Wojna futbolowa

Pani Joanna mieszka tuż obok boiska klubu LKS Mierzyn. Kilka razy w tygodniu za jej ogrodzenie wpada od kilku do kilkunastu piłek. Kiedyś kobieta pokornie je odrzucała, ale w końcu powiedziała: dość. Kiedy zabroniła również, by piłkarze przeskakiwali przez ogrodzenie, niszcząc je, zaczęły się kłótnie, groźby i wyzwiska. A kibice pod jej płotem zaczęli załatwiać swoje potrzeby.

„Teren prywatny. Zakaz wkopywania piłek. Płot za niski. Pretensje do wójta” – taki transparent wywiesiła na swojej posesji Joanna Lewińska.

- Środa-mecz, sobota-mecz, niedziela-mecz, w międzyczasie treningi, zaczepki, wyzwiska. Nikt do mojego domu nie może przyjechać, tylko najbliższa rodzina,  bo wstyd jest kogokolwiek zaprosić. Wszyscy są wyzywani. To jest coś niebywałego – mówi kobieta.

Pani Joanna mieszka w Mierzynie niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Jej konflikt trwa już dwa lata, a chodzi o piłki, które w trakcie meczów i treningów przelatują nad za niskim ogrodzeniem boiska i lądują u pani Joanny na działce.

- Ja jestem ta „poj…”, bo tak mówi na mnie prezes LKS Mierzyn, ta co powinna piłki nosić, a nie chce. W 2011 roku w trakcie jednego spotkania wpadało tu od 3 do 15 piłek i ja to wszystko nosiłam, że tak brzydko powiem: aportowałam, bo to na tym rzecz polega. Na ogrodzeniu pięknie widać, którędy najczęściej panowie wskakują po odbiór swoich drogocennych piłek, mój płot jest dla nich bez wartości – opowiada pani Joanna.  

Wydarzenie sprzed kilku tygodni przelało u kobiety czarę goryczy…

- Chcieli mi pokazać, że jak oni nie będą wchodzić, a ja nie będę odrzucać tych piłek, to oni i tak je odzyskają. Prezes klubu, Stanisław Grzankowski wysłał dziecko, które przeszło przez ogrodzenie. Słyszałam, jak on je wysyła i biegłam, bo wiedziałam, że psy są, oni zresztą też wiedzieli. To była ewidentna prowokacja, żeby pies dziecko pogryzł i poniosłabym konsekwencje – twierdzi pani Joanna.

Kobieta nagrywa incydenty z kibicami i piłkarzami kamerą. To fragment z dzieckiem na jej posesji:

W tle okrzyki piłkarzy: Dawaj, dawaj!
Pani Joanna: Chodź tu, idziemy na policję.
Chłopak: Ja chciałem tylko piłkę. Dlaczego?
Pani Joanna: Wszedłeś na moją posesję.
Chłopak: Przepraszam, nie wiedziałem.
Pani Joanna: Widzisz tego psa? Widzisz? I co teraz? Idziemy…
Chłopak: Chciałem tylko piłkę wziąć.
Pani Joanna: Chodź, idziemy do twoich rodziców.
Piłkarze zza plotu: Puść to dziecko, twoje to dziecko jest, że szarpiesz?
Pani Joanna: Nie rozumiesz, że idę do twoich ojców. Idziemy.
Chłopak: Ja byłem tylko po piłkę.
Pani Joanna: Adam, zadzwoń po policję.
Kibic: Kto wiedział, że on przeszedł? Przyjechał k… bez rodziny.
Pani Joanna: Dziecko zostało wysłane przez piłkarzy.
Kibic: Chodź chłopcze, nie bój się, chodź.
Ojciec pani Joanny: Poczekamy na policję.
Kibic: Je... policję, k...

- Po tym zajściu przyszli w nocy i wybili mi szybę. Teraz wszyscy są zadowoleni – mówi pani Joanna.

