Wygrał z PZU. Dostanie 100 tys. zł

Walczył o swoje i wygrał z PZU! Ubezpieczyciel nie chciał wypłacić panu Januszowi odszkodowania za skradziony samochód. Powód? W kluczykach od auta brakowało baterii. Pan Janusz jest pewny, że w dniu kradzieży kluczyki działały. Nie wie, co działo się z nimi później, bo zabezpieczyła je policja. Mężczyzna poszedł do sądu i wygrał 100 tys. zł.

- Czuję satysfakcję, że po 3 latach udało się wygrać tę sprawę. Życzę wszystkim, którzy są w podobnej sytuacji, żeby walczyli o swoje pieniądze – mówi Janusz Grygier, który wygrał spór o odszkodowanie z PZU.

Janusz Grygier jest prywatnym przedsiębiorcą z Poznania. Jego historię pokazaliśmy państwu w kwietniu 2011 roku. Rok wcześniej mężczyźnie skradziono auto. Kiedy poszedł zgłosić sprawę, poproszono go o pozostawienie kluczyków na policji.

- Te kluczyki były załączone do materiałów śledztwa – tłumaczył w kwietniu 2011 roku Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

O kradzieży pan Janusz poinformował także ubezpieczyciela - firmę PZU. W odpowiedzi otrzymał informację, że odszkodowania z autocasco nie otrzyma. PZU powołało bowiem biegłego, który pobrał z policji kluczyk od skradzionego auta i stwierdził, że jest on niesprawny, bo brakuje mu jednej baterii...

- Jak można taki numer wykręcić? Pilot jest sprawny i nagle, po paru miesiącach okazuje się, że nie działa , bo brakuje baterii? Bateria ma to do siebie, że nie wyparuje – irytował się Janusz Grygier.

Przekonany o swej racji pan Janusz nie poddał się. Pozwał ubezpieczyciela. W sądzie dowiedział się, kim jest biegły, który negatywnie zaopiniował jego sprawę.

- To była wielka niespodzianka, bo się okazało, że biegły z ramienia PZU jest czynnym policjantem, pracującym w komendzie, gdzie była zgłoszona kradzież – opowiada pan Janusz.

- Zarówno prokuratura, jak i policja, oraz PZU nie widziały w tym nic dziwnego. Co więcej, zdaje się, że to nie był jednostkowy przypadek, tylko taki jest tam zwyczaj. Bardzo dziwny zwyczaj, rodzący podejrzenia, co do rzetelności prowadzenia tego typu postępowań – mówi Robert Dakowski, pełnomocnik pana Janusza.

Po trzech latach walki z ubezpieczycielem zapadł wyrok. Sąd nie podzielił stanowiska, że w chwili kradzieży bateryjki w kluczyku nie było. Nakazał PZU wypłacić panu Januszowi ponad 100 000 zł odszkodowania! Ubezpieczyciel nie odwołał się.

- Potwierdzono naszą wersję, że ów kluczyk, który w ocenie biegłego i policji był niesprawny,  był kluczykiem jednak sprawnym. Był sprawnym do momentu przekazania go funkcjonariuszom policji, co się z nim później działo, nie wiemy – mówi Robert Dakowski, pełnomocnik pana Janusza.

- Każdemu powtarzam, by walczył do końca. Jak się słyszy, co ubezpieczyciele potrafią wyczyniać, to naprawdę warto walczyć – podsumowuje pan Janusz.*

* skrót materiału

Reporterka: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl