Zakaz budowy, bo… oczka wodne

Krajobraz chroniony w środku osiedla! To urzędniczy absurd z gminy Dywity pod Olsztynem. W 2008 roku malowniczy teren z niewielkimi oczkami wodnymi i uznano za szczególnie cenny i objęto ochroną. Problem w tym, że wcześniej wójt gminy Dywity sprzedawał tamtejsze działki, jako budowlane! Ci, którzy nie zdążyli wtedy postawić domów, już tego zrobić nie mogą.

- Każda kałuża nie może być zbiornikiem wodnym, ale te przepisy zostały przyjęte przez wojewodę i niestety tak są interpretowane. W tej chwili, w pobliżu zbiornika nie można się budować – mówi Jacek Szydło, wójt gminy Dywity.

Gmina Dywity pod Olsztynem, osiedle domów jednorodzinnych. Obszar sielankowy, ale to tylko pozory. Dlaczego? W grudniu 2008 roku decyzją Wojewody Olsztyńskiego Dywity znalazły się w  Obszarze Chronionego Krajobrazu Doliny Środkowej Łyny, a to oznacza, że wszystko podlega ścisłym przepisom ochrony środowiska.

- To jest teren oddany pod zabudowę i funkcja ochrony przyrody, nie ma tu żadnej racji bytu, budynki są płot w płot! A my nie dostaliśmy zgody na budowę z  Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska – mówi Grzegorz Regimowicz, właściciel działki w gminie Dywity.

- My jesteśmy biologami, nie widzimy, żeby było tu coś urokliwego, co trzeba chronić – dodaje Sabina Domańska, która również nie dostała pozwolenia na budowę.

Jeden z przepisów dotyczących ochrony środowiska nakazuje, by w odległości 100 metrów od zbiornika wodnego nie było żadnych zabudowań. W związku z tym właściciele działek, na terenie których są oczka wodne, od czterech lat nie mogą wybudować domów. Ich sąsiedzi także.

- My mamy działeczkę za lasem. Kupiliśmy ją po to, żeby mieć oczko wodne. Cały ten teren jest nacechowany oczkami wodnymi. To było zaschnięte torfowisko, suchą stopą się przechodziło. Oczyściliśmy to z chwastów, krzaków i pojawiła się woda. W tym momencie pojawił się problem, że to jest oczko wodne – opowiada Anna Tomaszewska, która również nie dostała pozwolenia na budowę.

Plan zagospodarowania przestrzennego gminy Dywity w wielu miejscach nie odpowiada rzeczywistości. Powiedzieć, że jest w nim bałagan - to mało powiedziane.  Oto kolejne absurdy w tej historii:

- Kupiliśmy to jako łąkę, nie było tu ani jednego drzewa. W momencie, kiedy złożyliśmy wniosek o warunki zabudowy okazało się, że w dokumentach jest wpisany las! W planie zagospodarowania przestrzennego nasza działka dalej widnieje jako las, a lasu tam nie ma! – mówi Małgorzata Świątek, właścicielka działki w gminie Dywity.

- Na naszej działce jest 30-letni las, a w dokumentach go nie ma – dodaj Anna Tomaszewska, właścicielka działki w gminie Dywity.

- Jeżeli urbanista przedstawia, że tam jest teren nadający się do zabudowy, to ja przyjmuję to jako dokument oficjalny, sporządzony przez wójta. Jeżeli tam są błędy, to za to odpowiada urbanista i wójt – mówi Stanisław Dąbrowski, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie.

- Ci ludzie są niezadowoleni nie dlatego, że gmina powiedziała: nie. Są niezadowoleni, bo Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska postawiła takie, a nie inne warunki odległości budynku od zbiornika wodnego. Tego nie wymyśliła gmina – mówi Jacek Szydło, wójt gminy Dywity.

- Ci ludzie już dawno powinni się wybudować. Nie może być tak, że każde zagłębienie terenu wypełnione wodą, czyli każda większa sadzaweczka, kałuża, która nie ma żadnych walorów przyrodniczych, będzie stanowiła przeszkodę – podsumowuje Lidia Staroń, posłanka.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Pietkiewicz

mpietkiewicz@polsat.com.pl