Dom wspólny – pieniądze tylko dla niego

Dom runął – pieniędzy nie dostanie. Pani Barbara rozwiodła się z mężem, a sąd podzielił ich wspólny dotąd dom. Mieli osobne wejścia, byli w nim zameldowani. W 2010 roku budynek runął, bo osunęła się pod nim ziemia. Były mąż pani Barbary dostał od gminy pieniądze za swoją część domu, ona nie dostała ani złotówki. Dlaczego?

Barbara Słowik przez wiele lat mieszkała w Pile. W 1997 roku przeniosła się z rodziną do Szczepanowic koło Tarnowa.

- Zakochałam się w tych terenach, górzystych, pięknych, nad Dunajcem. Byłam zauroczona i zawsze chciałam mieć tu dom. Po latach oszczędzania wybudowaliśmy go – opowiada.

Ale w jej małżeństwie nie układało się najlepiej. Kiedy mąż sprowadził do domu nową partnerkę, pani Barbara wystąpiła o rozwód, a potem o podział majątku.

- Nie czuła się najlepiej w tym domu. Wiele razy ją odwiedzałam. Często drzwi do pokoi były pozamykane, nie było wody. Miała problem z umyciem i toaletą – wspomina Anna Machaj, koleżanka pani Barbary.

W 2010 roku sąd podzielił dom pani Barbary i jej byłego męża. Kobieta mogła wreszcie zrobić sobie oddzielne wejście. Ale jej radość nie trwała długo, bo dom rozleciał się na skutek osuwiska.

- Nasz dom był popękany, przyszedł człowiek z nadzoru budowlanego i stwierdził, że dom nadaje się do rozbiórki i nie wolno w nim przebywać, zakazał wstępu – mówi pani Barbara.

- Ten budynek miał powierzchnię około 160 metrów kwadratowych. Metr kwadratowy został oszacowany na około 2 tysiące złotych. Rodzina mogłaby liczyć na około 300 tysięcy złotych odszkodowania, ale ci państwo byli już po rozwodzie. Mogli więc liczyć na kwotę, która wynikała z wyceny rzeczoznawcy, czyli na około 109 tysięcy złotych – informuje Stanisław Burnat, wójt gminy Pleśna.

Pani Barbara i jej były mąż wystąpili do gminy o środki na zakup mieszkania lub odbudowę domu. Okazało się, że on pieniądze otrzymał, a ona nie dostała ani złotówki.

- Wytyczne wojewody mówią, że osobie należy się zasiłek, jeżeli w chwili zdarzenia przebywała w domu. On otrzymał należną mu połowę, natomiast pani Barbara nie przebywała w tym domu i nie otrzymała zasiłku – informuje Elżbieta Iwaniec, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Pleśnej. 

- Za te pieniądze mój były mąż kupił sobie mieszkanie, a ja czuję się całkowicie dyskryminowana. Uważam, że powinniśmy dostać po połowie. To był tak samo mój dom, jak i jego – mówi pani Barbara.

Urzędnicy z Pleśnej twierdzą, że pani Barbarze nie należą się pieniądze, bo w 2010 roku przebywała na stałe we Francji. Kobieta zaprzecza.

- Basia nie mieszkała we Francji, Basia często przebywała u mnie, u innych znajomych. Była bardzo załamana swoją sytuacją, była w ciężkiej depresji. Pamiętam, że nie wiedziała, jak sobie poradzić – mówi Anna Machaj, koleżanka pani Barbary.

- Mój były mąż, żeby zagarnąć cały majątek, powiedział, że mieszkam na stałe za granicą. Przecież to nieprawda. Nigdy nie mieszkałam tam na stałe. Nie zawsze byłam za granicą, nie zawsze miałam tam pracę, byłam i pracowałam też w Polsce – dodaje pani Barbara.

Kobieta nadal jest zameldowana w domu w Szczepanowicach, po którym dziś nie ma już śladu. Nie ma gdzie mieszkać.

- Nie wiem, jak długo to potrwa. Cały czas tułam się po różnych miejscach, śpię u znajomych, czasami wynajmuję jakieś malutkie mieszkanka – opowiada.

Pani Barbara nie może pogodzić się z decyzją urzędników. Odwołała się i czeka na ostateczne rozstrzygnięcie.

- Czekamy na wyrok, zobaczymy co będzie - mówi Elżbieta Iwaniec, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Pleśnej.  Według niej, pretensje pani Barbary są bezzasadne.

- W tej chwili jestem na lekach, bo nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić. Ile to potrwa? Nie wiem, czy doczekam tej wypłaty – mówi pani Barbara.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl