Noworodki konały w reklamówkach

Ta wstrząsająca zbrodnia wyszła na jaw przypadkiem. 18-letnia Lucyna K. urodziła w lesie dwóch chłopców, zawinęła ich w reklamówki i porzuciła! Kobieta opowiedziała o tym, gdy policjanci przesłuchiwali ją w sprawie innego noworodka, którego ktoś porzucił w jeziorze.

Dziesięć lat temu w jednym z mieszkań w centrum Łodzi policja odkryła zmumifikowane zwłoki dzieci. Zabili je ich rodzice. Sprawą interesowała się cała Polska. Coś takiego nie zdarzyło się bowiem nigdy wcześniej. Dziś jednak podobne sceny to w Polsce niemal codzienność.

- W tym roku, który jeszcze trwa, mamy 27 przypadków zabójstw dzieci. 27 dzieci to jest cała klasa szkolna! – mówi Mirosława Kątna z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Kartuzy to niewielka miejscowość w pobliżu Gdańska. W maju tego roku przypadkowy przechodzień znalazł tu zwłoki nowo narodzonego chłopca. Był zawinięty w reklamówkę i wrzucony do pobliskiego jeziora. Wiadomo, że kiedy znalazł się w wodzie, już nie żył. Gdy go znaleziono, z ciała nie zostało już prawie nic.

- On mógł się urodzić nawet rok wcześniej. Do porodu mogło dojść wiosną 2012 roku – mówi Remigiusz Signerski z Prokuratury Rejonowej w Kartuzach.

Po trzech miesiącach w sprawie chłopca z jeziora nastąpił niespodziewany zwrot. Śledczy ustalili, że jego matką może być 18-letnia Lucyna K., mieszkanka jednej z pobliskich wsi. Badania DNA szybko wykluczyły ją z grona podejrzanych. Ale podczas przesłuchania, dziewczyna przyznała się do innej, jeszcze bardziej potwornej zbrodni.

- Szła do lasu, gdzie dokonywał się poród, przecinała pępowinę, a dziecko chowała do reklamówki i wyrzucała w krzaki. Udało nam się znaleźć szczątki jednego z jej dzieci. Szczątki drugiego mogły zostać porwane przez dzikie zwierzęta. Ustaliliśmy ojca dziecka. Ta osoba zeznała, że nie wiedziała o ciąży i pozbyciu się dziecka. Nie mamy dowodów, które by nam pozwoliły obalić te zeznania – opowiada Remigiusz Signerski z Prokuratury Rejonowej w Kartuzach.

Udało nam się porozmawiać z matką Lucyny K., Małgorzatą K.    

- Pani jest wierząca?
- Tak.
- A Lucyna?
- Też.
- Myśli pani, że Bóg jej przebaczy?
- Może, nie wiem. Wątpię. Nie mogę się od niej odwracać plecami.
- Nie jest pani wściekła na nią?
- Jestem, ale przecież jej nie zabiję.
- Czy tu jest jakaś łazienka?
- Nie.
- To gdzie ona się myła?
- W kuchni.
- Obok pani, na pani oczach?
- No.
- To jak to możliwe, że przez 9 miesięcy pani nie zauważyła, że ona jest w ciąży?
- Naprawdę, nie zauważyłam.
- Nie widziała pani, czy nie chciała pani widzieć?
- Naprawdę nie widziałam. Gdybym widziała, to by tej tragedii nie było.
- To dziecko, które znaleziono, zostało pochowane gdzieś, prawda?
- Ja tego dziecka nie widziałam.
- Nie zainteresowała się pani, gdzie jest pochowany pani wnuk? Nie chciała pani postawić świeczki?
- Ciekawa byłam, ale…
- Ale nie zapytała pani…
- Nie.

W tej chwili Lucyna K. znajduje się na obserwacji psychiatrycznej. Jeśli biegli uznają ją za poczytalną, grozi jej dożywocie. Sprawa chłopca z jeziora wciąż pozostaje jednak nierozwiązana. Co więcej, jak ustaliliśmy, jego matka może mieć na sumieniu więcej niż jedną śmierć.

- 11 lat temu w tym samym miejscu również znaleziono ciało dziecka… Trudno powiedzieć, czy obie historie coś łączy. W tej chwili, chyba nikt nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie - mówi Wojciech Drewka, dziennikarz Expressu Kaszubskiego.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl