Odszkodowanie przyznane, ale niewypłacone

Dominik Cieślik ponad rok temu uległ poważnemu wypadkowi. Mimo krytycznego stanu, Dominik przeżył, jednak od tamtej pory jest w śpiączce. Jego matka walczy o poprawę zdrowia chłopca, ale nie jest to łatwa walka. Mimo, że ubezpieczyciel przyznał odszkodowanie, niestety nie chce go wypłacić, bo sprawa o ubezwłasnowolnienie Dominika jest w toku.

 19-letni Dominik Cieślik jeszcze rok temu był silnym i wysportowanym nastolatkiem. We wrześniu ubiegłego roku wybrał się z trójką znajomych na dyskotekę. To był ostatni dzień jego beztroskiego życia.


 - Kierowca zasnął za kierownicą i wjechali do rowu. Uderzyli w przełączkę na posesję betonową, a Dominik siedział na miejscu pasażera. Kierowcy nie udało się uratować – mówi Monika Franek, matka Dominika.


Dominik miał prawie wszystkie narządy uszkodzone lub stłuczone. Lekarze nie dawali  mu szans na przeżycie. Najgroźniejszy okazał się uraz mózgu. To przez niego Dominik od roku jest w śpiączce. Pani Monika, samotna matka podjęła walkę o powrót syna do zdrowia. Umieściła go w specjalistycznej placówce, bo jak twierdzi w publicznym szpitalu nie miał odpowiedniej opieki.


-  W  szpitalu jest rehabilitant, który ma 1godzinę na cały oddział, przychodzi do pacjenta, podniesie mu nogę, rękę przez 15 minut i idzie do następnego, tak że praktycznie nie ma żadnej rehabilitacji. Doprowadzili go do takiego stanu, że miał powyginane kończyny, stopę całkowicie, przykurczone ścięgna, po prostu wykręciły mu się, bo nie miał rehabilitacji  – mówi Monika Franek, matka Dominika.


-  Udało się w pewnym stopniu poprawić kontrole nad głową, udało się go spionizować na własne jego nogi, udało się poprawić wydolność oddechową, założyliśmy  bezpośrednie żywienie dożołądkowe -  mówi Beata Sobas, dyrektor Polskiego Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej VOTUM.

Wszystkie zdrowotne sukcesy Dominika przepadną, bo mama chłopca nie ma pieniędzy na dalsze kosztowne leczenie i musiała zabrać syna do domu. Firma ubezpieczeniowa od roku nie zapłaciła rodzinie Dominika nawet złotówki, mimo że chłopcu przyznała 150 tysięcy odszkodowania. Pieniądze leżą w depozycie sądowym. Powodem jest biurokracja. Oto wyjaśnienia ubezpieczyciela:

Osoby pozostające w śpiączce nie mogą podejmować jakichkolwiek świadomych decyzji, czy udzielać pełnomocnictw. Jeśli są pełnoletnie, to dopiero ich sądowne ubezwłasnowolnienie i ustanowienie opiekuna prawnego daje wyznaczonej przez sąd osobie prawo decydowania w imieniu osoby pozostającej w śpiączce”

- Pieniądze będą wypłacone na pewno, kwestia tylko tego kiedy. My aktualnie jesteśmy na  takim etapie, że z dniem 14 lipca tego roku Dominik został już ubezwłasnowolniony sądowo, oczekujemy na wyznaczenie terminu sprawy w sądzie rejonowym, na której prawnym opiekunem ma zostać wyznaczona  jego matka -  mówi Edyta Szymkowiak z  Krajowego  Biura Odszkodowań, pełnomocnik Dominika.

- Zakład ubezpieczeń powinien odstąpić od wymogów formalno-prawnych, odejść od wymogów dokumentowych, bo sprawa jest jasna i oczywista i zachować, powiem wprost z ludzką twarzą - mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych.


To nie koniec problemów rodziny Dominika. Ergo Hestia nie zapłaciła nawet za leczenie nastolatka. Twierdzi, że powodem jest brak informacji o jego stanie zdrowia.


- Zakład ubezpieczeń powinien wyłożyć z góry zaliczkę na poczet przyszłego leczenia, czy przygotowania do nowego zawodu. O tym przepisie zapomina się, niepłacenie zaliczek na poczet leczenia jest w mojej ocenie  brakiem poszanowania dla reguł prawa cywilnego – mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych.


Po blisko roku od wypadku Ergo Hestia wysłała pismo do mamy Dominika z propozycją objęcia chłopca programem pomocowym. Jednak pani Monika od miesiąca nie może skontaktować się z przedstawicielem firmy. Rodzina Dominika tonie w długach i każdego dnia walczy o kolejną złotówkę na rehabilitację i leki. Liczą na pomoc przyjaciół i ludzi dobrego serca, bo sumienia pracowników firmy ubezpieczeniowej wzruszyć nie mogą.


- Dominikowi zostało założone subkonto w Fundacji VOTUM,  na które można wpłacać ewentualne darowizny, żeby wesprzeć rodzinę finansowo – mówi  Beata Sobas, dyrektor Polskiego Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej VOTUM.


- Najgorsze jest to, że się do mnie nie odezwie. Tak  chciałabym usłyszeć jego głos. Bardzo mi go brakuje – mówi Helena Franek, babcia Dominika. *

*skrót materiału

Reporterka: Agnieszka Zalewska

azalewska@polsat.com.pl