Co na to wszystko prezes LKS Mierzyn, Stanisław Grzankowski?

Prezes: Co my tu przechodzimy… Mamy już dość tych Lewińskich. Przecież cała wieś jest za piłkarzami. Jest jedna rodzina, która jest przeciw nam.
Reporterka: A gdyby pan był sąsiadem takiego boiska, gdzie te piłki wlatują, zawodnicy przeskakują przez płot, kibice sikają pod płot?
Prezes: Proszę panią, pani opowiada bzdury.
Reporterka: Nie wierzy pan, że sikają pod płotem?
Prezes: Nie wierzę! Jak oni tam stoją, to nikt nie pójdzie sikać, żeby ona to oglądała.

- Specjalnie zrobiłam płotki z brzózki po to, żeby nie patrzeć na piłkarzy i kibiców sikających pod mym domem. Panowie podchodzą i wyjmują nie powiem co i załatwiają swoja potrzebę. Tak jest non stop – twierdzi pani Joanna i prezentuje nam kolejne nagranie.

Kibic: Tępa baba, k…, ja na płot nie sikam.
Pani Joanna: Gdzie chcesz, to sobie sikaj, nie interesuje mnie to wcale.
Kibic: Potrzebę trzeba załatwić!
Właścicielka: Rób, co chcesz, to jest ten, co zawsze, bez koszulki, ten „mądry”.
Kibic: Na płot nie sikam.

Sprawa w końcu trafiła do prokuratury. Prezes klubu złożył doniesienie na panią Lewińską , że ta przetrzymuje ich piłki.

- Tu są dwie piłki po ostatnim meczu, bardzo malutko. Od 2011 podawałam piłki. W pewnym momencie pięć piłek zawiozłam wójtowi, ale nic się nie zmieniło. W chwili obecnej piłek już nie podaję. Nazbierało się tego, nadal proponuję, żeby wójt przyjechał i sobie raczył posprzątać. Zero reakcji, a prezes LKS Mierzyn zgłosił przywłaszczenie mienia – mówi pani Joanna.

- Mieszkance przedstawiono zarzut przywłaszczenia 25 piłek. Postępowanie nie jest zakończone, mało tego, zdecydowano o wdrożeniu postępowania mediacyjnego – informuje Sławomir Mamrot z Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim.

My również próbujemy załagodzić spór. Razem z panią Joanną i jej ojcem idziemy na spotkanie z Januszem Jędrzejczykiem, wójtem Gminy Rozprza.

Wójt: Nie było żadnego tematu, kiedy rozmawiałem z panem Lewińskim i proponowałem, że wybudujemy na nasz koszt bramkę.
Reporterka: A gdzie ta bramka?
Ojciec pani Joanny: Co to jest bramka?
Wójt: Furtkę w pańskim ogrodzeniu, gdzie będzie można, nie niszcząc ogrodzenia, wchodzić te piłki odbierać.
Ojciec pani Joanny: Niech pan sobie łaskawie przypomni, odpowiedziałem, że się mocno nad tym zastanowię.
Reporterka: Panie wójcie, propozycja budowania furtki z kluczykiem na prywatnej posesji jest bardzo kuriozalna…
Wójt: Jeżeli się szuka rozwiązań, to każda możliwość wydaje się być do rozważenia.
Reporterka: Najprostszym rozwiązaniem jest podwyższyć piłkołap.
Pani Joanna: I odgrodzić się od sąsiada, jak w normalnym, cywilizowanym świecie.
Wójt: I to będzie, proszę państwa.
Pani Joanna: A gdzie są na tym boisku toalety, bo oznaczenia nie ma?
Wójt: Wiem, że toalety są na zapleczy, w miejscu specjalnie do tego przystosowanym.
Pani Joanna: Zamkniętym na klucz...
 
Sprawdzimy, czy wójt dotrzyma złożonej obietnicy i podwyższy piłkołap.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl