Tragedia za tragedią

Kilka tygodni temu całą Polskę obiegła informacja o tragedii pod Sochaczewem. W pożarze przyczepy kempingowej spaliła się trzyletnia dziewczynka. Do tragedii doszło przez przypadek, przyczepa została podpalona przez czteroletniego brata dziewczynki. Niestety nie jest to jedyne nieszczęście, jakie dotknęło rodzinę. Od kilku lat ojciec pani Sylwii, matki dziewczynki, chcę ją i jej rodzinę wyrzucić z domu.

Pani Sylwia  jest matką trojga dzieci. Swojego dzieciństwa nie wspomina dobrze, bo jej ojciec zostawił rodzinę i wyjechał za granicę.  Cały ciężar opieki nad nią i jej rodzeństwem spadł na jej matkę.  Od zawsze zmagali się z biedą.


 - Nigdy się nami nie interesował i nigdy nie był dobrym ojcem.  Jeszcze  jak w Polsce pracował,  to przepijał wszystkie pieniądze. Po prostu jedliśmy chleb ze smalcem – mówi pani Sylwia Dłutek, którą ojciec chce eksmitować.


 - Dom wybudowaliśmy  razem, z byłym mężem . Jesteśmy już z mężem 22  lata po rozwodzie i nie mamy podziału majątku - mówi Maryla Bartczak, matka  pani Sylwii.


Od dwóch lat pani Sylwia wraz z rodziną przeżywa koszmar. Za każdym razem, kiedy z Niemiec przyjeżdża jej ojciec, wypędza ją z jej rodzinnego domu. Matka broni córki i walczy o to, aby ta mogła dalej mieszkać w budynku.


-  Trzy razy już ją wyrzucał. Dwa lata temu ją wyrzucił,  to Sylwia mieszkała w tym ganku z dziećmi  i korzystała z kuchni razem z synem -  mówi Maryla Bartczak, matka  pani Sylwii.


-  Córka za każdym razem, kiedy  przyjeżdżam do Polski, dzwoni na policję. Okna   powybijałem, bo był to  rewanż za  ścianę, którą  mi wybili – mówi  Jerzy Bartczak  ojciec pani  Sylwii.


Widmo wyprowadzki to nie jedyny dramat,   jaki teraz przeżywa rodzina pani Sylwii. Niespełna miesiąc temu w pożarze przyczepy kempingowej zginęła ich najmłodsza 3-letnia córka Magda.


 -  Przyczepa kempingowa stała niedaleko domu. Gdy na miejsce przyjechali strażacy, na ratunek było już za późno. Mogli zająć się jedynie dogaszaniem. W przyczepie tuż przed pojawieniem się ognia bawiło się troje dzieci w wieku 3, 5 i 9 lat – mówi Wiesław Gorzki, zastępca komendanta Państwowej  Straży Pożarnej w Sochaczewie.


 - Jak się  zapaliło, to dwoje starszych dzieci  uciekło  do sąsiada. A straż jak przyjechała gasić, to nie wiedzieli, co tam jest. Jak ugasili, to dopiero zobaczyli, że nóżki są – mówi mieszkaniec Nowych Mostków.


- To był  moment. Straż pożarna jak przyjechała,  to już prawie było po fakcie.  Nie zdążyli jej uratować. Syn wziął zapałki od mojego brata  z kuchni i po prostu podpalił przyczepę  -  mówi pani Sylwia.


-  Zniszczyli mi przyczepę. Uratowałem  tylko  tę ośkę – mówi pan Jerzy, ojciec pani Sylwii.


-  Osobiście błagałam pana Jerzego, ale to nie poskutkowało. To dla mnie żaden dziadek , nie ma  serca. Gmina nie dysponuje lokalami i właśnie  o to chodzi, że nie możemy pani Sylwii pomóc od strony urzędu – mówi Urszula Żakowska z  Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sochaczewie. *

*skrót reportażu

Reporter: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl