Natura 2000 – owcom pić nie wolno!

Ekologiczny absurd. Baca Józef Dendys z Korbielowa od lat wypasa owce na halach góry Pilsko w Beskidzie. Teraz jego zwierzęta mogą zdechnąć z pragnienia. Powód? Program ochrony środowiska Natura 2000. Polscy urzędnicy i ekolodzy tak dbają o przyrodę, że nie pozwalają góralom oczyszczać dołów przy potokach, z których piją owce. A bez tego takie wodopoje sybko zarosną.

- To lepiej niech owce nie piją i zdechną? Przecież nie będą się pytać, czy jest Natura 2000 czy nie ma. Jak się przyjdą paść i będzie ciepło, to się napić muszą – mówi Józef Dendys, baca z Korbielowa.

Baca Józef Dendys wypasa 200 owiec na halach góry Pilsko. Od stulecia do pojenia zwierząt służyły doły przy potokach. Żeby były funkcjonalne, trzeba je systematycznie czyścić. Baca ma z tym problem, bo przepisy ochrony środowiska Natura 2000 zabraniają jakiejkolwiek ingerencji bez zgody urzędników.

- Chcemy wyczyścić ten dół wodny, żeby owce mogły napić się tej wody, ale mamy z tego tytułu problemy z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska (RDOŚ) -  mówi Andrzej Góra ze wspólnoty właściciel gruntów Hala Miziowa.

- Sanepid wydał opinię, że nie trzeba sporządzać raportu oddziaływania na środowisko, natomiast RDOŚ, że trzeba taki raport sporządzić – informuje Marian Czarnota, wójt gminy Jeleśnia.

- Koszt raportu oddziaływania na środowisko to kilkadziesiąt tysięcy złotych – dodaje Andrzej Góra ze wspólnoty właściciel gruntów Hala Miziowa.

Kwestia oczyszczenia dołów przy potokach rozpala dyskusję. W sprawę wmieszali się ekolodzy, którzy mają ten temat mają inny pogląd. Tuż przed uprawomocnieniem, zaskarżyli do Samorządowego Kolegium Odwoławczego zgodę wójta na oczyszczenie dołów.

- Te zbiorniki są niesamowitym zabezpieczeniem terenów leśnych, które wysychają. Są „ogniska”, takie miejsca suchych drzew, gdzie niewiele trzeba, żeby to poszło z ogniem. Takie same zbiorniki są po słowackiej stronie i one tam mogą być. Pojedźmy w Dolomity, pojedźmy w Alpy, to tam wszędzie są wyciągi i wszędzie są turyści, jest Natura 2000 i nie ma problemu. Problem jest u nas – komentuje Włodzimierz Lach, ratownik GOPR na Hali Miziowej.

- Owce to nie tylko nasz zarobek, nasze utrzymanie, ale także nasza tradycja, kultura. Nasza regionalność. To jest przekazywanie tradycji z pokolenia na pokolenie – zauważa Teresa Czerwonka ze Wspólnoty Hala Miziowa.

- W 2013 roku dostaliśmy pierwszą nagrodę od Marszałka Województwa Śląskiego za „Redyk”,  imprezę, która wiąże się z tradycją i obrzędami. Jeżeli my dostajemy taką nagrodę, a jednocześnie utrudnia się bacom pojenie tych owiec, to jest to kuriozum – dodaje Marian Czarnota, wójt gminy Jeleśnia.

Co na to ekolodzy? Rozmawiamy z Radosławem Ślusarczykiem ze Stowarzyszenia Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot.

Ekolog: Nasze stowarzyszenie zupełnie nie oprotestowuje dołów z wodą. Zupełnie nie chodzi o to, żeby owce tam się nie rozwijały. Wprost przeciwnie, uważamy, że owce na Pilsku powinny być, powinny się rozwijać.
Reporterka: Tylko te owce cierpią, a państwo są Pracownią na Rzecz Wszystkich Istot. Rozumiem, że owce też są dla was istotami żywymi.
Ekolog: Oczywiście, ale to nie jest kwestia owiec. Najpierw mieliśmy zbiorniki do naśnieżania, a teraz mówimy, że chcemy tylko doły.
Reporterka: A co złego jest w naśnieżaniu?
Ekolog: Chodzi o to, że przy zaśnieżaniu muszą być spełnione pewne wymogi, dlatego że gromadzimy wodę. Pozwolenia wodno-prawne są potrzebne.

- Pani zapyta pana Ślusarczyka, ile on drzew posadził, bo my ich sadzimy tutaj tysiące w ciągu roku. To my dbamy o tę przyrodę, a on tylko nam przeszkadza – mówi Andrzej Góra ze Wspólnoty Hala Miziowa.

Baca Józef Dendys napisał do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach dwa pisma. Jedno dotyczyło oczyszczenia dołów na Hali Buczynki – ta sprawa jest zawieszona, drugie na Hali Miziowej, gdzie zapadła decyzja o wykonaniu raportu oddziaływania na środowisko. Jednak w rozmowie dyrekcja pomijała sprawę raportu:

- My w tej sprawie jesteśmy tylko opiniujący, a co więcej, na ten moment nie wydaliśmy żadnej opinii. Jeszcze nie wydaliśmy i nie wiemy, jaką wydamy – powiedziała nam Małgorzata Zielonka z Regionalnej Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach.

- Urzędnik dostanie pensję i górala ma w nosie. Nie zależy mu, czy owce będą piły czy nie, bo to nie jego problem – mówi Józef Dendys, baca z Korbielowa.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Pietkiewicz

mpietkiewicz@polsat.com.pl