Zgwałcił i żąda pieniędzy

Pani Małgorzata związała się z byłym więźniem, a ten zgotował jej piekło. Kiedy po kolejnej awanturze wyrzuciła go z domu, Krzysztof J. wpadł w szał i zgwałcił ją w lesie. Oprawca został skazany na 15 lat więzienia, ale po odwołaniu jego proces toczy się od nowa. Jednocześnie mężczyzna pozwał na drodze cywilnej panią Małgorzatę o zwrot 5500 złotych, które jej przekazał.

50-letnia pani Małgorzata Wilszewska z Kartuz kilka lat temu poznała korespondencyjnie Krzysztofa J. Mężczyzna odbywał wtedy karę więzienia. W listach twierdził, że jest niewinny.

- Po dłuższym czasie pisania do siebie robił wrażenie człowiekiem bardzo szarmanckiego, myślałam, że pana Boga za nogi złapałam. Gdy byliśmy razem i przyjeżdżał do mnie do domu, to się okazało, że jest zupełnie innym człowiekiem. Przychodził często pijany, robił awantury, oskarżał mnie o rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Bił mnie, upokarzał – opowiada pani Małgorzata.

- Krzysztof znęcał się nad mamą, my z siostrą starałyśmy się jej bronić, ale nie zawsze było to możliwe. Krzysztof ciągle był pijany, praktycznie codziennie były kłótnie – wspomina Michalina Bulczak, córka pani Małgorzaty.

Po trzech latach takiego związku pani Małgorzata zdecydowała pozbyć się Krzysztofa J. z domu. Kobiecie pomogły koleżanki z pracy.

- Spakowałyśmy rzeczy pana Krzysztofa w czarne worki i wystawiłyśmy za drzwi – opowiada jedna z nich.

- On wrócił wtedy z policją, zarzucał mi, że zagarnęłam jego mienie. Wtedy zaczęła się gehenna. Dzwonił, pisał SMS-y . Powiedział, że wyniesie mnie w czarnym worku, że żaden chirurg mnie nie pozbiera. Byłam notorycznie zastraszana – mówi pani Małgorzata.

W lipcu 2011 roku pani Małgorzata szła przez las do pracy. Krzysztof J. czekał na nią. Kilkaset metrów od domu pani Małgorzaty rozegrał się dramat.

- Nagle mnie zaatakował i wciągnął do lasu. Tam doszło do traumy: zgwałcił mnie, zagroził mi życiem. Pewnie tak by się skończyło, ale powiedziałam: Krzysiu, będą mnie szukać, wiesz, że ja się do pracy nie spóźniam. Powiedział, że mam przedzwonić i powiedzieć, że nie przyjdę – opowiada pani Małgorzata.

- W tle usłyszałam jak Krzysztof mówi: wyrzuć ten telefon. Zorientowałam się, że coś jest nie tak i zadzwoniłam na policję – mówi koleżanka z pracy pani Małgorzaty. Kilkanaście minut później koleżanki z pracy pani Małgorzaty, jej córki i policjanci byli już na miejscu. Krzysztof J. został zatrzymany.

- Stała do połowy rozebrana, miała rozpięty pasek, była cała zapłakana. Widziałam, jak policjanci złapali go i zaprowadzili do radiowozu – opowiada Michalina Bulczak, córka pani Małgorzaty.

Krzysztof J. został skazany za gwałt na 15 lat więzienia, ale po odwołaniu jego proces toczy się od nowa. Jednocześnie pani Małgorzata – jego ofiara – stała się oskarżoną. Krzysztof J. w procesie cywilnym domaga się od niej między innymi zwrotu pieniędzy. To fragment jego pozwu:

„Nie ulega wątpliwości, że Małgorzata Wilszewska pobierając od powoda pieniądze na poczet zawarcia związku małżeńskiego, nie miała zamiaru wywiązania się z umowy.”

- Sprawa dotyczy żądania zapłaty na rzecz powoda kwoty, która częściowo wynika z wzajemnych rozliczeń finansowych pomiędzy stronami. Nie ma takich ograniczeń, żeby osoba pozbawiona wolności nie mogła dochodzić swoich roszczeń przeciwko komukolwiek – mówi Wojciech Woszczyński z Sądu Rejonowego w Kartuzach.

- To, co się dzieje teraz, jest dla mnie bardziej wykańczające, niż to co przeżyłam wcześniej – podsumowuje pani Małgorzata.*

* skrót materiału

Reporter: Michał Bebło

mbeblo@polsat.com.pl