Sądowa batalia braci o… 65 zł

Gospodarują obok siebie, są stryjecznymi braćmi, a mimo to toczą wojnę. W niewielkiej wsi Karolin koło Sejn sąsiad oskarża sąsiada o zniszczenie traktorem 14 arów koniczyny. Mężczyźni zaangażowali w sprawę prokuraturę i sąd. Odbyło się pięć rozpraw, przesłuchano kilkunastu świadków i powołano biegłego, który wycenił zniszczoną koniczynę na… 65 zł.

Jan Sztabiński jest 65-letnim rencistą. Wychował się w niewielkim Karolinie koło Sejn.  Jego sąsiad, pan Zdzisław, to także syn tamtejszej ziemi. Ma 53 lata i jest stryjecznym bratem pana Jana. Jeszcze dwa lata temu sąsiedzi żyli w zgodzie.

- Była wódka, było wszystko. Po tym alkoholu bywało różnie. Ginęły różne rzeczy: papierosy, potrawy różne. Ja tych ludzi miałem dość, powiedziałem: koniec – twierdzi Jan Sztabiński.

Koniec nastał w czerwcu ubiegłego roku, kiedy to pan Jan przyłapał pana Zdzisława na jeździe przez pole. Właśnie wtedy brat miał zniszczyć bratu 14 arów koniczyny.

- To był cały fragment zajechany. Gdyby poprosił o przejazd przez podwórko, to bym się zgodził, ale to trwa z 10 lat – mówi Jan Sztabiński.

O zniszczeniu koniczyny Jan Sztabiński zawiadamia prokuraturę, która szacuje straty na 650 złotych. Ponieważ przestępstwo zniszczenia mienia zaczyna się od 250 zł strat, sprawa zostaje skierowana do sądu.

- Opieraliśmy się na zeznaniach kierownika Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Sejnach. To osoba, która na co dzień pomaga rolnikom, szacuje ich straty – mówi Angelika Karłowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Sejnach.

- Ja przedstawiłem swoją wycenę, ale zasugerowałem prokuraturze, żeby powołać biegłego,  który najrzetelniej taką wycenę wykona. Nawet prosiłem, by moją sugestię wpisać do akt – mówi Dariusz Łostowski, kierownik Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Sejnach.

Także sąd w Sejnach uznał, że w akcie oskarżenia powinna znaleźć się profesjonalna opinia, która określałaby wielkość strat. Zlecił więc jej wykonanie biegłemu sądowemu. Ten wycenił straty na maksymalnie… 65 złotych. To oznacza, że zniszczenie koniczyny jest tylko wykroczeniem i procesu karnego w tej sprawie nie powinno być.

- Jego żona płakała, jak to wymierzaliśmy. Musiała koło niego stać, bo był pijany. A on: to w lewo, to w prawo, żeby więcej tych metrów było. A biegły mówi: panie, trzymaj pan tę miarę konkretnie, bo zaraz zostaniesz odsunięty – opowiada pan Zdzisław, sąsiad Jana Sztabińskiego, który miał zniszczyć koniczynę.

Śledztwo w Sejnach trwało niemal trzy miesiące. W tym czasie przesłuchano dwunastu świadków, zaangażowano czas policji i prokuratora. Czy prokuratura popełniła błąd, wprawiając z ruch całą machinę w sprawie o koniczynę? Sejneńskie ograny ścigania nie mają sobie nic do zarzucenia.

- Po przedstawieniu zarzutów pan Zdzisław nie życzył sobie, żeby w sprawie powoływać biegłego, co wyraził wprost do protokołu, tylko dopiero, kiedy sprawa trafi do sądu. To były jego słowa – mówi Angelika Karłowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Sejnach.

Ile będzie kosztować sądowa batalia o koniczynę? To okaże się przy zakończeniu postępowania. Wiadomo, że opinia biegłego to nawet tysiąc złotych. W tej sprawie odbyło się już pięć rozpraw sądowych. Termin kolejnej wyznaczono na 12 września.

- Koszty ustaleń szacuje się  po prawomocnym zakończeniu postępowania. W skład tych kosztów wchodzą opinie biegłych, ewentualny zwrot kosztów dojazdu świadków, wynagrodzenie, które utracili na skutek stawiennictwa w sądzie – wylicza Marcin Walczuk, rzecznik Sądu Okręgowego w Suwałkach.

- Oliwa jest sprawiedliwa. Jak sprawa się zakończy, to wezmę koparkę i jakąś drogę zrobię – mówi pan Zdzisław.

- Chcę udowodnić swoją rację, żebym nie musiał dzwonić po gazetach i szukać sprawiedliwości u czwartej władzy – odpowiada pan Jan.*

* skrót materiału

Reporterka: Marta Terlikowska

mterlikowska@polsat.com.pl