Wyciął trzustkę zamiast guza. Szokująca lista błędów

Szokująca lista błędów lekarza, który zamiast niewielkiego guza, wyciął pacjentce 14- centymetrowy fragment trzustki, przez co zmarła. Mąż kobiety dotarł do dokumentów, z których wynika, że lekarz tuż po zabiegu wiedział, że nie wyciął guza. Powinien natychmiast przystąpić do kolejnego operacji. Dlaczego tego nie zrobił?

- Widzieć tę tabliczkę na grobie, wiek 36 lat… nie do opisania. Może to jest taki człowiek, który pod przebraniem lekarza zabija ludzi? Nie mam pojęcia. To jest niewytłumaczalne. Miał wyciąć 10 milimetrów, a wyciął tak dużo, dlaczego uszkodził wiele innych rzeczy, dlaczego? - pyta Dariusz Chlebowski, mąż pani Katarzyny.

- Jak jeszcze mama nie była uśpiona, to złapała mnie bardzo mocno za rękę, że aż mnie zabolało. Mówię: mamuś kochasz mnie, tak? A ona kiwnęła głową – rozpacza 15-letnia Klaudia, córka pani Katarzyny.

O sprawie Katarzyny Chlebowskiej jako pierwsi mówiliśmy w zeszłym tygodniu. Pod koniec stycznia 36-letnia kobieta poszła na zabieg wycięcia guza nadnercza w łódzkim szpitalu. Konsekwencje zabiegu okazały się tragiczne.

- To był zabieg wycięcia guza nadnercza. Mały guz powodował chorobę Cushinga. To choroba, która wpływa na ciśnienie. Żona miała bardzo wysokie, wycięcie tego guza miało spowodować cofnięcie tej choroby. To był zabieg techniką laparoskopową, praktycznie na drugi dzień pacjent wychodzi do domu – opowiadał wówczas pan Dariusz.

- U mnie w szkole tego nie rozumieją, bo nie przeżyli tego nigdy. Mają w domu mamę, przychodzą ze szkoły, to czeka na nich z obiadem, ja tak nie mam – dodaje 15-letnia Klaudia.

Pan Dariusz chce wiedzieć, co naprawdę zdarzyło się podczas zabiegu. Zdobył dokumenty, z których wynika, że podczas pierwszej operacji lekarz wiedział, że nie wyciął guza. Dokumentów o leczeniu jego żony - szpital nie chciał mu przekazać.

- Zlokalizował guz, który miał wyciąć, a potem jest napisane: „bardzo trudne warunki ze względu na dużą ilość tłuszczu”. Przy chorobie Cushinga jest to rzecz naturalna. W tym momencie powinien natychmiast przerwać operację techniką laparoskopową i zrobić operację otwartą. To już jest pierwszy błąd – wylicza pan Dariusz. Po chwili dodaje: Następne pytanie, dlaczego guz miał 10 milimetrów, a on jej wyciął prawie 14 centymetrów? Bo nie tylko wyciął kawał trzustki, on wyciął też kawał śledziony, przekłuł jej kilka razy żołądek, przeciął 15 centymetrów otrzewnej, zrobił kilka nakłuć w okolicy żyły nerkowej. Śledziona trzymała się tylko na włóknach tłuszczu, była całkowicie martwa. Napisane jest, że lekarz wyciągnął ten guz i na stoliku preparacyjnym przeciął go w pół. Napisał, że to tkanka zrazikowa. Czytając to, mój biegły się przeraził, taka tkanka to jest trzustka! On wiedział, że to jest trzustka, dlaczego nie zareagował?

Szpital rozwiązał umowę z lekarzem przeprowadzającym zabieg. Chcieliśmy z nim porozmawiać, niestety nie zastaliśmy go w innej klinice, gdzie wciąż przyjmuje pacjentów.

Pani Katarzyna zmarła wieczorem 22 lutego. Przedwczoraj był jej pogrzeb. Mąż i córka nie mogą się pogodzić z jej śmiercią. Pan Dariusz chce ukarania winnych. Sprawą zajmuje się prokuratura.

- Gdy zadzwonił telefon z numeru zastrzeżonego, to już się bałem odebrać. Usłyszałem znajomą doktorkę, przedstawiła się, że jest ze szpitala Kopernika. Powiedziała, że żona zmarła i że przeprasza, że jej nie uratowała. Tylko ona to zrobiła, tylko pani doktor z intensywnej terapii – rozpacza pan Dariusz.

- To jest zabieg wysokiego ryzyka. Ogon trzustki leży w sąsiedztwie nadnercza i te struktury w różnych atlasach anatomicznych są przedstawiane w różnych kolorach. Natomiast tkanki obu tych narządów wyglądają identycznie – mówi Adrianna Sikora, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. M. Kopernika w Łodzi.

Według szpitala wycięcie trzustki zamiast guza nadnercza to nie błąd lekarski, a „niepożądane zdarzenie medyczne”. Mężowi i córce pani Katarzyny trudno zrozumieć, jak można pomylić zdrowy narząd z guzem.

- Jest nam z tego powodu bardzo przykro, natomiast musimy z całą stanowczością powiedzieć, że nie doszło do popełnienia błędu medycznego, jest to typowe klasyczne zdarzenie niepożądane. W trakcie zabiegu techniką wideoskopową identyfikacja struktury jest niemożliwa, należy zakończyć zabieg, rozpoznać usuniętą strukturę i dopiero ewentualnie przystąpić do reoperacji. Tak też to miało miejsce w tym przypadku – twierdzi Adrianna Sikora, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. M. Kopernika w Łodzi.

- Zrobiłabym wszystko, żeby mama wróciła, ale nic nie mogę zrobić – mówi 15-letnia Klaudia.*

* skrót materiału

Reporterka: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl