Skatowali, bo był z innego osiedla

Jarosław Dyks został skatowany tylko dlatego, że pochodził z wrogiego osiedla w Bydgoszczy. Ma uszkodzony mózg, nie wstaje z łóżka i wymaga stałej opieki. Sąd ukarał 9 sprawców brutalnego pobicia. Rodzice pana Jarosława chcą, by zapłacili oni odszkodowanie. Proces ciągnie się już czwarty rok. W tym czasie odbyły się zaledwie cztery rozprawy.

- Mojego syna praktycznie zabito, byłem przy reanimacji, klęczałem i prosiłem Boga, żeby złapał oddech – opowiada Janusz Dyks, ojciec pana Jarosława.

Trzy lata pani Elżbieta i pan Janusz czekali na skazanie oprawców swojego syna Jarosława. Teraz rodzice walczą o odszkodowanie dla syna od sprawców pobicia. Sprawa w sądzie trwa już cztery lata i jej końca, niestety, nie widać.

- Ja mam wrażenie, że przez te ciągnące się w nieskończoność procesy, oni liczą, że my odpuścimy – mówi Elżbieta Dyks, matka pana Jarosława, jej mąż, Janusz dodaje: Jesteśmy przerażeni systemem, opieszałością sądów. Od 2009 roku odbyły się cztery rozprawy.

Bulwersującą sprawę pobicia Jarosława Dyksa pokazywaliśmy w Interwencji w 2007 roku. 20-letni wówczas Jarek został skatowany przez kilkunastu młodych mężczyzn. Pobili go, bo był z innego osiedla w Bydgoszczy. Jarek z Wyżyn, a oprawcy z Kapuścisk. Te osiedla od dawna ze sobą walczyły.

- Oni skakali po nim, robili takie petowanie, skakali po głowie, kopali go. Wydaje mi się, że byli nastawieni, żeby zrobić mu krzywdę – mówiła w 2007 roku Elżbieta Dyks, matka pana Jarosława.

- Schował się, to dostał. Nie zdążył uciec. Ja go nie biłem – opowiadał wówczas Maciej Ś., skazany za udział w pobiciu Jarosława Dyksa.

Po trzech latach procesu Sąd Rejonowy w Bydgoszczy ukarał 9 osób za udział w pobiciu Jarosława. Trzech sprawców dostało karę więzienia, dwóch ukarano karą w zawieszeniu. Czterech nieletnich oddano pod dozór kuratora. Rodzice Jarosława po uprawomocnieniu się wyroków postanowili walczyć o odszkodowanie dla syna od sprawców. Walczą już czwarty rok.

- Dlaczego mają nam pomagać obcy ludzie, jak są sprawcy? To dla nich byłaby dotkliwsza kara, gdyby za te czyny musieliby zapłacić – mówi Elżbieta Dyks, matka pana Jarosława.

- Ostatnia przerwa między rozprawami trwała 9 miesięcy, następna jest za 3 miesiące. Będzie zmiana sędziego, powoływanie świadków ze sprawy karnej. Dlaczego się w to bawimy? Są wyroki prawomocne, a my się bawimy w jakieś dochodzenia – dodaje Janusz Dyks, ojciec pana Jarosława.

- Wyrok karny w tej sprawie nie jest wiążący. Sąd prowadzi postępowanie wieloetapowo. Na razie zbiera zeznania świadków, następnie będzie przeprowadzony dowód z opinii biegłego, który będzie dotyczył wszystkich pozwanych i ich potencjalnego zobowiązania z tytułu zasądzonego wyroku – tłumaczy Jarosław Zawadzki z Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.

Rodzice pana Jarosława domagają się miliona złotych. Mężczyzna potrzebuje ciągłej rehabilitacji i kosztownych terapii. Pani Elżbieta i pan Janusz zajmują się synem przez całą dobę. A sprawcy pobicia? Cześć z nich nadal przebywa w więzieniu, część wyjechała za granicę i jest nieuchwytna.

- Wiem, że milion złotych zabrzmi bardzo szumnie, chcemy też, żeby sąd przyznał Jarkowi rentę. On jest jedynakiem, my jesteśmy już w wieku dojrzałym i to mocno. Nie dam satysfakcji tym bandziorom, nie powiem, że mi nie starczy sił, będę walczyła do końca – zapowiada Elżbieta Dyks, matka pana Jarosława.*
 
* skrót materiału

Reporterka: Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl