeniusz  Katowie, którzy twierdzą, że zostali oszukani.


Państwo Iwona i Paweł Juszczakowie z Rybnika prowadzą dwie firmy. Transportową oraz handlującą opałem. Usługi Tomasza N. polecił im jego znajomy – oficer żandarmerii. Zaufali mu do tego stopnia, że podpisali dokumenty in blanco.


-  Polecił swojego przyjaciela. Powiedział, że to człowiek uczciwy i honorowy, bo pracował w wojsku. Zdobył nasze zaufanie. Wspólnie zleciliśmy Ex lege do ściągnięcia 450 tysięcy złotych -  mówią Iwona i Paweł Juszczakowie, którzy twierdzą, że zostali oszukani.


-  To są osoby, które działają w grupie przestępczej, a ten krąg powiększył się o oficerów Wojska Polskiego. Afiszowano się mundurem, żeby się uwiarygodnić – mówi pan Grzegorz.


- Mąż podpisywał dokumenty in blanco. Nie było wpisanego procentu prowizji, bo mieliśmy się dogadać w zależności od trudności ściągnięcia długu. Udało nam się ustalić, że  10 tysięcy złotych  spłacił jeden dłużnik, 10 tysięcy złotych  spłacił drugi dłużnik. Trzeci też spłaca w ratach. Nam nie przekazano tych pieniędzy.  Nie dostaliśmy żadnych pieniędzy od Ex lege – mówią Iwona i Paweł Juszczakowie, którzy twierdzą, że zostali oszukani.


Na dodatek to Ex lege złożyło pozew przeciw nim na prawie 20 tysięcy złotych. Dlaczego? Bo jeden z dłużników spłacił sam zobowiązanie na ich konto.  Firma windykacyjna  uważa, że to ona wyegzekwowała dług. Jak twierdzi inny mieszkaniec Wrocławia, Tomasz N. dokonuje oszustw nie tylko jako windykator.


-  Historia zaczęła się 5 lat temu, kiedy pan N. z kolegą żandarmem kupili hektar pola. Transakcja miała być na 300 tysięcy. Do tej pory spłacili 200 tysięcy. Dwa lata temu kontakt się urwał -  mówi Sylwester Olszewski, który twierdzi, że jego matka została oszukana przez Tomasz N.


Do naszej redakcji zatelefonował były przyjaciel i wspólnik Tomasza N.  Pan Karol odsiaduje kilkuletni wyrok w więzieniu. Zgodził się opowiedzieć o działalności Tomasza N.


- Poznałem go w 2002 roku. Dokonywałem z nim wszelkich oszustw i wyłudzeń. On miał windykację na osoby, które były winne pieniądze. On je odbierał nie oddając właścicielom, którym się należały. Jeśli ktoś był winny pieniądze,  to nie oddawał 100 tysięcy tylko oddawał 50 tysięcy. Dostawał druk, że rozliczony. Pieniądze były dla nas, a właściciel nie otrzymywał -  mówi pan Karol, były wspólnik Tomasza N.


Pan Karol twierdzi, że wcześniej o tym nie mówił, bo bał się odpowiedzialności za te przestępstwa.  Jednak po obejrzeniu reportażu zrobił rachunek sumienia i jest gotów zeznać przed prokuratorem to, o czym nas poinformował.


-  Około  miliona złotych wyłudziliśmy i oszukaliśmy koło stu osób. Nie tylko była to windykacja. Na słupy braliśmy kredyty.  On dla pieniędzy  zabiłby  matkę i ojca -  mówi pan Karol, były wspólnik Tomasza N.


Poszkodowani razem chcą walczyć o sprawiedliwość.  Także prokuratura, która podobno do tej pory bagatelizowała sprawę,  wzięła się do pracy.


- Postępowanie jest w toku. Toczy się w sprawie, co oznacza, że nikomu nie przedstawiono zarzutów -  mówi Jakub Przystupa, rzecznik prasowy  Prokuratury Okręgowej  we Wrocławiu.


-  Program Interwencja bardzo mi pomógł. Ludzie przestali się mnie bać. Zobaczyli, że mają we mnie sprzymierzeńca w swoich podobnych problemach. Zaczęto mnie trochę poważniej traktować jeśli chodzi o prokuraturę i organy ścigania - mówi pan Grzegorz.  *


*skrót materiału

 Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl