Niebezpieczna poczta

Opłacanie rachunków na Poczcie Polskiej nie jest bezpieczne. Przekonała się o tym pani Lucyna z Wrocławia. Kobieta stała przy okienku pocztowym, gdy podbiegł złodziej i zabrał pieniądze. 70-latka straciła 650 zł. Poczta Polska odmówiła pokrycia szkody. Pani Lucyna twierdzi, że złodziej wyrwał banknoty kasjerce.

- Poczta powinna przyjąć, że to jej odpowiedzialność. Nie powinna żądać od pani Siwiec podwójnej zapłaty – uważa Jerzy Barański, Miejski Rzecznik Konsumentów we Wrocławiu.

9 października ubiegłego roku 70-letnia pani Lucyna Siwiec z Wrocławia, jak co miesiąc, chciała zapłacić rachunki za czynsz, prąd oraz abonament
Cyfrowego Polsatu. Po wypełnieniu druków wpłat poszła do najbliższej placówki pocztowej. Kasjerka przybiła stemple na drukach wpłat i wprowadziła przelewy do komputerowego systemu poczty.

- Kasjerka powiedziała ile mam zapłacić, położyłam pieniądze na ladzie, a kasjerka wzięła te pieniądze. W ręku je miała. To było 650 złotych. W tym czasie mężczyzna w kapturze odepchnął mnie – opowiada pani Lucyna.

- Nieznany sprawca wykorzystał moment przekazywania pieniędzy pracownicy urzędu pocztowego. Sprawca wyrwał pieniądze i wybiegł z placówki – dodaje Paweł Petrykowski z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Pani Lucyna prosiła kasjerkę o wezwanie policji. Ta jednak, jak twierdzi staruszka, kilkukrotnie odmówiła. Dopiero kiedy po prawie godzinie od zdarzenia na poczcie pojawiła się kierowniczka placówki, wówczas zatelefonowano po pomoc. Na złapanie sprawcy napadu nie było już wtedy żadnych szans.

- Przyjechała policja, opowiedziałam, co się stało, a kasjerka potwierdziła moją wersję. Obok stała naczelniczka i patrzyła na nią takim wzrokiem, że coś okropnego – opowiada pani Lucyna.

Poczta Polska przysłała pani Lucynie pismo, w którym stwierdza, że podczas napadu rabunkowego nieznany sprawca wyrwał pieniądze z rąk kobiety, a nie kasjerki. Skąd te ustalenia, skoro w placówce nie było żadnych świadków ani monitoringu? Tego nie wiadomo. Poczta anulowała wpłatę pani Lucyny. Aby ponownie zapłacić za rachunki, kobieta zmuszona była zapożyczyć się u znajomych.

- Dla mnie to dużo, to jest ponad połowa mojej emerytury – mówi pani Lucyna.

- Anulowano wpłatę, ponieważ pieniądze nie zostały przekazane. Wszelkich informacji udziela rzecznik poczty – powiedziała kierowniczka oddziału poczty, w którym doszło do kradzieży.

Zgodnie z sugestią pracownicy placówki, udajemy się do centrali Poczty Polskiej. Okazuje się, że jej rzecznik prasowy, Zbigniew Baranowski nie miał naszemu reporterowi zbyt wiele do powiedzenia.

- Stanowisko i wyniki postępowania przekazaliśmy klientce.
- Jakie one są?
- Stanowisko przekazaliśmy klientce.
- Może warto zainwestować w ochronę, monitoring?
- Poczta Polska spełnia wszelkie wymagane prawem zabezpieczenia.
- Czyli? Jakie narzędzia bezpieczeństwa posiada placówka we Wrocławiu?
- Przeprowadziliśmy postępowanie, które stwierdziło, że posiadamy wszelkie konieczne zabezpieczenia wymagane przepisami prawa.
- Czyli jakie?
- Wszelkie niezbędne

Za panią Lucyną murem stają prawnicy i Miejski Rzecznik Praw Konsumentów działający przy wrocławskim magistracie. Nie mają oni wątpliwości, że odpowiedzialność za to zdarzenie powinna spoczywać wyłącznie na Poczcie Polskiej, która od takich zdarzeń jest przecież ubezpieczona.

- Pieniądze zostały przekazane już obsłudze poczty, pani Siwiec straciła władztwo nad nimi. W związku z tym nie powinna ponosić odpowiedzialności, że pieniądze nie zostały przekazane. Odpowiedzialność poczty jest tutaj oczywista – uważa Jerzy Barański, Miejski Rzecznik Konsumentów we Wrocławiu.

- Doszło do zapłaty, pracownik podbił kwit, na którym było potwierdzenie zapłaty. Poczta zazwyczaj gwarantuje bezpieczeństwo. Świadczą o tym ochroniarze, monitoring, alarmy. Jeśli tam nie zamontowano monitoringu, to poczta powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za tego typu zdarzenie, które wynikło z jej zaniedbań – dodaje Paweł Golcew, prawnik.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl