Dziecko z gwałtu. Zasiłek tylko dla… ojca

Urzędnicy odebrali zasiłek rodzinie, która opiekuje się cierpiącą na porażenie mózgowe kobietą. Kiedy matka niepełnosprawnej pani Małgorzaty zmarła, opiekę nad nią przejęła siostra i babcia. W czerwcu 2013 roku zmieniły się przepisy i urzędnicy zabrali kobietom zasiłek pielęgnacyjny. Może go dostać tylko ojciec niepełnosprawnej. Problem w tym, że pani Małgorzata jest dzieckiem z gwałtu.

29-letnia pani Małgorzata cierpi na porażenie mózgowe. Wymaga całodobowej opieki. Do 2010 roku zajmowała się nią matka. Niestety, kobieta zmarła.

- Ostatnie jej słowa to były: Mamuś, nie dajcie nikomu Gosi. Zapewniłam córkę, że tak się nie stanie – wspomina Teodora Kowalska, babcia niepełnosprawnej pani Małgorzaty.


Po śmierci matki opiekę nad siostrą przejęła pani Agnieszka Pachacz. Musiała zrezygnować z pracy, bo wychowuje także samotnie 6-letniego syna.

- Siostrę trzeba przewinąć, obmyć, nakarmić i napoić. Jedzenie musi być miksowane, bo nie ma odruchu gryzienia – opowiada pani Agnieszka.

- Ona nie widzi, nie mówi. Ma porażenie mózgowe, ale rozumie, jak się do niej mówi, że ją  kochamy – dodaje Teodora Kowalska, babcia niepełnosprawnej pani Małgorzaty.

Do czerwca zeszłego roku pani Agnieszka dostawała zasiłek pielęgnacyjny jako opiekun osoby niepełnosprawnej – 520 złotych. Ale zmieniły się przepisy i świadczenie zostało pani Agnieszce odebrane.

- Wcześniej ten zapis dawał możliwość uwzględnienia indywidualnej sytuacji rodziny, teraz to jest określone bardzo precyzyjnie. Albo ktoś spełnia przesłanki i dostaje go, albo nie dostaje – mówi Ewa Kittel z Centrum Świadczeń Socjalnych w Łodzi.

A pani Agnieszka przesłanek nie spełnia, bo żyje ojciec niepełnosprawnej pani Małgorzaty. Problem polega na tym, że chora kobieta jest dzieckiem z gwałtu. Ojciec nigdy się nią nie interesował.

- To jest chore, głupota totalna. Jak ojciec, który przemocą dokonał zapłodnienia i nigdy nie widział córki, ma się nią teraz zajmować? – pyta pani Agnieszka.

- My nie zajmujemy się stanem faktycznym, tylko stanem prawnym i nie mamy na to wpływu. Przesłanką negatywną jest to, że taka osoba żyje – mówi Ewa Kittel z Centrum Świadczeń Socjalnych w Łodzi.

Po odebraniu świadczenia pielęgnacyjnego, pani Agnieszka znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Czteroosobowa rodzina utrzymuje się z emerytury babci pani Agnieszki. To 1100 złotych.

- Pani Agnieszka od lipca nie jest nawet ubezpieczona. Nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego, nie może iść do lekarza, a powinna skorzystać z rehabilitacji. Cały czas jest na lekach przeciwbólowych – mówi Tomasz Wach, adwokat, który bezpłatnie pomaga pani Agnieszce.

- Czy to nie jest chore, że osoba która chce się zająć swoją niepełnosprawną siostrą, która ma dziecko, zostaje bez środków do życia? – pytamy w Centrum Świadczeń Socjalnych w Łodzi.

- Jest to chore, ale nigdy ustawa nie uwzględni wszystkich sytuacji życiowych, które mogą wystąpić – odpowiada Ewa Kittel z Centrum Świadczeń Socjalnych w Łodzi.

Rodzina pani Agnieszki mieszka w niewielkim mieszkaniu w łódzkiej kamienicy. Mieszkanie jest zagrzybione. Nie ma w nim łazienki.

- W kraju, gdzie wydaje się tysiące na umeblowanie gabinetów, biur poselskich, my żyjemy jak szczury w norze. Nie mamy nawet toalety. Nie ma szans, żebyśmy wyszły z siostrą na spacer, ponieważ nie mamy siły jej znosić. Wózek jest ciężki, ona jest ciężka – mówi pani Agnieszka.

Kobieta nie może się pogodzić z decyzją urzędników. Złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

- To jest tylko 500 złotych, grosze, ale my z tego kupowaliśmy leki i pampersy siostrze. Nie było to obciążenie innych środków, które mogliśmy przeznaczyć na przykład na opał. Teraz jesteśmy zdani na pomoc dobrych ludzi – podsumowuje pani Agnieszka.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl