Zapłacili za wakacje – nie pojadą

Zamiast zagranicznej wycieczki, nerwy i stres jeszcze w Polsce. Wszystko za sprawą agenta turystycznego, który w biurze na warszawskim Targówku sprzedawał wycieczki w bardzo promocyjnych cenach. Ludzie wpłacili pieniądze i czekali na wylot. Tymczasem właścicielka agencji zniknęła. Nie wiadomo, co zrobiła z pieniędzmi.

Pieniądze klientów agencji turystycznej wcale lub tylko w niewielkiej części trafiały do organizatorów wycieczek.

- Nam proponowano wyjazd za 2500 zł, natomiast Itaka rezerwowała ten wyjazd za 4100 zł od osoby – mówi Maciej Knap, który miał lecieć na wyspę Kos.

- Mieliśmy z dużą grupą osób wyjechać do Grecji na wyspę Kos 16 lipca. Wpłaciliśmy całą kwotę na konto K… Travel, ale pieniądze nie poszły dalej do Itaki. Zapłaciliśmy za czteroosobową rodzinę 7200 zł – dodaje Marek Pytka, klient agencji turystycznej.

Co się stało z pieniędzmi, które wpłacili klienci?

- Nie znamy jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Musimy uzyskać wgląd w bilingi rachunków bankowych, zobaczyć, jaki był przepływ środków – odpowiada Paweł Śledziecki z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ.

Izabela L. zajmowała się pośrednictwem w sprzedaży wycieczek od 2009 roku. Od połowy ubiegłego tygodnia skargami oszukanych klientów zajmuje się warszawska prokuratura. Nasza redakcja próbowała się skontaktować z Izabelą L., która formalnie prowadziła biuro i odpowiada za sprzedaż fikcyjnych wycieczek. Niestety nie zastaliśmy jej pod żadnym ze wskazanych adresów.

Udało się nam porozmawiać z były prezesem spółki. Krzysztof K. zapewniał, że do kwietnia nie wiedział o problemach klientów spółki. W kwietniu zrezygnował ze stanowiska.

- Pełne pełnomocnictwa, potwierdzone przez notariusza były przekazane pani L. Ona to prowadziła. Ja nie uczestniczyłem w działaniach operacyjnych firmy – powiedział nam Krzysztof K., były prezes spółki.

Agencja turystyczna z Targówka współpracowała z kilkoma dużymi organizatorami wycieczek. Każdy z touroperatorów wprowadza w tej chwili swoje rozwiązania, aby umożliwić turystom wyjazd na wakacje.

- Jeśli chodzi o naszą sytuację, to klientów poszkodowanych przez K... Travel jest niewielu i my z nimi się kontaktowaliśmy. Jesteśmy w stałym kontakcie z nimi i chcemy, żeby ich wyjazdy doszły do skutku. Natomiast wiemy, że wielu klientów nie wyleciało i nie wyleci na swoje wakacje – mówi Marzena German z Best Reisen Group, touroperatora, który stara się pomóc poszkodowanym turystom.

- Kluczowe jest to, jak skonstruowane są umowy. Jeśli są to umowy pomiędzy klientem a organizatorem turystyki, nie agentem, ale właśnie touroperatorem, to są one korzystne dla klientów. Natomiast gorzej, jeżeli takiej umowy w ogóle nie było lub została sfałszowana. Wtedy touroperator nic do tego nie ma, mamy do czynienia z przestępstwem - mówi Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki.

Taką sfałszowaną umowę ma pani Anna Dobosz z Zielonki, która miała za dwa tygodnie ma polecieć do Turcji.  Jej mama, pani Grażyna, również zakupiła zagraniczne wakacje za pośrednictwem Izabeli L. Pani Anna po wpłaceniu 2200 zł została z niczym. Pani Grażyna dowiedziała się, że rabat, o którym zapewniała agentka, nigdy nie został udzielony i zamiast wyjazdu na dwa tygodnie, może polecieć na tydzień.

- Wszystko wydawało mi się w porządku. To, że umowa została wypisana ręcznie, nie wzbudzało moich podejrzeń, była na druku firmowym. W poprzednich latach ceny też były atrakcyjne i nie mijało się to z prawdą. Nie mogłam powiedzieć, że to jest oszust. A jednak, w tym roku okazało się coś innego – mówi Anna Dobosz.

Agencja turystyczna Izabeli L. w ubiegłym roku miała przejściowe problemy finansowe. Wtedy jednak udało się je rozwiązać i postępowanie w prokuraturze umorzono. Teraz sytuacja jest znacznie poważniejsza. Ze wstępnych szacunków wynika, że oszukani klienci mogli stracić nawet setki tysięcy złotych.

- Na pewno jest to próba wyłudzenia pieniędzy od klientów i próba oszukania touroperatora. Udało się nam dowiedzieć, że klienci K… Travel przyjeżdżali na lotnisko, a nie byli w ogóle na listach wylotowych. Ich rezerwacje nie docierały do touroperatorów, więc inaczej tego nie można nazwać – mówi Marzena German z Best Reisen Group.

- Ufałam jej, bo byłam już z nią klika razy na wycieczkach i byłam zadowolona. Nie miałam powodu, żeby przypuszczać, że ona chce mnie oszukać. Z tego co wiem, najbardziej oszukała tych ludzi, którzy z nią byli kilkakrotnie, ponieważ ufaliśmy jej – podsumowuje Katarzyna Wachnik, która zapłaciła za wycieczkę do Maroka.*

* skrót materiału

Reporterka: Milena Sławińska

mslawinska@polsat.com.pl