Dostali rachunki za drogę pod oknami

Mieszkańcy bloków przy ulicy Bytomskiej w Krakowie muszą zapłacić za to, że korzystają z ulicy! Droga leży bowiem na prywatnych działkach. Ich właściciele domagają się opłaty za minione 10 lat. Lokatorzy są zszokowani. Ich zdaniem za drogę powinno zapłacić miasto i to kilkadziesiąt lat temu.

- Mamy płacić za korzystanie z drogi, która okazała się prywatna. Za przejazd i za przechodzenie. Nie wiem, na jakiej podstawie zostały wyliczone te kwoty. Rozliczenia są od kilkuset złotych do kilku tysięcy – mówi pani Marzena, mieszkanka osiedla.

- Ja mam do zapłaty 6,5 tysiąca złotych, a sąsiad piętro wyżej ponad 7 tysięcy – dodaje inna lokatorka.

Sumy na wezwaniach do zapłaty zostały wyliczone na podstawie wartości okolicznych gruntów oszacowanej przez biegłego sądowego. Im większy udział w działkach przylegających ulicy, tym więcej trzeba zapłacić za korzystanie z drogi.

- Sąd przyjął, a biegły wyliczył tę powierzchnię na zasadach takich jak służebności gruntowe: prawo przechodu, prawo przejazdu. W 1958 roku wywłaszczono tylko część nieruchomości. Urzędnicy nie zadbali o to, żeby ta droga w całości stała się publiczna – opowiada Andrzej Mikulski, adwokat współwłaścicieli drogi.

- On żąda zapłaty za całą szerokość tej działki, która ma 9 do 10 metrów szerokości – mówi jedna z mieszkanek osiedla.  

Przez dziesięciolecia mieszkańcy ulicy Bytomskiej żyli w przekonaniu, że używają drogi publicznej. Swoje przekonanie opierali na dokumentach.

- Przed sobą mam akt notarialny z budynku nr 16. Napisano w nim, że właściciel będzie ponosił opłaty za oświetlenie, ogrzewanie lokalu, za dostarczanie ciepłej wody i korzystanie z dźwigu i zbiorczej anteny. Nie ma słowa o opłatach za drogę – mówi jeden z lokatorów.

- Ja mam w moim akcie notarialnym czarno na białym napisane: notariusz i przedstawiciele spółdzielni oświadczyli, że opisana powyżej nieruchomość posiada bezpośredni dostęp do drogi publicznej, ulicy Bytomskiej – dodaje inna lokatorka. 

- No, to prawdopodobnie strony, które składały oświadczenia albo nie zdawały sobie sprawy tego, z jakim stanem faktycznym mamy do czynienia, albo składały oświadczenia ewidentnie wbrew treści księgi wieczystej – mówi Andrzej Mikulski, adwokat współwłaścicieli drogi.

Prawnik współwłaścicieli drogi mówi, że miasto już dawno obiecało wykupienie tej drogi. Nieoficjalna cena to prawie 800 tysięcy złotych. Miastu jednak na tę transakcję brak pieniędzy.

- Dla nas nie ulega wątpliwości, że ta droga w przyszłości musi stać się drogą komunalną. Ten stan trzeba uregulować. Nie wyobrażam sobie, by mieszkańcy płacili jakiekolwiek opłaty. Jeśli radni uchwalą budżet ze środkami w odpowiedniej wysokości, to na bieżąco będziemy się starali takie sytuacje rozstrzygać – zapewnia Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa.

Nawet jeśli miasto wykupi udziały w ulicy Bytomskiej od klientów mecenasa Mikulskiego, to sprawy nie zakończy. Mogą się bowiem pojawić kolejni współwłaściciele.

- Osoby, których reprezentuję, są właścicielami tylko połowy tej drogi. Druga połowa należy do osób zmarłych. Może się okazać, że pojawią się następcy prawni tych osób – ostrzega Andrzej Mikulski, adwokat współwłaścicieli drogi.

- Miasto nie dopilnowało sprawy ani w latach 50., ani późniejszych, a teraz przerzuca całą odpowiedzialność na nas – podsumowuje jeden z lokatorów.*

* skrót materiału

Reporter: Michał Bebło

mbeblo@polsat.com.pl