Starannie zaplanowane oszustwo?

Firma Pork Handel z Olsztyna nie zapłaciła rolnikom setek tysięcy złotych za trzodę chlewną. Jej właściciele podpisali umowy, zabrali zwierzęta, a później sprzedali firmę Dominice L. i Janowi R. z Warszawy. Dominika L. mówi, że jest zwykłym „słupem”, a jej wspólnik żyje z przejmowania zadłużonych firm! Nabył ich już około 5 tysięcy.

Do naszej redakcji zgłosili się państwo Emilia i Tomasz Siekierowie. To rolnicy z okolic Łowicza utrzymujący się z hodowli trzody chlewnej. Twierdzą, że zostali oszukani przez firmę Pork Handel z Olsztyna na kwotę 80 tysięcy złotych. Firma kupiła rok temu od nich tucznik i mimo zawarcia umowy, nie zapłaciła za zwierzęta.

- Firma w ciągu miesiąca obracała 5 milionami złotych i wszystko nagle się skończyło? To podejrzane – mówi Tomasz Siekiera.

W podobnej sytuacji jest stryjostwo pana Tomasza. Firma Pork Handel zalega im od kwietnia zeszłego roku aż 217 tysięcy złotych. Poszkodowanych jest dużo więcej. Adamowi Matuszewskiemu właściciele firmy winni są 120 tysięcy.

- Jest jeszcze rolnik, z Łódzkiego, któremu wiszą 20 tys. zł i jeszcze jeden, któremu zalegają  400 tys, zł. Sprzedaliśmy tuczniki firmie, która zobowiązała się wypłacić pieniądze w ciągu 14 dni. Dzwoniliśmy tam, byliśmy na miejscu. Wszystko na nic – mówi Zofia Siekiera.

- W tej chwili jestem gdzieś w Polsce – mówi nam przez telefon Cezary D., były prezes firmy i dodaje: wpadliśmy w długi, bo kontrahent nie zapłacił. Znalazł się człowiek, który kupił udziały i zobowiązał się spłacić zadłużenie. Zajmują się tym służby.

Jedziemy do Olsztyna. Po siedzibie firmy ani jej prezesach nie ma już żadnego śladu. Okazuje się, że właściciele firmy Pork Handel w lipcu ubiegłego roku nagle sprzedali spółkę Dominice L. i Janowi R. z Warszawy. 

- Dominika L. powiedziała, że jest „słupem”, ktoś jej płaci, żeby kupować takie spółki – mówi Emilia Siekiera, oszukana przez Pork Handel.

Dotarliśmy do Dominiki L, która wraz z Janem R. kupiła Pork Handel i została prezesem firmy. Kobieta twierdzi, że poprzedni właściciele zapłacili jej wspólnikowi, żeby przejął spółkę. 

- Ja nic nie wiem w tej sprawie, jestem przysłowiowym słupem. Jest przepis, że mogę to w ciągu dwóch tygodni odwołać. Odkupuję udziały i przejmuję spółki, ale jeżeli złożę rezygnację, to ani sąd, ani prokuratura, ani policja nic nie mogą zrobić, nie ma wtedy prezesa. Wszystko zgodnie z prawem – opowiada Dominika L.

- Dostaliśmy pismo od nowej pani prezes, że w ciągu pół roku należności zostaną uregulowane – mówi  rolnik Wiesław Siekiera.

- To pic na wodę, fotomontaż. Żeby to było prawomocne, to musi się podpisać wierzyciel i dłużnik. To jest zamydlenie klientowi oczu – dodaje Dominika L.

Oszukani rolnicy poszli do sądu. Ten nakazał spłacić nowym właścicielom zobowiązania. Jednak komornik stwierdził, że nie mają oni żadnego majątku i umorzył postępowanie. Łowicka prokuratura badająca sprawę nie dopatrzyła się złamania prawa.

- 14 marca zapadła decyzja o umorzeniu śledztwa. Żeby mówić o oszustwie, to musimy udowodnić, że w momencie popełnienia czynu, taki zamiar istniał – tłumaczy  Jacek Pakuła z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

- Draństwo, banda złodziei. Jak to możliwe, że w Polsce mogą dziać się takie rzeczy? Wielu rolników zostało okradzionych – mówi rolnik Wiesław Siekiera.

Na koniec Dominika L.: Mój wspólnik nie mógł zostać prezesem, ma zakaz sądowy. On ma już około 5 tysięcy spółek. Płacą mu, żeby kupił. Przykładowo: pan ma firmę z długiem 100 tys. zł, to my go odkupimy za prowizję 4 tysięcy, a pan się pozbywa problemu. Spotka pan go, jak pojedzie do Hong Kongu. Jest poszukiwany listem gończym… *

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl