Piąty miesiąc aresztu. Broni ich nawet poszkodowany

Zbyt pochopny areszt? 19-letni Łukasz i 20-letni Emil wraz z dwoma kolegami od pięciu miesięcy siedzą w areszcie. Są oskarżeni o napad na młodszego kolegę, Mikołaja. Łukasz i Emil twierdzą, że tylko obserwowali zajście. Nawet sam poszkodowany twierdzi, że powinni być wolni.

- Syn mówi: mama, patrzę tylko na szczere pola i samoloty, nic więcej nie widzę. Kładę się spać i myślę o rodzinie, a łzy mi ciurkiem lecą – opowiada Wiesława Świetlik, matka aresztowanego Emila.

- Na początku w ogóle nie spałam, teraz się troszeczkę przyzwyczaiłam.  Cały czas człowiek żyje nadzieją, że na drugi dzień wyjdzie – mówi Grażyna Dąbek, matka aresztowanego  Łukasza.

20-letni Emil Świetlik cieszył się pierwszą pracą, 19-letni Łukasz Dąbek miał za kilka tygodni zdawać maturę. Od listopada ubiegłego roku obaj wraz z dwójką znajomych są zamknięci w areszcie tymczasowym i oskarżeni o napad na 17-letniego Mikołaja.

- Wszyscy chłopcy się znają. Mikołaj był winien jednemu z nich pieniądze. Umówili się, że pojadą na stację benzynową. Tam mieli się spotkać z kolegą Mikołaja, który miał dać pieniądze w celu zwrotu zadłużenia. Nie jechali z zamiarem jakiejś kradzieży, czy rozboju. To wynikło zupełnie przypadkowo – mówi Sylwia Dąbek, siostra aresztowanego Łukasza.

- Syn mówi: mamo ja nic nie zrobiłem, ja ich tylko podwiozłem. Nie wiedziałem, że coś tam będzie, nic nie zrobiłem – opowiada Grażyna Dąbek, matka Łukasza.

- Łukasz po całym zajściu przyszedł i przeprosił Mikołaja i mnie za to całe zdarzenie. Powiedział, że nie był świadom, że tak to się potoczy – dodaje Piotr Kotlarski, ojciec 17- letniego Mikołaja.

Wszyscy chłopcy byli znajomymi ze szkoły podstawowej. Mikołaj opowiedział rodzicom, że jeden z dwudziestolatków żądał zwrócenia 200 zł i groził mu nożem. To dlatego ojciec Mikołaja zdecydował, że o całym zdarzeniu trzeba powiadomić policję. Obrażenia były tak nikłe, że nie zrobiono obdukcji.

- W momencie zgłaszania sprawy policjanci nie mówili, jak to będzie wyglądało. Nie zostałem poinformowany, że tak ta sprawa będzie wyglądała – opowiada Piotr Kotlarski, ojciec 17- letniego Mikołaja.

- Syn nic nie zrobił, ale był. Usłyszałam, że nie udzielił pomocy. Jakiej pomocy miał udzielić? Żeby udzielić pomocy, to trzeba kogoś tłuc, kopać, przewracać, a tam takiego zdarzenia nie było – mówi Wiesława Świetlik, matka aresztowanego Emila.

Prokurator zadecydował, że czterej młodzi mężczyźni są tak samo winni i muszą odpowiedzieć za zorganizowany napad. Jednak w pierwszej fazie prowadzonego śledztwa w ocenie policjantów to nie był rozbój.

- Wstępnie nie było mowy o żadnym rozboju. Nie znam zeznań, nie mam wiedzy skąd prokuratura wzięła materiał dowodowy na tak ciężkie zarzuty. My nie zebraliśmy materiałów na takie zarzuty – powiedział nam jeden z policjantów, który zajmował się sprawą.

- Prokurator wszystkim czterem osobom postawił zarzut działania wspólnie i w porozumieniu. Istota przyjęcia takiej kwalifikacji prawnej polega na tym, że nie każdy ze sprawców musi realizować wszystkie elementy tego czynu. Środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania nie jest oczywiście karą. Jego celem jest zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania – mówi Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

- Rozmawiałam z Mikołajem. Powiedział, że jest zdziwiony, że Emil i „Dąbek” siedzą – opowiada Wiesława Świetlik, matka aresztowanego Emila.

Pierwsza rozprawa przed sądem jest zaplanowana na 24 kwietnia. Wiesława Świetlik z trudem opowiada o widzeniach z synem w areszcie. Grażyna Dąbek, ponieważ zeznaje w sprawie, nie widziała swojego syna od ponad pięciu miesięcy. Współodpowiedzialność czterech dwudziestolatków dziwi nie tylko ich rodziny, ale także ojca pokrzywdzonego w całej sprawie 17- letniego Mikołaja.

- Syn czuje się głupio, że Łukasz jest w to zamieszany i też ma kłopoty. Nie myślał, że tak to się skończy. On sobie nie zdawał sprawy, że to jest czyn na tyle karalny – mówi Piotr Kotlarski, ojciec 17- letniego Mikołaja.

- Powiedział, że chciałby mieć kulę u nogi, byleby tylko być w domu. Często wzywa panią psycholog na rozmowę. Ona mówi, że syn ciągle popłakuje, nie umie się znaleźć w tej sytuacji, że nie wie dlaczego tam jest – opowiada Grażyna Dąbek, matka aresztowanego Łukasza.*

* skrót materiału

Reporterka: Milena Sławińska

mslawinska@polsat.com.pl