Wrobieni w bicie dzieci?

Państwo Żmijewscy byli rodziną zastępczą przez 8 lat. W 2012 roku sąd ją rozwiązał, bo małżeństwo zostało oskarżone o znęcanie psychiczne nad wszystkimi wychowankami! Akt oskarżenia oparty jest na zeznaniach tylko jednej z nich. My dotarliśmy do dwóch innych były podopiecznych rodziny, które wszystkiemu zaprzeczają. Państwo Żmijewscy twierdzą, że to spisek urzędników, z którym są w konflikcie.

Bogusława i Leszek Żmijewscy wychowali dwoje swoich biologicznych dzieci. Kiedy ich syn i córka dorośli, zdecydowali się zostać rodziną zastępczą. Żmijewscy przeszli szkolenia dla rodzin zastępczych. Pierwsze dzieci trafiły do nich w 2004 roku.

- Moja biologiczna matka wszystko przepijała, nawet zasiłek z opieki, a tu zawsze były ciepłe posiłki, czasem ciasta piekłyśmy razem z ciocią. Dla mnie to jest normalna rodzina, której nie zamieniłabym na żadną inną – mówi Dominika Nizińska, która wychowała się w rodzinie zastępczej państwa Żmijewskich.

Przez pięć lat współpraca rodziny zastępczej ze starostwem i Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Legionowie układała się dobrze. Jak twierdzą Żmijewscy sytuacja zmieniła się, kiedy zaczęli ubiegać się o status rodziny zawodowej.

- Z rodziną zawodową podpisujemy umowę i jedno z małżonków otrzymuje 2000 zł brutto wynagrodzenia – wyjaśnia różnicę między zwykłą rodziną zastępczą a zawodową Anna Kaczmarek, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Legionowie.

- W związku z tym, że było u nas sześcioro dzieci w wieku od 8 do 16 lat, nie było czasu żeby pracować – mówi Bogusława Żmijewska.

Urzędnicy nie zgodzili się na przekształcenie Żmijewskich w zawodową rodzinę zastępczą. Jak twierdzą pani Bogusława i pan Leszek, kiedy zagrozili urzędnikom, że oddadzą sprawę do sądu, zaczął się koszmar.

- Niepokojące sygnały zaczęły płynąć w 2010 roku, kiedy jedna z wychowanek złożyła doniesienie do prokuratury – mówi Anna Kaczmarek, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Legionowie.

- Ona była u nas do osiemnastego roku życia, potem wróciła do swojej matki. Dwa i pół roku później ta dziewczyna złożyła skargę na to, że w naszej rodzinie dzieją się jakieś nieprawidłowości – opowiada Bogusława Żmijewska.

- Wiem to bezpośrednio od niej. Ściągnęli ją do Legionowa, panie podały jej kartkę i powiedziały, co ma napisać. Nawciskały jej jeszcze kitu, że nam się dzieje w domu krzywda, że ma nas bronić. A jak nie, to utną jej pieniądze na kontynuowanie nauki – twierdzi Dominika Nizińska, która wychowała się w rodzinie zastępczej państwa Żmijewskich.

Na podstawie oświadczenia byłej wychowanki prokuratura wszczęła postępowanie. Żmijewscy zostali oskarżeni o znęcanie psychiczne nad wszystkimi wychowankami. Również nad Igą i Dominiką, z którymi rozmawialiśmy.

- Występuję w akcie oskarżenia jako pokrzywdzona, chociaż wcale tak się nie czuję. Żądna z tych osób mnie nie skrzywdziła. Byłam w prokuraturze i powiedziałam to wszystko – mówi Dominika Nizińska, która wychowała się w rodzinie zastępczej państwa Żmijewskich.

- Nie wiem, dlaczego one tak stwierdziły. Skoro prokurator zamieścił je w akcie oskarżenia, to widocznie miał dowód na to, że powinny być nim objęte – informuje Ireneusz Ważny z Prokuratury Rejonowej w Legionowie.

W 2012 roku sąd w Legionowie rozwiązał rodzinę zastępczą państwa Żmijewskich. Wtedy przebywała u nich jedna siedemnastoletnia wychowanka.

- Czułam, że to jest napad na naszą rodzinę. Przyszli mnie zabierać, ale nie dałam się. W tej rodzinie jest mi dobrze, wreszcie czułam się szczęśliwa, kochana. Uciekłam przed całą tą ekipą, która chciała mnie zabrać – opowiada Iga Nizińska, była wychowanka państwa Żmijewskich.

Żmijewscy czekają na wyrok. Nie są już rodziną zastępczą. Iga i Dominika, chociaż są już pełnoletnie, utrzymują bliski kontakt ze swoimi byłymi opiekunami.

- To jest moja rodzina ja ich kocham nie zostawię ich w potrzebie – mówi Dominika Nizińska.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl