Rzeka zamiast działki. Grosze od urzędników

Kuriozalna propozycja ugody za stracone działki. W trakcie powodzi górska rzeka Koszarawa zabrała ziemię rolnikom z gminy Jeleśna w Beskidzie Żywieckim. Ludzie wystąpili o odszkodowania. Urzędnicy zaproponowali, że zwrócą im jedynie koszty pracy geodetów, którzy ocenili skalę strat, ale tylko wtedy, gdy rolnicy zrzekną się roszczeń za grunty!

- Widać nowy nurt rzeki, centralnie idzie na nasze budynki. Dwie następne powodzie i mamy rzekę pod domami - mówi Henryk Czul, któremu zagraża rzeka.

- Przy takiej technice jak dzisiaj, to trzeba zawczasu wodę skierować tam, gdzie ona ma iść, a nie tam, gdzie ona chce - dodaje Józef Wyród, mieszkaniec Jeleśni.

- Techniczne myślenie o przyrodzie zawaliło się nam na głowy już nieraz. Przekonanie, że jesteśmy w stanie przeciwdziałać siłom natury jest przekonaniem niezwykle głupim. I urząd, który mam zaszczyt reprezentować, stoi na stanowisku przeciwnym - mówi Konrad Myślik z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.

W 2010 roku podczas dużej powodzi Koszarawa zabrała działki właścicielom z Jeleśni. Kosztem ziemi powiększyła swoje koryto. Kiedy wody opadły, na gruntach zostało kamieniowisko. W maju tego roku przyszła kolejna powódź, wprawdzie już nie tak duża, ale nieuregulowana Koszarawa znowu zabrała ziemię. Ludzie chcą odszkodowań.

- Rzeka zabrała nam grunt, bo tu nie ma regulacji, nie ma retencji. Wystąpiliśmy o odszkodowania, to była nasza własność. Tu była moja działka, prawie jedenastoarowa. W tej chwili jest na niej wał, a reszta działki znajduje się pod rzeką - oprowadza nas po terenie Anna Bednarek.

- Zapłaciliśmy 800 zł geodecie, żeby nam wymierzył ile działki jeszcze zostało - mówi Janina Mendrala, która walczy o odszkodowanie za grunt.

- Zaproponowano nam ugodę: zgadzamy się, że przechodzi to na Skarb Państwa i nie rościmy żadnego odszkodowania, a oni oddają te 800 zł i już. A wcześniej ta działka była warta około 6 tys. zł - dodaje Halina Mendrala.

- Ja jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś był zadowolony z kwoty otrzymywanych odszkodowań, ale jakiś sposób ustalania tej wartości musiano przyjąć i przyjęto właśnie taki - tłumaczy Konrad Myślik z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie, który odpowiada za rzekę.

Właściciel utraconego gruntu przygotowuje tzw. operat geodezyjny, czyli nowy wyrys linii brzegowej działki - ten koszt pokrywa państwo. Do odszkodowania wlicza się także ekwiwalent za zabraną ziemię, ale Skarb Państwa nie chce wypłacać tej części odszkodowania.

- Stanowisko urzędników jest takie, że zwracają nam po prostu koszty operatu geodezyjnego, a jeżeli mamy roszczenia odnośnie wartości działki, to musimy występować do sądu. Ja takiej ugody nie podpisałam, nie podpisała też sąsiadka. Jednak starsi ludzie, emeryci, którzy mają małe renty, podpisali, bo oni zainwestowali swoje pieniążki w ten operat - mówi Anna Bednarek, która walczy o odszkodowanie.

Rozmawiamy z Konradem Myślikiem z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.

Reporterka: Bardzo wiele osób, którym woda zabrała grunty, nie idzie sądu, bo ich na to nie stać.
Urzędnik: W tym, co pani mówi zawarte jest przypuszczenie, że postępujemy nieuczciwie. Jestem temu bezwzględnie przeciwny. Jako urząd po to korzystamy z wyceny dokonywanej przez fachowców, którzy nie są naszymi pracownikami, tylko fachowcami od wyceny gruntów, z rynku, żeby ta wycena była należyta.

Po powodzi w 2010 r. Zarząd Gospodarki Wodnej przystąpił do umocnienia brzegów rzeki oraz uregulowania jej biegu w Jeleśni. Inwestycja nie wytrzymuje próby czasu. Czy jest fuszerką budowlaną? Miejscowi nie mają wątpliwości i są zdania, że niebawem woda niebezpiecznie podejdzie pod ich domy.

- Naszymi sugestiami nikt się nie przejmował. Jak zaczęli poprawiać te brzegi, to tutaj chodziły pielgrzymki. Wszyscy się dziwili, jak można w ten sposób, pod skosem to robić? Skoro woda idzie inaczej. Jak żeśmy załatwiali pozwolenia budowlane, to kazano nam się cofać jak najdalej od rzeki, a teraz rzeka przychodzi do nas. Jeżeli woda wyrwie jeden kamień, to cały ten nasyp pójdzie razem z wodą - mówi Henryk Czul, który mieszka w pobliżu Koszarawy.

- Nie jestem przekonany, czy on runie dlatego, że został niewłaściwie zrobiony, czy też z powodów, że mamy do czynienia z zupełnie nowymi warunkami pogodowymi. W Polsce nikt nie polemizuje z wodą, która spada z nieba. Niepokój pojawia się dopiero, gdy ta woda musi spłynąć, to jest ta sama woda - tłumaczy Konrad Myślik z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.

- Przykro mi to powiedzieć, ale niestety nie ma profilaktyki. Jest tylko jest usuwanie skutków właśnie takiej gospodarki wodnej. Później na szybko robi się jakieś umocnienia - podsumowuje Anna Bednarek, która walczy o odszkodowanie za grunt, który zabrała Koszarawa.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Pietkiewicz

mpietkiewicz@polsat.com.pl