Dożywocie bez dowodów

Upośledzony Piotr Mikołajczyk odsiaduje wyrok dożywocia za zamordowanie siekierą dwóch kobiet. Wiele wskazuje na to, że jest niewinny! Żaden z zabezpieczonych na miejscu zbrodni śladów nie należał do mężczyzny. Jedynym dowodem prokuratury było przyznanie się do winy pana Piotra. Dziś mężczyzna twierdzi, że przyznał się, bo był zastraszany na komisariacie.

Tłokinia Wielka to mała wieś w pobliżu Kalisza. Cztery lata temu doszło tu do potwornej zbrodni. Ofiarą mordercy padły dwie kobiety. 44-letnia Monika K. oraz jej 80-letnia matka - Bronisława J.

- Z kim miały mieć konflikty? Jak Monika tylko chodziła do sklepu, a babka może raz na rok się pokazała na wsi. O wrogach to nawet nie ma co dyskutować – mówi jeden z mieszkańców Tłokini.

Jest 3 listopada 2010 roku. Przed południem pani Monika wychodzi do sklepu. Jej matka zostaje w domu sama. Chwilę później do drzwi puka morderca. W dłoni ściska siekierę.

- Zabija mamę i czeka trzy godziny na siostrę. Po zbrodni na nasze podwórko weszło mnóstwo ludzi, zadeptali ślady – opowiada Barbara Ubysz, córka i siostra ofiar.

- Zabezpieczenie śladów na miejscu zbrodni wyglądało źle – przyznaje Ewa Głowacka- Andler z Sądu Okręgowego w Kaliszu.

- Jakby się ktoś pomylił i chciał ich obrabować, to by chałupa była rozwalona w środku. A one nie miały z czego żyć, babka miała tylko rentę. Później wszyscy chodzili wkoło po podwórku i patrzyli, czy siekiera nie leży. Ludzie, a nie policja! A ten z Opatówka stał przy bramie i się trząsł, bo trup. No, to policjant? Później o 20 psa ściągnęli, jak przez dwie godziny deszcz padał. Pies usiadł przy drzwiach i uszy przykulił. Nie wiem, czy nie lepszy byłby taki z podwórka - opowiada mieszkaniec Tłokini.

Dziewięć miesięcy po zabójstwie do śledczych trafia anonimowy donos. Okazuje się, że w czasie, gdy doszło do mordu w Tłokini mieszkał 22-letni Piotr. Pracował jako pomocnik w jednym z tutejszych gospodarstw. Kilka dni później Piotr został zatrzymany.

- Gdy go ujęli, to policja do mnie dzwoniła, bo chcieli zrobić z nim wizję lokalną. Kontaktowali się ze mną jeszcze przed złożeniem przez niego zeznań. Czyli z góry założyli, że będzie winny – mówi Barbara Ubysz, córka i siostra ofiar.

Udało nam się porozmawiać ze skazanym Piotrem:

Reporter: Te kobiety, pan je znał?
Piotr: Nie.
Reporter: Rozmawiał pan z nimi kiedykolwiek?
Piotr: Nie.
Reporter: A z widzenia pan te kobiety znał?
Piotr: Nie.
Reporter: Nie kojarzył ich pan nigdy, nie widział?
Piotr: Widziałem.
Reporter: Czyli z widzenia pan je znał.
Piotr: Widzieć, widziałem.
Reporter: Kiedy pan był w sądzie – pan rozumiał, co się dzieje na sali? O czym oni mówią, o co pytają?
Piotr: Nie.
Reporter: Co to znaczy podtrzymać zeznania? A co to znaczy odwołać zeznania? Wie pan, czy nie? Bo pan swoje odwołał.
Piotr: Nie, nie umiem tego.
 
W dniu zatrzymania, Piotra przewieziono do komendy policji w Kaliszu. Tam mężczyzna złożył obszerne zeznania. Przyznał się do obydwu zabójstw. Ze szczegółami opowiedział policjantom jak dokonał okrutnych zbrodni.

- Według policji, wypił litr wódki, cztery piwa, a następnie poszedł na drugą stronę ulicy, żeby zabić dwie kobiety – mówi Ewa Bąkowska dziennikarka „7 dni Kalisza”.

- Wziął ze sobą siekierę, młotek, które jak stwierdził w zeznaniach, zawsze przy sobie nosił. Codziennie. Nikt nie chodzi codziennie z siekierą za paskiem – opowiada Marta Kaźmierczak-Mielczarek, siostra cioteczna skazanego Piotra.

Fragment zeznań Piotra:„Wyciągnąłem zza koszuli siekierę i uderzyłem ją ostrzem siekiery, w przód głowy. Wtedy do domu weszła Monika. Chciała uciekać. Wówczas, złapałem ją za kaptur od kurtki, kaptur się urwał i został mi w ręce.”

