Urzędnik to nie dobra wróżka. Z dziećmi pod most!

Matka 6-letnich bliźniaków czeka na eksmisję z mieszkania w Bydgoszczy. Trafi z dziećmi pod most, bo odmówiono jej prawa do lokalu socjalnego. Według urzędników pani Agnieszka nie może go dostać, bo żyje w zbyt dużym mieszkaniu i nie spełnia jednego z kryteriów. Nikogo nie obchodzi, że najemcą tego mieszkania nie jest pani Agnieszka, ale jej była teściowa!

Trzydziestoletnia pani Agnieszka jest ofiarą przemocy, matką samotnie wychowującą sześcioletnie bliźniaki. Kobieta od kilku lat walczy o  przetrwanie. O godne życie dla swoich dzieci.

- Agnieszka ma rozrusznik serca, bardzo często mdleje. Straciła pracę, bo ciągle była w szpitalu na badaniach, nie miała z kim zostawić dzieci. Myślę, że wiele osób załamałoby się w takiej sytuacji, ona jakoś się trzyma – opowiada pani Weronika, koleżanka pani Agnieszki. 

Do pani Agnieszki dotarliśmy z kamerą trzy lata temu. Wtedy to opowiedziała nam o swoich życiowych dramatach. Pierwszy zaczął się, kiedy miała zaledwie 10 lat. Ojciec pani Agnieszki gwałcił ją. Koszmar trwał kilka lat. 

- Mówił, że jak komuś powiemy, to nas zabije. Matka wiedziała o tym, tłumaczyła się tym, że się bała – opowiadała wówczas pani Agnieszka.

Jej ojciec trafił do szpitala psychiatrycznego, a ona chciała zapomnieć o dramacie. Marzyła o stworzeniu rodziny. Poznała Krzysztofa C. Siedem lat temu wzięli ślub. Rok później urodziły się bliźniaki. Szczęście, jak twierdzi pani Agnieszka, nie trwało jednak długo.

- Potrafił przywiązywać do kaloryfera, wtedy wykorzystywał mnie. Były momenty, że zamykał nas w mieszkaniu, żebym nie poszła na policję. Nienawidzę go – opowiadała nam pani Agnieszka.

Kobieta twierdzi, że z roku na rok było coraz gorzej. Awantury, nadużywanie alkoholu przez męża stawały się codziennością.

- Pewnego dnia zaczął mnie dusić. Gdy syn stanął w mojej obronie, to go tak popchnął, że uderzył o kafelki. To zaważyło na tym, że poszłam na policję - mówiła pani Agnieszka.

Kobieta miała już dość przemocy .W końcu, trzy lata temu Krzysztof C . został zatrzymany i trafił do aresztu. Jednak areszt opuścił po wpłaceniu kaucji.  Trzy lata temu próbowaliśmy porozmawiać z Krzysztofem C. Bezskutecznie.

Rok temu pani Agnieszka rozwiodła się z mężem. Zapadł także wyrok za znęcanie się nad nią. Krzysztof C. został skazany na dwa lata w zawieszeniu na cztery lata. Od wyroku jednak odwołał się. 

Pani Agnieszka nie miała gdzie zamieszkać z dziećmi. Pozostała w lokalu socjalnym, którego najemcą była jej teściowa. Jak twierdzi, zrobiła to, bo taką umowę ustną zawarła z byłym mężem i jego matką.

- Takie były ustalenia w ośrodku pomocy społecznej. Teściowa przebywa gdzieś za granicą, więc tak zostało. To ona z moim byłym mężem miała płacić za mieszkanie – twierdzi pani Agnieszka.

Kobieta chciała jednak czuć się bezpiecznie, za wszelką cenę próbowała opuścić mieszkanie i zacząć życie od nowa. Starała się o lokal socjalny. Niestety, przydziału nie dostała.

- Są dwa kryteria, które musi spełnić bezwzględnie osoba ubiegająca się o przydział lokalu. Pierwsze to kryterium dochodowe i to kryterium pani Agnieszka spełniła. Drugie to powierzchnia dotychczasowego lokalu. Nie może być większa niż pięć metrów kwadratowych na osobę, a pani Agnieszka ma 8,61 metra – mówi Janusz Nowak z miejskiej komisji mieszkaniowej w Bydgoszczy.

Pani Agnieszka nie dostała lokalu socjalnego. Wkrótce straci także mieszkanie, które zajmuje. Grozi jej eksmisja. Powód? Teściowa, jako główny najemca, nie mieszka z panią Agnieszką i za mieszkanie nie płaci. 

- Dla nas stroną i najemcą mieszkania była teściowa tej pani. Ta pani mogła tam mieszkać, ale tylko na prawach członka rodziny – mówi Magdalena Marszałek z Administracji Domów Miejskich w Bydgoszczy.

Pani Agnieszka nie ma kontaktu z teściową i byłym mężem. Dziś kobieta żyje z dziećmi za 1100 złotych z funduszu alimentacyjnego. Nie pracuje, gdyż ma rozrusznik serca i często trafia do szpitala. Samotna matka czeka na eksmisję. Zanim to nastąpi, musi co miesiąc płacić ponad 800 złotych odszkodowania. Bo mieszkanie zajmuje nielegalnie, bez umowy. A lokal socjalny kobiecie będącej w tragicznej sytuacji, nie należy się. Takie są przepisy.

Rozmawiamy z Januszem Nowakiem rzecznikiem Miejskiej Komisji Mieszkaniowej w Bydgoszczy:

Reporterka: Pani Agnieszka nie żyje w swoim mieszkaniu, tylko teściowej.
Rzecznik: Dobrze proszę panią, ale jestem rzecznikiem, a nie uzdrawiaczem świata!
Reporterka: Czyli lepiej, jakby pani Agnieszka mieszkała pod mostem, wtedy kryteria by spełniała?
Rzecznik: Ja nie chcę nikogo namawiać do mieszkania pod mostem, ale każdy jest wolnym człowiekiem.
Reporterka: Ale wtedy by spełniała?
Rzecznik: Tak, wtedy tak.
Reporterka: To gdzie ona ma teraz zamieszkać?
Rzecznik: Proszę pani, ja jestem rzecznikiem miejskiej komisji mieszkaniowej, a nie dobrą wróżką.

- Gdyby nie miłość do dzieci, to już dawno bym się poddała. Mam jednak dla kogo walczyć, musze ich wychować, muszą wyjść na dobrych ludzi – podsumowuje pani Agnieszka.*

* skrót materiału

Reporterka: Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz

interwencja@polsat.com.pl