Inny fragment zeznań Piotra: „Ja Monikę jeszcze uderzyłem trzy razy w głowę i gdzieś w piersi. Chyba wszystkie uderzenia dotarły do Moniki. Monika już się nie podniosła. Następnie podszedłem do babki i ją jeszcze uderzyłem. Przeszedłem przez dziurę w płocie i poszedłem do stodoły.”

- Piotrek miał iść w biały dzień środkiem ulicy zakrwawiony od stóp do głów i nikogo to nie zdziwiło? – niedowierza Marta Kaźmierczak-Mielczarek, siostra cioteczna Piotra.

Kolejny fragment rozmowy ze skazanym Piotrem:

Reporter: Opowiadał pan, że obserwował to podwórko ze stodoły…
Piotr: Tam nie mógłbym patrzeć, bo tam nic nie widać.
Reporter: To czemu pan opowiedział coś takiego?
Piotr: Nie wiem.

Ze wskazanej w zeznaniach stodoły rzeczywiście nie widać podwórka ofiar. Co na to śledczy?

Reporter: To jest fizycznie niemożliwe, ta stodoła jest zasłonięta przez inny budynek!

Janusz Walczak, Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim: Protokół oględzin znajduje się w aktach sprawy.

- Podwórko było widać. Tak przynajmniej miał podane sąd – mówi Ewa Głowacka-Andler z Sądu Okręgowego w Kaliszu.

- Policjanci jako motyw wskazali, że siostra i osoba, która jest oskarżona znały się półtora tygodnia i łączył ich seks – opowiada Barbara Ubysz, córka i siostra ofiar.

Fragment zeznań Piotra: „Uprawiałem z Moniką seks. W pomieszczeniu – kuchni. W domu, gdzie mieszkała Monika. Kiedy uprawialiśmy seks, w pokoju obok była Bronisława J. i córka Moniki.”

Skazanego za morderstwo Piotra nie pamięta jednak córka zamordowanej Moniki K. Twierdzi, że pierwszy raz zobaczyła go na sali sądowej. Jak to możliwe?

- Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć – mówi Ewa Głowacka-Andler z Sądu Okręgowego w Kaliszu.

Kolejny fragment rozmowy ze skazanym Piotrem:

Reporter: Dlaczego zeznał pan, że uprawiał pan z nią seks?
Piotr: Nie wiem.
Reporter: Że, mieliście romans… Czemu pan takie rzeczy powiedział?
Piotr: Nie wiem. Chciałem jak najszybciej mieć spokój już.
Reporter: Czy oni bili pana, straszyli w jakiś sposób?
Piotr: Wodą.
Reporter: Wodą. Ale co z tą wodą robili?
Piotr: Pod prysznic mnie brali. I później się przyznałem, żeby mieć spokój.
Reporter: To była zimna woda czy gorąca?
Piotr: Zimna.
Reporter: Krzyczeli na pana?
Piotr: Tak.
Reporter: Czym pana straszyli?
Piotr: Że, mają dowody, nie? I że, mają świadków, nie?
Reporter: A mówili, co się stanie, jeśli pan się nie przyzna?
Piotr: Nie.

- Trafiają na słabą osobę, która nie potrafi się obronić, nie ma pieniędzy na adwokata, ta osoba się przyznaje i mamy sukces – komentuje Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

- W tej chwili nie udzielę na pewno żadnej informacji w tej sprawie. Jest śledztwo prowadzone przez prokuraturę – powiedział policjant z Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu.

Pokazaliśmy skazanemu Piotrowi zdjęcia z miejsca zbrodni: 

Reporter: Pamięta pan to?
Piotr: Nie.
Reporter: To jest pani Monika.
Piotr: Nigdy tam nie byłem w środku. W ogóle nie byłem tam.
Reporter: Po co przyznawał się pan do zabicia dwóch kobiet?
Piotr: Bo się bałem. Policjantów.
Reporter: A może to jednak prawda? Może zrobił to pan?
Piotr: Nie.

Na miejscu zbrodni znaleziono liczne odciski palców oraz męskie DNA. Żaden ze śladów nie należał jednak do Piotra Mikołajczyka. Mimo to, prokuratura postawiła mu zarzut podwójnego zabójstwa. W kwietniu 2011 roku sąd w Kaliszu skazał go na dożywocie.

W październiku 2012 roku sąd apelacyjny uchylił wyrok. Wytknął prokuraturze szereg błędów i nakazał przeprowadzenie ponownego procesu. Jego przebiegiem zainteresowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Zdaniem jej przedstawicieli, w sprawie pana Piotra doszło do pomyłki sądowej.

- Ja bym chciał, żeby pan prokurator pokazał dowody, bo jak  na razie, to ma tylko przyznanie się osoby upośledzonej umysłowo. Co jest jeszcze ważne w tej sprawie. Jeżeli mówimy, że Piotr Mikołajczyk jest niewinny, to sprawca chodzi po wolności – mówi Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl